
Arturiańskie mity w zupełnie nowej odsłonie!
Gdy potwory z piekła rodem atakują królestwo Pendragon, dzielny król z pomocą magicznego miecza ratuje świat przed złymi mocami. Jednak lata mijają, a królestwo podupada podobnie jak jego władca, upojony swoim wielkim sukcesem i trunkami, których nie odstawia nawet na chwilę.
Magiczny miecz od dawna się nudzi i marzy o kolejnych wspaniałych bitwach, a młoda królewna nie może już patrzeć na staczającego się ojca. Szczególnie, że ten zamierza ją wydać za mąż za natrętnego barona.
By uciec przed swym losem, Ysabelle wyrusza w podróż. Chce żyć po swojemu, zakosztować życia z dala od pałacu i odnaleźć zaginioną siostrę. Czy pomoże jej w tym tkwiąca w broni magia? I czyj gniew okaże się silniejszy żądnego mordu miecza czy walczącej o swoją wolność dziewczyny.
Oto Furia komiks Mathieu Burniata i Geoffroya Mondea brawurowo przepisujących znane motywy z legend, by pokazać zupełnie inne oblicze bohaterskich historii i magicznych sztuczek.
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: Kultura Gniewu Paweł Tarasiewicz, ul. Bartoszycka 10, 04-923 Warszawa (PL), numer telefonu: 504825342, adres e-mail: pawel@kultura.com.pl
| Autor | Monde Geoffroy, Burniat Mathieu |
| Wydawnictwo | Kultura gniewu |
| Rok wydania | 2024 |
| Liczba stron | 228 |
| Format | 2.0 x 2.7 cm |
| Numer ISBN | 978-83-67360-64-7 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788367360647 |
| Wymiary | 20 x 26 mm |
| Data premiery | 2024.02.28 |
| Data pojawienia się | 2024.03.06 |
| Dostępna liczba sztuk | |
|---|---|
| Dostępność całkowita | 62 szt. (realizacja 2026.08.24) |
| Dostępność w naszym magazynie | 0 szt. |
Dostępność w punktach Bonito![]() |
|---|
| ul. Staromiejska 6 (50 m od Rynku) | Zamów i odbierz 2026.08.25 |
| al. Pokoju 67 (wyspa w centrum handlowym M1) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Batorego 15B (przecznica od ul. Karmelickiej) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Dobrego Pasterza 122 (Prądnik Czerwony) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Josepha Conrada 79 (obok stacji BP) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Kluczborska 17 (przy pętli "Krowodrza Górka") | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Kobierzyńska 93 (osiedle Ruczaj-Zaborze) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Marii Dąbrowskiej 17A (50 m od CH Czyżyny) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Pawia 34 (blisko Galerii Krakowskiej) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Pilotów 2E (300 m od ronda Młyńskiego) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Wielicka 259 (wyspa w Galerii Mozaika) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Wysłouchów 3 (Kurdwanów) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Zakopiańska 62 (Park Handlowy Zakopianka) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 51 (skrzyżowanie z ul. Płaskowickiej) | Zamów i odbierz 2026.08.25 |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 88 (Ursynów - metro Stokłosy) | Zamów i odbierz 2026.08.25 |
| al. Niepodległości 54 (przy stacji metro Wierzbno) | Zamów i odbierz 2026.08.25 |
| ul. Chmielna 4 (50 metrów od ul. Nowy Świat) | Zamów i odbierz 2026.08.25 |
| ul. Czapelska 48 (200 m od ronda Wiatraczna) | Zamów i odbierz 2026.08.25 |
| ul. Kondratowicza 37 (blisko Szpitala Bródnowskiego) | Zamów i odbierz 2026.08.25 |
| ul. Żeromskiego 1 (przy stacji metra Słodowiec) | Zamów i odbierz 2026.08.25 |
| ul. Plac Grunwaldzki 25 (w budynku Grunwaldzki Center) | Zamów i odbierz 2026.08.25 |
| ul. Ruska 2 (przy Placu Solnym) | Zamów i odbierz 2026.08.25 |
Darmowa dostawa już od 199,00 zł
Ja i arturiańskie mity? No nie, jakoś mi nigdy nie było po drodze, w książkach, w kinie, w komiksach nawet (takiego marvelowskiego Czarnego Rycerza to ja lubię tylko w wersji avengersowej z lat 90., gdzie tej mitologii prawie nie było). I ja wiem, że to coś zrośnięte z kulturą i popkulturą, że ten miecz w kamieniu albo okrągły stół to rzeczy, które zna każdy i wciąż się gdzieś przewijają, ale jakoś nigdy to do mnie nie przemawiało. Zawsze wolałem Rzym, Grecję, starożytny Egipt, nawet skandynawskie podania, ale nie arturiańskie. A tu „Furia” wpadła mi w ręce i całkiem fajne się to okazało. Trochę klasyczne, trochę wykręcone, trochę typowe i przewrotne trochę. I bardzo szybkie w odbiorze, więc nawet kogoś podchodzącego do tematu jak ja rzecz nie znużyła.
