
Oto świat, gdzie nawet wierzby wiedzą więcej niż rodzina. Gdzie powrót do domu boli bardziej niż wyjazd.
Kuba po latach emigracji wraca do Polic. Nie z tęsknoty, tylko z obowiązku - jego matka potrzebuje opieki. Karolina właśnie dowiedziała się, że jej mąż uciekł z towarem wartym kilkaset tysięcy.
Życie zaczyna przypominać zły reality show. Ale gdzieś między kolejną diagnozą a szlabanem na emocje zaczyna się coś, czego żadne z nich nie planowało: uczucie. I właśnie wtedy wychodzi na jaw to, co miało nigdy nie wyjść.
"Dzieci wierzby" to powieść o opiece, miłości, która się nie prosi, i prawdzie, która czekała za długo. Tu każdy ma korzenie, tylko nie każdy chce do nich wracać.
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: WYDAWNICTWO MIĘTA Sp. z o.o., ul. Borowskiego Tadeusza 2/210, 03-475 Warszawa (PL), adres e-mail: redakcja@wydawnictwomieta.pl
| Autor | Małgorzata Stasiak |
| Wydawnictwo | Wydawnictwo Mięta |
| Rok wydania | 2025 |
| Oprawa | broszurowa |
| Liczba stron | 368 |
| Format | 135 x 22 mm |
| Kod paskowy (EAN) | 9788368371826 |
| Data premiery | 2025.09.13 |
| Data pojawienia się | 2025.09.13 |
| Dostępna liczba sztuk | |
|---|---|
| Dostępność całkowita | 64 szt. |
| Dostępność w naszym magazynie | 2 szt. (realizacja już jutro) |
Dostępność w punktach Bonito![]() |
|---|
| ul. Staromiejska 6 (50 m od Rynku) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| al. Pokoju 67 (wyspa w centrum handlowym M1) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Batorego 15B (przecznica od ul. Karmelickiej) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Dobrego Pasterza 122 (Prądnik Czerwony) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Josepha Conrada 79 (obok stacji BP) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Kluczborska 17 (przy pętli "Krowodrza Górka") | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Kobierzyńska 93 (osiedle Ruczaj-Zaborze) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Marii Dąbrowskiej 17A (50 m od CH Czyżyny) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Pawia 34 (blisko Galerii Krakowskiej) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Pilotów 2E (300 m od ronda Młyńskiego) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Wielicka 259 (wyspa w Galerii Mozaika) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Wysłouchów 3 (Kurdwanów) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Zakopiańska 62 (Park Handlowy Zakopianka) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 51 (skrzyżowanie z ul. Płaskowickiej) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 88 (Ursynów - metro Stokłosy) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| al. Niepodległości 54 (przy stacji metro Wierzbno) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Chmielna 4 (50 metrów od ul. Nowy Świat) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Czapelska 48 (200 m od ronda Wiatraczna) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Kondratowicza 37 (blisko Szpitala Bródnowskiego) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Żeromskiego 1 (przy stacji metra Słodowiec) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Plac Grunwaldzki 25 (w budynku Grunwaldzki Center) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Ruska 2 (przy Placu Solnym) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
Darmowa dostawa już od 199,00 zł
Dziś przychodzę do Was z powieścią Małgorzaty Stasiak „Dzieci wierzby”. To moje pierwsze spotkanie z tą autorką i mam nadzieję poznać lepiej jej twórczość.
Karolina i Kuba to ludzie po pięćdziesiątce, wychowywali się razem, ich rodzice się przyjaźnili. Dzieciństwo nie było jednak szczęśliwe. Rodzice oddani ideologii hipisowskiej nie stronili od używek. Kiedy Kuba czuł się przytłoczony życiem uciekał na swoje ulubione drzewo, starą wierzbę. Gdy dorośli każde z nich poszło w swoją stronę. Po dwudziestu pięciu latach ich drogi ponownie się splatają. Karolinę mąż zostawia z długami, kobieta musi sprzedać mieszkanie i przeprowadzić się do matki. Kuba wraca z Norwegii aby zająć się swoją matką chorą na Alzheimera. Między przyjaciółmi zaczyna rodzić się uczucie tylko dokąd ono ich zaprowadzi?
