
W zasypanej śniegiem i skutej mrozem Warszawie zapanował powszechny strach. Po ulicach grasuje bezwzględny morderca z łukiem, który pozostawia po sobie jedynie strzały i martwe ciała. Nikt nie jest bezpieczny, a każdy krok na ulicy może być ostatnim.
Walka o władzę pomiędzy rządem a prezydentem miasta przybiera coraz bardziej napięty charakter, podczas gdy lęk przed mordercą paraliżuje warszawiaków. Łucznik trzyma w szachu dwumilionowe miasto. Czy ktoś jest w stanie połączyć wszystkie elementy i znaleźć sprawcę, zanim dokona on kolejnego okrutnego czynu?
Kolejna odsłona przygód Henryka Zamroza, znanego czytelnikom z poprzedniej powieści Artura Żurka Strzygoń. Łucznik to trzymająca w napięciu opowieść o pościgu za seryjnym mordercą w sparaliżowanej przez zimę i strach Warszawie, gdzie każde wyjście z domu jest śmiertelnym niebezpieczeństwem.
Na placu Zamkowym leżało co najmniej kilkanaście ciał. Zwłoki w obszernych zimowych paltach wyglądały jak worki na śmieci rzucone w krwiste kałuże rozlane na nieskazitelnej bieli. Pomiędzy tymi powiększającymi się plamami z obłędem w oczach biegali przerażeni ludzie. Wydawali się krzyczeć, ale z szeroko otwartych ust nie wydostawał się żaden dźwięk. Co kilkanaście sekund kolejna osoba trafiona długą strzałą padała bezwładnie na biały puch.
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: Initium Patryk Lubas, Ul. Witosa 29/70, 30-63 Kraków (PL), adres e-mail: initium@initium.pl
| Autor | Artur Żurek |
| Wydawnictwo | Initium |
| Rok wydania | 2023 |
| Oprawa | miękka |
| Liczba stron | 408 |
| Numer ISBN | 978-83-67545-56-3 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788367545563 |
| Data premiery | 2023.11.29 |
| Data pojawienia się | 2023.11.14 |
| Dostępna liczba sztuk | |
|---|---|
| Dostępność całkowita | 177 szt. |
| Dostępność w naszym magazynie | 37 szt. (realizacja jeszcze dzisiaj) |
Dostępność w punktach Bonito![]() |
|---|
| ul. Staromiejska 6 (50 m od Rynku) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Pokoju 67 (wyspa w centrum handlowym M1) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Batorego 15B (przecznica od ul. Karmelickiej) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Dobrego Pasterza 122 (Prądnik Czerwony) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Josepha Conrada 79 (obok stacji BP) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Kluczborska 17 (przy pętli "Krowodrza Górka") | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Kobierzyńska 93 (osiedle Ruczaj-Zaborze) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Marii Dąbrowskiej 17A (50 m od CH Czyżyny) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Pawia 34 (blisko Galerii Krakowskiej) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Pilotów 2E (300 m od ronda Młyńskiego) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Wielicka 259 (wyspa w Galerii Mozaika) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Wysłouchów 3 (Kurdwanów) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Zakopiańska 62 (Park Handlowy Zakopianka) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 51 (skrzyżowanie z ul. Płaskowickiej) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 88 (Ursynów - metro Stokłosy) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Niepodległości 54 (przy stacji metro Wierzbno) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Chmielna 4 (50 metrów od ul. Nowy Świat) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Czapelska 48 (200 m od ronda Wiatraczna) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Kondratowicza 37 (blisko Szpitala Bródnowskiego) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Żeromskiego 1 (przy stacji metra Słodowiec) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Plac Grunwaldzki 25 (w budynku Grunwaldzki Center) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Ruska 2 (przy Placu Solnym) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
Darmowa dostawa już od 199,00 zł
Bardzo realistyczna książka! Potrafi przestraszyć, tak jak zszokowane są postacie, kiedy ktoś ich atakuje. Akcja szybko brnie do przodu, aż nie ma kiedy złapać oddechu. Dużo dialogów i świetnych opisów. Mega polecam!
