
Opowieść o czasach wielkiego kryzysu przepełniona tańcem i rozpaczą
Hollywood, lata 30. XX wieku, rekordowo wysokie bezrobocie. Gigantyczny maraton taneczny przyciąga rzesze znęcone obietnicą darmowego wiktu i tysiąca dolarów dla zwycięzcy: bezrobotnych aktorów, łowców nagród i ludzi bez perspektyw. Rozpoczyna się dziwna pogoń spoconych par za kołem fortuny. Dla niektórych stawką jest życie…
Powieść Czyż nie dobija się koni? jest uznawana za pierwszą amerykańską powieść egzystencjalną; jej autora stawiano na równi z Hemingwayem i Faulknerem, a w 1969 roku Sydney Pollack dokonał słynnej ekranizacji tej powieści, w której główną rolę zagrała Jane Fonda.
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: Zysk i S-ka Wydawnictwo S.J., Wielka 10, 61-774 Poznań (PL), numer telefonu: 616706619, adres e-mail: sekretariat@zysk.com.pl
| Autor | Horace McCoy |
| Wydawnictwo | Zysk i S-ka |
| Rok wydania | 2019 |
| Oprawa | twarda |
| Liczba stron | 152 |
| Format | 13.5 x 20.5 cm |
| Numer ISBN | 9788381165761 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788381165761 |
| Waga | 300 g |
| Wymiary | 140 x 210 x 18 mm |
| Data premiery | 2019.01.31 |
| Data pojawienia się | 2019.01.31 |
Produkt niedostępny!
Ten produkt jest niedostępny. Sprawdź koszty dostawy innych produktów.
Dla mnie powieść McCoya jest idealna: słowny minimalizm i surowość. Historia wydaje się być opowiedziana w sposób całkowicie beznamiętny i pozbawiony emocji, ale to też tylko pozory. Czytelnik jest świadkiem tego, jak kolejni bohaterowie stają się ofiarami systemu, w którym żyją. Zarówno Ci, którzy poddali się na starcie, jak i Ci, którzy walczyli do końca. Z każdą kolejną stroną czuć zbliżającą się tragedię, której nie sposób uniknąć. Ludzkie życie, które nie jest nic warte, rozpacz i beznadzieja. Choć nikt nie działa pod przymusem, a uczestnicy dobrowolnie zgadzają się na zasady turnieju, każdy kolejny wymóg wydaje się coraz bardziej niesmaczny i nieetyczny. Turniej, w którym najmniejszą wartość ma człowiek.
Marzenia... Ach, marzenia! Czyż to nie one są naszym motorem napędowym? Naszą motywacją, a czasem jedyną nadzieją na lepsze jutro. To one powodują, że chce nam się żyć, ponieważ mamy jakiś cel, rozpaczliwie próbujemy go zdobyć. Ale czy marzenia zawsze są dobre?
Czyż nie dobija się koni? to pierwsza amerykańska powieść egzystencjalna (1935 rok). Liczy sobie niecałe 150 stron, więc w zasadzie można połknąć ją na jeden CHAPS! Tymczasem okazuje się, że specyficzny klimat i obciążająca psychikę treść zmuszają czytelnika do rozwleczenia tej lektury i zrobienia kilku podejść. Początkowo nie mogłam wgryźć się w tę historię, ale gdy już to zrobiłam, nie mogłam pozbyć się dziwnego uczucia, które mówiło mi, że na końcu będzie coś fascynującego. Przeczucia mnie nie zawiodły...
Wspaniałe Hollywood kojarzące się ze sławą, bogactwem i karierą ma swoją mroczną stronę... Ludzie są w stanie zrobić wszystko za tysiąc dolarów. W maratonie tanecznym biorą udział osoby z marginesu społecznego. Osoby, które już wszystko przegrały, ale żyją marzeniami o zrobieniu wielkiej kariery - od zera do milionera. Sytuacja jest, delikatnie mówiąc, nienormalna, ponieważ w rzeczywistości bogaci ludzie, organizując maraton, bogacą się jeszcze bardziej na krzywdzie osób ledwo trzymających się przy życiu. Uczestnicy będą musieli zapłacić horrendalną cenę za udział w tym wydarzeniu.
Czego uczy nas powieść? Myślę, że tego, co w życiu najważniejsze - równowagi. Opowiada o trudach życia, o niesprawiedliwościach, niezrozumieniu siebie nawzajem... O wypełnianiu czyichś próśb i o próbie osądzenia, czy dane zachowanie było dobre czy nie. A w końcu - czy wszystko w życiu jest czarno - białe? Czy zawsze musimy posługiwać się systemem zero - jedynkowym?