Autorka zaserwowała nam niezwykle życiową i zaskakującą opowieść o zwykłych, nieidealnych ludziach, ich problemach i zakrętach życiowych. O układaniu życia na nowo mimo piętrzących się przeciwności. Wszystko było tu prawdziwe do bólu. Pokazana została hipisowska codzienność daleka od ideału. Brak zainteresowania dziećmi, złe decyzje rodziców i konsekwencje dorastania w dysfunkcyjnej rodzinie. Nijakość i wypalenie w małżeństwie prowadzące do nieuchronnego rozpadu. Mamy też motyw opieki nad chorym członkiem rodziny. Książka pełna jest emocji przedstawionych tak po ludzku, czasem nawet sarkastycznie. Są to emocje bardzo skrajne od pogodnego uśmiechu po ból i złość. Wszystko to zmusza czytelnika do refleksji. Tę powieść czytało mi się bardzo dobrze i szybko. Z dużym zainteresowaniem przewracałam kolejne strony a gdy dobiegłam do zakończenia czułam niedosyt. Chciałabym poznać dalsze losy bohaterów.
Pióro autorki miałam okazję poznać już jakiś czas temu przy książce „Bez filtra”, która pozostawiła we mnie pozytywne wrażenia. Dlatego gdy dostałam szansę przeczytać również tę – „Dzieci wierzby”, byłam podekscytowana. Spodziewałam się świetnej lektury, ale nie sądziłam, że będzie nawet ponad to!
To dopiero początek, a ja wciągnęłam się na dobre. Książka nie zaczyna się wielkim trzęsieniem ziemi ani w środku jakiejś wyjątkowo mocnej akcji, ale od razu da się z niej wyczuć klimat poruszającej, chwytającej za serce powieści. Powieści, w której bohaterowie są z krwi i kości, jak w literaturze obyczajowej z górnej półki.
Nawet jeśli pojawiają się słowa takie jak „baba”, „bryle”, „do dupy”, daje to poczucie realizmu. Uwielbiam, gdy książka nie jest napisana sztywno i pojawiają się w niej wyrażenia, których faktycznie używamy na co dzień. Tym bardziej, że takie słownictwo i sposób konstruowania zdań sprawiają, że narracja staje się nam bliższa.
„– Oj, nie wygłupiaj się. Poważnie mówię. Coś z głową się dzieje. Gubi słowa, dwa razy robi to samo, myli osoby”
Cytat ze strony 11
Możemy znaleźć tu różnorodne tematy, z którymi wiele z nas może się utożsamić. Począwszy od motywu demencji, który nieczęsto spotykam w książkach (choć to może być po prostu moim „szczęściem”), przez trudne dzieciństwo, aż po powrót do kraju z obowiązku, by zająć się członkiem rodziny. Choć są to rzeczy, które wewnętrznie bolą, to wbrew pozorom w powieści Małgorzaty Stasiak zostały doprawione nutą humoru. Zaznaczę jednak, że nie sprawia on, iż odbieramy książkę mniej poważnie.
Przyznam, że mimo przeczytania opisu, zachowanie Adama wobec naszej bohaterki zupełnie mnie zaskoczyło! Tak nagle, bez krzty kultury... Nie dziwię się, że Karolina użyła wobec niego słowa „parch”, którego, swoją drogą, wcześniej nie znałam. Świetnie też, że tytuł nie jest tu tylko tytułem, ale odgrywa ważniejszą rolę w samej powieści.
„Ona też miała status wierzby w jego bezzasadnym dzieciństwie”
Cytat ze strony 37
Książka była świetna. Szczerze mówiąc, gdy musiałam przerwać czytanie, nie chciałam tego robić. Gdybym tylko mogła, przeczytałabym ją w jeden dzień. Małgorzata Stasiak po raz kolejny udowodniła, że doskonale wie, jak napisać dobrą książkę, od której trudno się oderwać. Kreacje bohaterów, styl pisania – zrozumiały, ludzki i taki, który pozwala wejść w głowę postaci, wszystko to sprawiło, że zakochałam się w tej historii. Jestem pewna, że z wielką chęcią sięgnę po kolejne publikacje autorki i będę ich wyczekiwać!