"Łucznik" to kolejna część przygód Henryka Zamroza, znanego pisarza na zasłużonej emeryturze, którego mogliśmy poznać w powieści "Strzygoń". Tym razem akcja toczy się w zasypanej śniegiem Warszawie, która została wręcz sparaliżowana po serii brutalnych napaści, podczas których tajemniczy Łucznik wypuszcza strzały do przypadkowych przechodniów, a każda z nich celnie trafia i odbiera życie. Przerażeni mieszkańcy zaszywają się w domach, a wszechogarniający strach unosi się w powietrzu..
Szalenie wciągająca, trzymajaca w napięciu i emocjonująca historia, w której nic nie jest oczywiste. Autor doskonale prowadzi intrygę, zmienia tropy i podkręca atmosferę, mąci w głowie czytelnika i do samego końca wodzi go za nos. Ukazuje perfidne oblicze polityki, która ma wpływ dosłownie na wszystko.
To naprawdę godny uwagi kryminał, momentami zahaczający o thriller psychologiczny pełen politycznych intryg. Tu nie ma czasu na nudę, akcja toczy się szybko, afera goni aferę, a śledztwo prowadzone jest pod ogromną polityczną presją.
Artur Żurek w swojej najnowszej książce dokonał psychologicznej analizy zachowania tłumu. Autor wykazał się doskonałą wiedzą na ten temat i znakomicie wykorzystał ją w „Łuczniku”. Pokazuje, jak łatwo ludzie ulegają sugestiom i stają się bezwolnymi marionetkami w cudzych rękach. Strach przed nieznanym spowodowany przez nieuchwytnego mordercę powodują u niektórych irracjonalne zachowanie, u innych chęć wzbogacenia się, bo w nietypowej sytuacji zwietrzyli możliwość łatwego zarobku na gadżetach mającymi rzekomo zapewnić bezpieczeństwo, a wisienką na torcie jest zachowanie władz w sytuacji kryzysowej. Ludzi posiadających władzę i wielki prestiż, nie martwią działania psychopaty, bardziej boją się utraty ciepłych posadek, więc robią wszystko by nie dopuścić do osłabienia swojej pozycji.
Henryk Zamroz mieszka teraz w Warszawie i wiedzie spokojne życie od posiłku do posiłku. Nie ma ochoty pisać kolejnej książki, bo życie bez presji zupełnie mu odpowiada. Na Warszawę zasypaną śniegiem i skutą mrozem, pada blady strach. Po ulicach miasta zaczyna grasować bezwzględny morderca, strzelający z łuku do ludzi jak do kaczek. Henryk Zamroz w tę niecodzienną sytuację zostaje wplątany zupełnie przypadkowo, grywa bowiem w szachy z głównym podejrzanym. Wiedziony ciekawością, dodatkowo zmanipulowany przez policję rozpoczyna swoje prywatne śledztwo, które prowadzi go prostą drogą ku niebezpieczeństwu.
Nietypowy morderca, nietypowe narzędzie zbrodni i przypadkowe ofiary. Bezradna policja i przerażeni politycy, bo bardziej niż ofiarami Łucznika, przejęci są walką o władzę. Warszawiaków paraliżuje lęk o życie, a polityków perspektywa możliwości utracenia stołków. Łucznik tymczasem popełnia kolejne zbrodnie i jest nieuchwytny. Czuje się panem życia i śmierci, bo jest przekonany o swojej nieomylności. Autor chwilami pozwala wejść w umysł psychopaty, więc bez trudu nadąża się za jego tokiem rozumowania, bez możliwości zidentyfikowania kim jest.
Presja, by zakończyć śledztwo sukcesem, przeradza się w polowanie na czarownice. Nie ważne jak, nieważne kogo, byleby społeczeństwo zobaczyło, jak dzielna i mądra jest policja. Trzeba tylko złapać kandydata na zabójcę, który w świetle reflektorów pójdzie siedzieć. Wszystko się będzie zgadzać, wszyscy będą zadowoleni, oprócz osadzonego. A, że morderca czuje się bezkarny i znów zabije? Łatwo taką sytuację wyjaśnić. Pojawił się naśladowca albo morderca miał wspólnika. Trzeba coś zrobić, zanim „strach zacznie rządzić ludźmi, a tłum miastem”.