Akcja opowieści zabiera nas do Pendragon, królestwa, którego dzielny król władający magicznym mieczem kiedyś pokonał złe moce, ocalił świat, a teraz… No teraz królestwo nie ma się najlepiej, on sam zresztą też, żyjąc jedynie wspomnieniami dawnej chwały, upajając się nimi, jak upaja się nieprzerwanie trunkami. Co innego ten jego magiczny oręż, który przygód nie ma dość. Ale pewnego dnia wszystko się zmienia za sprawą księżniczki, która zaczyna mieć wszystkiego dość – dość tego, co dzieje się z jej ojcem, dość perspektywy ożenku, dość, po prostu dość. Więc ucieka, rzuca się w wir podróży z mieczem u boku, chcąc poznać nieco innego życia, świata, czegoś odmiennego. No i odnaleźć zaginioną siostrę. Dokąd ją to wszystko zaprowadzi?
Czyli fabuła klasyczna, typowa wręcz, trochę baśni, trochę przygodowej opowieści, akcja, przesłanie… Znamy to dobrze, wiemy o co chodzi, sednem – i sensem – tej wersji nie jest więc sama opowieść jako taka, a to, jak została wykonana. A wykonana jest naprawdę bardzo dobrze, z emocjami, z jakimś takim luzem, lekkością, zadziornością i siłą wyrazu. I to sprawia, że album – powieść graficzną właściwie – czyta się tak dobrze. Nawet, jeśli za tematem się nie przepada.
Ta lekkość to z jednej strony nieprzesadzanie z dialogami, dobre wyważenie między opowiadaniem obrazem, a słowami, z drugiej to takie ekspresyjne podejście, które sprawia, że rzecz zyskuje sympatyczną nutę. Jest to zabawne, także graficznie, jest całkiem ujmujące i urocze. Ma to też swoją bajkowo-przygodową estetykę, ma taki feeling rodem z fantasy, ale jest i coś cięższego, jak klimat chociażby. Jak te widoczne na stornach cienie, które skradają się w cartoonowych, barwnych kadrach, jakby zwiastując coś niedobrego.
Bo „Furia” to może i bajka, ale bajka dla dorosłych. Nie brak tu więc i scen, w których mamy krew czy brud. Nie brak bardziej realistycznych czy mocniejszych momentów i elementów. Przede wszystkim jest bardzo fajna szata graficzna, ze świetnym kolorem, niby prosta, ale potrafiąca pójść w detal tak, że chce się na to patrzeć. Czyli fajny komiks dla starszych czytelników, którzy lubią baśniowo i fantasy, a jeszcze bardziej dla tych, którym mitologia arturiańska nie jest obojętna.