Jeśli lubicie historie poruszające trudne tematy oraz bohaterów, którzy nie są młodymi dorosłymi, ta książka jest dla was. Warto się z nią zapoznać.
„Przypominała teraz kwiat, któremu pod koniec dnia zabrakło wody w wazonie. Czuła, jakby była poddawana wielowarstwowemu testowi na lojalność i zrozumienie [...]”
Cytat pochodzi ze strony 244
Przede wszystkim, przy tej książce nie ma nudy. Samo życie głównej bohaterki podchodzi pod czystą masakrę z komedią, a w pakiecie dostajemy Kubę z matką, która przysparza kolejne akcje stulecia. Gdybym mogła, zapewne książkę przeczytałabym na raz, ale wiadomo, obowiązki są bezlitosne, choć podczas ich wykonywania moje myśli i tak wracały do toczącej się akcji.
Główni bohaterowie, zwłaszcza Karolina, jej usposobienie, charakter... Często czułam się trochę jak ona. Mająca swoje fanaberię, które kocha całym sercem, lecz boi się pokazać światu, aby nie zostać negatywnie postrzeżona. Więc, troszkę się utożsamiałam, choć wiekiem odbiegamy od siebie..
Kolejni bohaterowie także zostali super wykreowani, każdy posiadał swoje określone cechy, nikt nie był bezpłciowy, a sądzę, że to nie lada wyczyn. Fajnie to dodatkowo wzbogaciło fabułę, do której nie potrafię się przyczepić.
Pisząc ostatnie słowo, szczerze polecam, zwłaszcza jeśli jest się fanem stylu pisania Marty Kisiel, to tym bardziej odnajdziemy się i w takiej pozycji z małym wątkiem miłosnym, który cichutko chwyta za serce. <3
Nim przeczytałam tę książkę, przyznam, iż jej tytuł bardzo mnie intrygował. Wierzba... kojarzy się z czymś silnym, ale również z korzeniami. Jak to drzewo. Każdy z nas bowiem posiada korzenie, ale nie każdy z nas chce do nich wracać. Tak jak w przypadku bohaterów tej powieści. One czasem bolą bardziej niż wspomnienia. Czy wierzby mogą wiedzieć więcej niż rodzina? Bo wrócić do domu dużo trudniej niż z niego wyjechać. A przecież powinno być odwrotnie, prawda?
Kuba po latach emigracji wraca do rodzinnych Polic. Bynajmniej nie z tęsknoty, lecz by zająć się matką. Z kolei Karolina dowiaduje się, że jej mąż uciekł z towarem wartym kilkaset tysięcy. Tych dwoje niczego nie planowało. Życie, los zdecydował za nich. Zaczynają coś do siebie czuć. Ale wtedy wychodzi coś, co miało pozostać ukryte... Ich miłość staje się zakazana.
Historia w żadnym aspekcie nie przypomina bajki. Tu dominuje gorzki, smutny, prawdziwy wydźwięk. Ale gdzieś w tym wszystkim jest miejsce na niewymuszony, ironiczny humor. I choć tematy, które wywołują tu uśmiech, nie należą do przyjemnych, jak chociażby problem demencji czy trudne dzieciństwo, to autorka nie robi tego prześmiewczo. Czytelnik ma wynieść z tego pewne refleksje.
Małgorzata Stasiak stworzyła portrety osób nieidealnych, emocjonalnie niedojrzałych, z wadami, słabościami, popełniającymi błędy, ale i przypisała im również zalety i pragnienia. Na ich przykładzie, widzimy, że nie warto pielęgnować w sobie nienawiści, ciągle rozpamiętywać krzywd. Ciężko przyjąć do wiadomości to, że rodzina nie zawsze jest dla nas wsparciem. A życie pisze różne niespodziewane scenariusze. Trzeba znaleźć w sobie siły, by pogodzić się z przeszłością, przebaczyć.