Udział policjanta w śledztwie, które ma prywatne animozje do podejrzanego, zaciemniają prawdziwy obraz sprawy. Sposób w jaki traktuje się osadzonego przez organy ścigania woła o pomstę do nieba. Na użytek fabuły autor zapewne przerysował tę sytuację. A może jednak nie? Perspektywa utraty intratnej posadki popycha ludzi do podłych działań. Dla poklasku społecznego, ochrony własnego stołka, zamiast ścigać prawdziwego mordercę, łatwiej jest aresztować i wsadzić za kratki niewinnego człowieka. ”Wymiar sprawiedliwości to system, w którym niestety zbyt duzo do powiedzenia mają ludzie i ich emocje”.
Artur Żurek prowadzi z czytelnikiem inteligentną rozgrywkę niczym świetną partię szachów. Doskonale prowadzona gra wyprowadzi w pole nawet najbardziej wytrawnego gracza. Świetnie skonstruowana fabuła, doskonałe dialogi i dynamiczna akcja nie pozwalają odłożyć książki, aż do ostatniej strony. W zasadzie mordercę ma się na wyciągnięcie ręki, ale autor tak sprytnie manipuluje czytelnikiem, podobnie jak policja Zamrozem, że w momencie, gdy wydaje się znana tożsamość winowajcy, następuje gwałtowny zwrot.
„Łucznik”to druga część z Henrykiem Zamrozem w roli głównej. Z poprzednią częścią „Strzygoń” łączy go jedynie postać głównego bohatera, pisarza kryminałów. „Łucznik” idealnie wpasował się w mój gust czytelniczy, cechuje go doskonała i dynamiczna narracja, świetna intryga, ale najbardziej zachwycił mnie sposób przedstawienia przez Artura Żurka społeczności dużej aglomeracji sparaliżowanej strachem przed seryjnym mordercą. Autor świetnie przedstawia schemat narastania napięcia i paniki. Idealnie kreśli obraz ludzi przerażonych nieznanym, którzy zrobią wszystko, by się ocalić i tych, którzy w takiej sytuacji zwietrzyli sposób łatwego wzbogacenia się. Okazuje się, że tak nie wiele trzeba by doprowadzić do wybuchu paniki. Przed oczami mam niedawną sytuację w naszym kraju, o czym autor też delikatnie wspomina. Stworzenie sytuacji zagrożenia daje możliwość rozgrywek zarówno na polu prywatnym, jak i politycznym. Doskonale przedstawione sytuacje, gdy jedna grupa dyletantów, spiera się z drugą grupą im podobnych, a ofiarami ich ignorancji, jak zawsze zostaną zwykli ludzie.
Autor perfekcyjnie odmalował narastający strach i panikę w mieście, bezradność służb oraz bezmyślne zachowanie polityków. Konwersacje tych u sterów, próby wymyślenia przez nich czegoś na siłę, nieudolne posunięcia, które do niczego nie prowadzą to istny majstersztyk. Dezinformacja i rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji doprowadzają do tego, że nawet najbliżsi wzajemnie się podejrzewają.
„Łucznik” jako całość bardzo mi się podobał, ale mój największy podziw wywołał sposób, w jaki Artur Żurek ukazuje ludzi i ich zachowania w warunkach ekstremalnych. Szczypta polityki, nieporadnych działań policji, dużo psychologii tłumu, wciągająca intryga, świetne dialogi, dodatkowo okraszone inteligentnym humorem sprawiły, że „Łucznik” to nietuzinkowy kryminał napisany na bardzo wysokim poziomie, który warto przeczytać i zastanowić się nad tym, jak łatwo dajemy się oszukać i sobą manipulować.
Może fabuła „Łucznika”wydaje się oderwana od rzeczywistości, ale czy aż tak nieprawdopodobna?
Jejku!
Cóż to były za emocje!
Tak trzeba pisać książki. Tak trzeba pisać kryminały.
Właśnie na tym to polega, że kończysz czytać książkę, zamykasz ostatnią stronę i... cały czas wszystko masz przed oczami. Ciągle myślisz tylko o tym co się stało, co się tam wydarzyło...
I nie możesz przestać... Tak właśnie trzeba pisać kryminały, tak jak czyni to pan Artur Żurek - wielkie chapeau bas!