Wszyscy znamy legendę o królu Arturze, jego niezwykłym mieczu oraz bohaterskich czynach, które rozbudzały i wciąż rozbudzają wyobraźnię całego świata... Jednak niewielu z nas zastanawiało się nad tym, co wydarzało się potem z królem, mieczem i jego magiczną mocą... I tu z pomocą przychodzi nam znakomita, odważna, klimatyczna opowieść fantasy w komiksowej postaci – „Furia”, którą to możemy cieszyć się od kilku tygodni za sprawą Wydawnictwa Kultura Gniewu. Zapraszam was do poznania recenzji tego albumu.
Król Artur jest pijakiem, jego córka Ysabelle nieszczęśliwa zaś magiczny miecz..., potwornie znudzony. Ten trudny układ wzajemnych relacji komplikuje jeszcze bardziej decyzja króla o wydaniu córki za mąż za starego, niezbyt urodziwego, odpychającego barona. Wtedy też Ysabelle postanawia uciec z zamku, pragnąc dla siebie wolności, możliwości decydowania o własnym życiu, szczęścia. Na wskutek pewnych okoliczności towarzyszy jej w tej podróży magiczny miecz Artura, który okaże się całkiem przyjemnym kompanem ucieczki. I tak też młoda dziewczyna i mówiący miecz rozpoczną swoją wielką, zaskakującą, czasami niebezpieczną, ale też i piękną przygodę, która zmieni wszystko...
Geoffroy Monde dał nam historię fantasy - trochę baśń, trochę przygodową powieść drogi, trochę też i dramat. I wykorzystał on w tym celu legendy arturiańskie, które stanowią jednak jedynie punkt wyjścia, gdyż potem wszystko jest już zupełnie innym, zaskakującym, niezwykle frywolnym, ale też i pięknym. Bo w komiksie tym znajdziemy akcję, przygodę, magię i humor - czasami rubaszny, czasami wręcz czarny, ale jednocześnie znajdziemy też życiową prawdę o tym, że świat nie zawsze jest gotowym na nasze plany i zamiary, gdy oto marzenia i pragnienia zderzają się z gorzką, nierzadko brutalną i smutną, rzeczywistością.
Główną oś wydarzeń wypełniają kolejny losy Ysabelle, która po ucieczce z zamku przymierza wsie i miasta, zmierzając do miejsca pobytu swojej starszej siostry, która również uciekła przed laty. Po drodze spotka ją walka, niechęć ze strony autochtonów i pech..., ale jednocześnie też i z każdym kolejnym krokiem przyjdzie odkrywać jej prawdę o sobie i magicznym mieczu. By było jeszcze ciekawiej, pojawią się tu potwory, demony, a i nawet sam czarodziej Merlin. Całościowo mamy do czynienia z ciekawą, klimatyczną, umiejętnie poprowadzoną i trzymającą w napięciu relacją, którą wieńczy coś na kształt szczęśliwego „inaczej”, finału.
To, co szczególnie mnie tu zaskoczyło, to bardzo mocne uwspółcześnienie tej osadzonej w quasi średniowiecznej i fantastycznej scenerii, historii. Z jednej strony są królowe, jest magia i nie brak walki z mieczem w dłoni..., ale z drugiej pojawia się tu tak wiele współczesnych nam tekstów i odniesień, że z czasem traktujemy tę opowieść jako bardzo aktualną, dzisiejszą, niezwykle naszą. Druga kwestią jest też odwaga tej historii, która za sprawą słów i obrazów raczej nie jest przeznaczoną dla dziecięcego czytelnika, gdy pojawiają się tu chociażby odniesienia do erotyki.
Można też pokusić się o tezę, że za tą bajkową oprawą kryje się naprawdę dramatyczna opowieść o kobiecym losie, który nie zmienił się aż tak wiele od stuleci - decydowanie o przyszłości dziewczyny, brak perspektyw na lepsze jutro, powszechne wykorzystywanie przez mężczyzn itd... Owszem, to bajka fantasy, ale przynajmniej w mej ocenie niosącą sobą ważne, feministyczne przesłanie, że niezależnie od okoliczności, miejsca i czasu, każda kobieta ma prawo być tym kim chce i żyć tak, jak tego pragnie. I żaden król, żaden czarodziej i nawet żaden magiczny miecz, nie mają nic do tego...