Momentami akcja toczyła się nazbyt powolnym rytmem. Co prawda taki zabieg pozwala nam lepiej wczuć się w daną sytuację czy wsłuchać w ciszę, jednak trzeba po prostu lubić taką formę prowadzenia fabuły. Z kolei zastosowane metafory były genialne!
"Dzieci wierzby" to słodko-gorzka powieść o skomplikowanych relacjach, rodzinie, trudnym dzieciństwie, opiece, miłości, prawdzie, o bolesnym powrocie do tego co zapomniane. To historia, która przypomina, że każdy z nas ma miejsce, które może nazwać swoim, mimo iż powroty do niego nie należą do łatwych. I tylko wierzba jest świadkiem cichych dramatów, sekretów i tego co niewypowiedziane...
Dzieci wierzby to historia o tym, jak nasze wybory a także wybory naszych rodziców wpływają na całe nasze życie.
Karolina i Kuba to dzieci hipisów, którzy korzystali z życia na maksa i do dzisiaj potrafią coś tam sobie zapalić czy inaczej dozować.
Oboje bohaterów głównych jest średnio zaradnych, mają swoje traumy, niską samoocenę i niską asertywność.
Pozornie w dzieciństwie mogli robić co chcieli ale jak widać po przeczytaniu, taki luz nie prowadzi do niczego dobrego a dzieciom najzwyczajniej brakowało poświęconego im czasu i miłości.
Książkę czyta się błyskawicznie, język jest lekki, niewymagający i momentami można się uśmiechnąć nawet.
Jednak nie obejdzie się bez minusów.
Powtórzenia - to mnie drażniło, jak już pisałam z koleżanką na priv, zrozumiałyśmy za pierwszym razem, że Kuba ma ręce jak bochny chleba a Karolina jest siwa.
Nie trzeba było nam o tym przypominać non stop, tak jak o meksykańskim poncho Danki albo tym, że Karolina została poczęta podczas Woodstock (teraz Polandrock).
Może i kwestia tego przypominania a może i nie, aczkolwiek bardzo szybko połapałam się kto jest kim i nie miałam absolutnie żadnego zaskoczenia z tych tajemnic, jakie odkryła Karolina z Kubą pod koniec książki.
Że też nie domyślili się szybciej...
W sumie nie ma co się dziwić, Karolina nie była zbyt lotna, dając się wykorzystywać zarówno swojej matce jak i mężowi i nie widząc problemu w sobie.
Ogółem książka była dobra ale na pewno nie jest taką, którą bym przeczytała drugi raz.
Można wyciągnąć wnioski, morał nawet.
Można zobaczyć jak przeszłość wpłynęła na teraźniejszość.
Jest to lektura, która wszystko podaje na tacy, nie trzeba się mocno główkować co autor miał na myśli, bo autorka napisała to wprost.
W sam raz na jesienny wieczór, by się wyluzować, nieco pośmiać z perypetii naszych bohaterów.
A jeszcze jest pewna sprawa z Dzidzią i Tre, która wywołała niesmak - zupełnie niepotrzebnie było pisać tak obrazowo o incydencie kałowym, do dziś próbuję o tym zapomnieć.
Czy polecam? Owszem, tak.
Było warto ją przeczytać.
Tytułowa wierzba miała znaczenie i specjalne miejsce w treści.
Romans był, fabuła była, humor był, sekrety rodzinne też.
Rok temu przeczytałam książkę Małgorzaty Stasiak “Bez filtra” i zakochałam się humorze, jaki zaprezentowała autorka. Tym razem sięgnęłam po “Dzieci wierzby” tej samej autorki, jednak tym razem dostaliśmy książkę pełną bólu i cierpienia. Autorka pięknie opisuje ciężkie chwile swojej bohaterki, kopiąc ją dosłownie z każdej strony. Jednak nasza bohaterka to silna kobieta, która przyjmuje wszystko z podniesionym czołem i prze naprzód. Ta historia była tak wyjątkowa i poruszająca, że ciężko mi było zebrać po niej myśli. Cały tydzień myślałam, co wam o niej napisać, ponieważ w ciężkiej sytuacji Karoliny, znalazłam krztynę humoru, bojąc się, że ten humor nie jest odpowiedni do tak ciężkich tematów, jakie porusza ta historia. Jednak, gdy się zastanowiłam, doszłam do wniosku, że właśnie ta odrobina humoru, pomogła Karolinie przetrwać najcięższe chwile.