Czyż nie dobija się koni? to lektura trudna, wymagająca i dołująca. Myślę, że jej treść na długo zapadnie mi w pamięć i jeszcze niejednokrotnie będę wracała do tej historii. A teraz, będąc już po lekturze, mam zamiar obejrzeć spektakl teatralny, który pozwoli mi na nowo przemyśleć treść książki i być może pokaże coś, na co nie zwróciłam uwagi przy lekturze. Ze swojej strony serdecznie polecam tę książkę, szczególnie dorosłym odbiorcom.
„Czyż nie dobija się koni?” to kultowa powieść amerykańska, spopularyzowana dzięki głośnej ekranizacji w reżyserii Sydneya Pollacka. Mimo iż akcja książki rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych w czasach tzw. wielkiego kryzysu, treść pozostaje ponadczasowa i wciąż aktualna.
Główny bohater i narrator, Robert, jest młodym mężczyzną, marzącym o aktorskiej karierze w Hollywood. Przewrotny los zaprowadza go jednak na salę sądową, w której poznajemy go jako zabójcę niejakiej Glorii. To dziewczyna, która namówiła go do udziału w wielodniowym maratonie tanecznym. Podczas tej imprezy mają miejsce niezaplanowane zdarzenia, od których włosy jeżą się na głowie.
Robert nie wypiera się w sądzie zbrodni, jednak – paradoksalnie – wcale nie uważa się za winnego. Wręcz przeciwnie, jest pewien, że wyświadczył zabitej grzeczność i skrócił jej cierpienia.
Zanim się przekonamy, czy to faktycznie prawda, śledzimy z wielkim napięciem poszczególne etapy makabrycznego turnieju.
Zabawa początkowo może wydawać się niewinną rozrywką ku uciesze gawiedzi. Szybko jednak przekonujemy się, że organizatorzy zamierzają zbić na tanecznych zawodach niebagatelną fortunę. By tego dokonać, nie wahają się wykorzystywać uczestników, grać na ich emocjach, prowokować i kreować sytuacje, które przyciągną widzów.
Z czasem robi się coraz ciekawiej i coraz bardziej niebezpiecznie.
Inicjatorom tanecznego maratonu sprzyja sytuacja ekonomiczna – w czasach wielkiego bezrobocia i kryzysu ludzie są gotowi na różne upodlenia, byleby zdobyć kilka dolarów. A cóż dopiero tysiąc! To główna nagroda, która odbiera godność i każe zapomnieć o ludzkich odruchach.
Nic dziwnego zatem, że na parkiecie dochodzi do kłótni, bójek, przemocy, a nawet wynaturzeń.
Powieść McCoy'a odczytać można jako parabolę ludzkiego losu, który porównywany jest od wieków do makabrycznego tańca wieńczącego życie, ale i do walki o przetrwanie. Przeżyć mogą tylko najsilniejsi, najtwardsi, najbardziej bezlitośni...
W dzisiejszych czasach wyścigu szczurów treść książki nabiera szczególnego znaczenia, o jakim autorowi zapewne nawet się nie śniło.
„Czyż nie dobija się koni?” to także wstrząsająca opowieść o mechanizmach rządzących światem show-biznesu, w którym wszystko nastawione jest na zysk. Człowiek jest tu tylko marionetką i produktem, który można w dowolny sposób wykorzystać, przeżuć, wypluć...
To prawda szokująca, ale jakże aktualna.
Lektura książki McCoy'a nie jest lekka, łatwa i przyjemna, ale warto się z nią zmierzyć, gdyż daje wiele do myślenia. Książka udowadnia także, że ważkie problemy można wyłożyć w niewielkim objętościowo utworze. Czasami mniej, znaczy więcej – i nie jest to tylko życiowa dewiza minimalistów, ale i reguła, która sprawdza się w literaturze. BEATA IGIELSKA
Zanim powstał Wielki marsz, który Stephen King wydał pod swoim nom de plume Richard Bachman, zanim Koushun Takami napisał Battle Royale i na wiele dekad przed tym, nim Igrzyska śmierci na drobne tematykę będącą intrygującym nośnikiem ważkich treści, była właśnie ta powieść. Może na pierwszy rzut oka moje porównania nie wydają się najbardziej trafione, ale spokojnie, każdy, kto sięgnie po tę powieść dla wielkich emocji i szarpiącej nerwy rywalizacji, zdającej się przekraczać ludzkie możliwości, będzie z niej tak samo zadowolony, jak wszyscy czytelnicy szukający ambitnej, poruszającej serce i umysł literatury. Bo Czyż nie zabija się koni? to kawał wielkiej powieści, której moc zamknięta na niespełna 150 stronach atakuje czytelnika ze zdumiewającą siłą, nie pozwalając mu przejść obojętnie obok całości.