Bardzo ciekawie przedstawia się ilustracyjna postać tego komiksu, gdzie czasami mamy bardzo lekką, płynną i zamierzenie niezbyt ładną kreskę..., ale za chwilę najprawdziwszą maestrię rysunku, co wspólnie tworzy udaną, interesującą, znakomitą całość. Przewodnim motywem tych ilustracji jest zaś żart, karykatura i pastisz baśniowej fantastyki, zaś całości efektu dopełniają ładne dla oka, zróżnicowane względem danej sekwencji scen, dobrze dobrane kolory. Mathieu Burniat - twórca tych ilustracji, wykonał tu tym samym naprawdę świetną pracę.
Najważniejszą rzeczą jest to, że tę liczącą sobie blisko 230 stron opowieść poznajemy z wielką przyjemnością i zaciekawieniem tego, jak potoczą się dalsze losy Ysabelle, magicznego miecza, jej bliskich. I uwierzcie mi na słowo, że wcale nie łatwym jest przewidzenie finału, choć kto wie, być może komuś się uda. Przede wszystkim możemy się tu pośmiać, nacieszyć oczy dobrymi ilustracjami, zatopić w tę dziwną, baśniową rzeczywistość. Możemy również zastanowić się nad tym, jak wciąż nie końca dobrze poukładanym jest świat, w którym bycie kobietą oznacza bycie zależną od mężczyzn.
„Furia” Geoffroy’a Monde, to rzecz dobra, intrygująca, świetnie wykonana i przede wszystkim zaskakująca swoim oparciem w legendach arturiańskich. To również barwna fabuła, znakomity humor i emocje, które czasami są tymi dobrymi i ciepłymi, ale też i nie zawsze. Ze swej strony gorąco polecam i zachęcam was do sięgnięcia po ten komiks – naprawdę warto.
Wszyscy znamy legendę o królu Arturze, jego niezwykłym mieczu oraz bohaterskich czynach, które rozbudzały i wciąż rozbudzają wyobraźnię całego świata... Jednak niewielu z nas zastanawiało się nad tym, co wydarzało się potem z królem, mieczem i jego magiczną mocą... I tu z pomocą przychodzi nam znakomita, odważna, klimatyczna opowieść fantasy w komiksowej postaci – „Furia”, którą to możemy cieszyć się od kilku tygodni za sprawą Wydawnictwa Kultura Gniewu. Zapraszam was do poznania recenzji tego albumu.
Król Artur jest pijakiem, jego córka Ysabelle nieszczęśliwa zaś magiczny miecz..., potwornie znudzony. Ten trudny układ wzajemnych relacji komplikuje jeszcze bardziej decyzja króla o wydaniu córki za mąż za starego, niezbyt urodziwego, odpychającego barona. Wtedy też Ysabelle postanawia uciec z zamku, pragnąc dla siebie wolności, możliwości decydowania o własnym życiu, szczęścia. Na wskutek pewnych okoliczności towarzyszy jej w tej podróży magiczny miecz Artura, który okaże się całkiem przyjemnym kompanem ucieczki. I tak też młoda dziewczyna i mówiący miecz rozpoczną swoją wielką, zaskakującą, czasami niebezpieczną, ale też i piękną przygodę, która zmieni wszystko...
Geoffroy Monde dał nam historię fantasy - trochę baśń, trochę przygodową powieść drogi, trochę też i dramat. I wykorzystał on w tym celu legendy arturiańskie, które stanowią jednak jedynie punkt wyjścia, gdyż potem wszystko jest już zupełnie innym, zaskakującym, niezwykle frywolnym, ale też i pięknym. Bo w komiksie tym znajdziemy akcję, przygodę, magię i humor - czasami rubaszny, czasami wręcz czarny, ale jednocześnie znajdziemy też życiową prawdę o tym, że świat nie zawsze jest gotowym na nasze plany i zamiary, gdy oto marzenia i pragnienia zderzają się z gorzką, nierzadko brutalną i smutną, rzeczywistością.