Karolina żyje w małżeństwie, które praktycznie nie istnieje, do chwili, gdy jej mąż dzwoni, że się zawinął, ukradł towar, który przewoził w tirze i ma o nim zapomnieć, lecz najpierw spłacić jego długi u szefa. Tak, spłacić długi, gdy się nie ma żadnej poduszki zapasowej. Nie pozostało jej nic innego jak sprzedać mieszkanie i wyprowadzić się do matki, starej miłośniczki *ziół*. A jej matka nie mieszka sama, mieszka z przyjaciółką, która cierpi na demencję. Na dokładkę w tym jednym domu zjawia się syn przyjaciółki matki, który jest wielki jak skała i ma ogromnego psa. Jak pogodzić zdradę męża, z dwoma starymi kobietami, które mają coraz to bardziej szalone pomysły i mężczyzną, który zdaje się być dla niej czymś więcej niż przyjacielem z dzieciństwa.
Styl autorki jest surowy i na domiar prawdziwy. Bardzo spodobała mi się rozmowa bohaterów o psychoterapii i obwinianiu nieporadnych życiowo rodziców, za ich porażki. Mocno trafiły mnie słowa, że kolejne pokolenia tylko zbierają żniwo po ciężkich czasach naszych dziadków i pradziadków, którzy przeżyli piekło wojny i nie powinniśmy ich obwiniać za to, że my nie radzimy sobie z problemami i szukamy winnych w naszych rodzicach.
Polecam wam ten tytuł i mimo że z pozoru wydaje się ciężki, to można w nim znaleźć światełko nadziei. Dziękuję bardzo wydawnictwu Mięta za możliwość poznania tej historii.
Karolina, egzystująca w nijakim małżeństwie, w nijakim mieszkaniu i w pracy niezbyt rozwijającej jej pasje. Pogodzona z faktem, iż małżonek uciekł z wartościowym towarem, mniej pogodzona z tym,że to ona będzie musiał za ten towar zapłacić.
Kuba, przed wieloma laty wyemigrował w świat, który rozumie. Drzewa, natura, to jest coś co go nie zawodzi. Gorzej z ludźmi. Z przymusu wraca do Polic by zająć się matką, mimo,że ona nigdy nie zajmowała się nim.
Tych dwoje, bardzo dobrze sobie znanych, kiedyś tam mieszkających obok, ponownie wprowadza się do domu rodziców. Co z tego wyniknie? Jakie niespodzianki przygotował dla nich los?
Po udanym, zabawnym i pełnym refleksji debiucie autorka ponownie wróciła z tematami trudnymi. Ubrała je jednak w płaszczyk niewymuszonego, naturalnego humoru. Czytając o demencji, trudnym dzieciństwie, kłodach rzucanych bohaterom pod nogi nie sposób się nie uśmiechnąć. Wiem jak to brzmi. Wiadomo, nie są to tematy błahe, z których należy się wyśmiewać. I Pani Małgosia nie robi tego w sposób prześmiewczy ale taki, by czytelnik poprzez lekturę, łzy śmiechu gdzieś tam pomiędzy wcisnął i łzę smutku, zastanowił się nad tym co ważne, dla nas, osób obok.
Bohaterowie są zmuszeni sięgnąć do korzeni, ale czy to co odkryją im się spodoba... cóż życie to jedna wielka niespodzianka, niekoniecznie przyjemna. Trzeba je brać jakie jest, patrzeć z nadzieją na przyszłość, pogodzić się z przeszłością i żyć w zgodzie z innym, nawet jeśli oni kiedyś nas skrzywdzili. Bo co nam po życiu w nienawiści, na co komu skumulowany jad... Książkę bardzo polecam, czytajcie, śmiejcie się i pozwólcie sobie na refleksję.