Główną oś wydarzeń wypełniają kolejny losy Ysabelle, która po ucieczce z zamku przymierza wsie i miasta, zmierzając do miejsca pobytu swojej starszej siostry, która również uciekła przed laty. Po drodze spotka ją walka, niechęć ze strony autochtonów i pech..., ale jednocześnie też i z każdym kolejnym krokiem przyjdzie odkrywać jej prawdę o sobie i magicznym mieczu. By było jeszcze ciekawiej, pojawią się tu potwory, demony, a i nawet sam czarodziej Merlin. Całościowo mamy do czynienia z ciekawą, klimatyczną, umiejętnie poprowadzoną i trzymającą w napięciu relacją, którą wieńczy coś na kształt szczęśliwego „inaczej”, finału.
To, co szczególnie mnie tu zaskoczyło, to bardzo mocne uwspółcześnienie tej osadzonej w quasi średniowiecznej i fantastycznej scenerii, historii. Z jednej strony są królowe, jest magia i nie brak walki z mieczem w dłoni..., ale z drugiej pojawia się tu tak wiele współczesnych nam tekstów i odniesień, że z czasem traktujemy tę opowieść jako bardzo aktualną, dzisiejszą, niezwykle naszą. Druga kwestią jest też odwaga tej historii, która za sprawą słów i obrazów raczej nie jest przeznaczoną dla dziecięcego czytelnika, gdy pojawiają się tu chociażby odniesienia do erotyki.
Można też pokusić się o tezę, że za tą bajkową oprawą kryje się naprawdę dramatyczna opowieść o kobiecym losie, który nie zmienił się aż tak wiele od stuleci - decydowanie o przyszłości dziewczyny, brak perspektyw na lepsze jutro, powszechne wykorzystywanie przez mężczyzn itd... Owszem, to bajka fantasy, ale przynajmniej w mej ocenie niosącą sobą ważne, feministyczne przesłanie, że niezależnie od okoliczności, miejsca i czasu, każda kobieta ma prawo być tym kim chce i żyć tak, jak tego pragnie. I żaden król, żaden czarodziej i nawet żaden magiczny miecz, nie mają nic do tego...
Bardzo ciekawie przedstawia się ilustracyjna postać tego komiksu, gdzie czasami mamy bardzo lekką, płynną i zamierzenie niezbyt ładną kreskę..., ale za chwilę najprawdziwszą maestrię rysunku, co wspólnie tworzy udaną, interesującą, znakomitą całość. Przewodnim motywem tych ilustracji jest zaś żart, karykatura i pastisz baśniowej fantastyki, zaś całości efektu dopełniają ładne dla oka, zróżnicowane względem danej sekwencji scen, dobrze dobrane kolory. Mathieu Burniat - twórca tych ilustracji, wykonał tu tym samym naprawdę świetną pracę.
Najważniejszą rzeczą jest to, że tę liczącą sobie blisko 230 stron opowieść poznajemy z wielką przyjemnością i zaciekawieniem tego, jak potoczą się dalsze losy Ysabelle, magicznego miecza, jej bliskich. I uwierzcie mi na słowo, że wcale nie łatwym jest przewidzenie finału, choć kto wie, być może komuś się uda. Przede wszystkim możemy się tu pośmiać, nacieszyć oczy dobrymi ilustracjami, zatopić w tę dziwną, baśniową rzeczywistość. Możemy również zastanowić się nad tym, jak wciąż nie końca dobrze poukładanym jest świat, w którym bycie kobietą oznacza bycie zależną od mężczyzn.
„Furia” Geoffroy’a Monde, to rzecz dobra, intrygująca, świetnie wykonana i przede wszystkim zaskakująca swoim oparciem w legendach arturiańskich. To również barwna fabuła, znakomity humor i emocje, które czasami są tymi dobrymi i ciepłymi, ale też i nie zawsze. Ze swej strony gorąco polecam i zachęcam was do sięgnięcia po ten komiks – naprawdę warto.