Książka trzyma w ogromnym napięciu od samego początku, aż do końca... Tutaj nie zaznaczy nudy - cała powieść
naszpikowana jest akcją! Klimat niesamowity - sparaliżowana przez zimę i strach Warszawa, w której każde wyjście z domu jest śmiertelnym niebezpieczeństwem, ponieważ w stolicy grasuje bezwzględny morderca z łukiem, który pozostawia po sobie jedynie strzały i martwe ciała...
No, takie historii to powiem Wam, że jeszcze w swoim czytelniczym życiu nie widziałam i nie słyszałam...
Walka o władzę pomiędzy rządem a prezydentem miasta przybiera coraz bardziej napięty charakter, podczas gdy lęk przed mordercą paraliżuje Warszawiaków.
Łucznik trzyma w szachu dwumilionowe miasto...
Przytoczę Wam krótki fragment książki:
"Na placu Zamkowym leżało co najmniej kilkanaście ciał. Zwłoki w obszernych zimowych palcach wyglądały jak worki na śmieci rzucone w krwiste kałuże rozlane na nieskazitelnej bieli. Pomiędzy tymi powiększającymi się plamami z obłędem w oczach biegali przerażeni ludzie. Wydawali się krzyczeć, ale z szeroko otwartych ust nie wydostawał się żaden dźwięk. Co kilkanaście sekund kolejna osoba trafiona długą strzałą padała bezwładnie na biały puch..."
ALE TO SIĘ CZYTAŁO!
W tej niepozornej historii znajdziecie wszystko: znakomita fabuła - sprawa kryminalna, która jest okropnie trudna do rozwiązania i czy w ogóle jest ktoś kto jest w stanie połączyć wszystkie elementy i znaleźć sprawcę. Dodatkowo permanentne, stopniowo budowane napięcie, oraz zakończenie, które jest absolutnie nieprzewidywalne.
Znakomita rozrywka! Genialna zagadka kryminalna! Arcy tajemniczy bohater!
Fani powieści sensacyjnych - "Łucznik" Artura Żurka to pozycja obowiązkowa w Waszej biblioteczce!
Polecam ogromnie!
Artur Żurek umiejscowił miejsce akcji swojej najnowszej książki w skutej mrozem i regularnie zasypywanej śniegiem Warszawie. To tutaj grasuje szaleniec wyposażony w łuk. Każdy jego atak to kolejne ciała na ulicach polskiej stolicy. Mieszkańcy są przerażeni, a policja i władze bezradne. Śledczym uda się złapać pierwszy trop dzięki znanemu z poprzedniej książki Artura Żurka pisarzowi Henrykowi Zamrozowi. Jak do tego doszło? Tego nie mogę Wam zdradzić, ale zapewniam, że zanim autor zakończy historię Łucznika wielokrotnie wywiedzie Was w pole. Fabuła jest prowadzona w bardzo ciekawy sposób. Rozwiązania zaproponowane przez Artura Żurka są nieoczywiste, a zakończenie wkręca w fotel. Jednocześnie autor poruszył delikatny, ale bardzo ważny problem chorób psychicznych. Łucznika czyta się świetnie także dzięki bardzo dynamicznie toczącej się akcji.
To mocny, mroczny i niecodzienny kryminał. Nie należy do najłatwiejszych lektur. Trzeba się nad nim pochylić, czytać ze zrozumieniem i kroczyć ścieżką, którą z takim zaangażowaniem wytyczył autor. To też solidna porcja rzutkiej i niekonwencjonalnej fabuły z wielką porcją krytyki społeczeństwa polskiego, jego zachowań i strachu powodującego paranoję. To przykład powieści doskonałej w swej formie i jakości jaką posiadają jedynie dobrzy literaci. Warto ją czytać po stokroć! Polecam czytelnikom wymagającym i lubujących się w plastycznych i celnych opisach.
Warszawa. Zima. Mordercą z łukiem, grasuje po ulicach miasta skutego lodem, atakuje przypadkowe osoby, rani, zabija. Nikt nie może czuć się bezpiecznie. Równolegle toczy się walka na arenie politycznej. Walka pomiędzy rządem, a prezydentem. Sytuacja staje się coraz bardziej napięta, podczas gdy Łucznik trzyma w ręku dwumilionowe miasto. Czy ktoś odkryję jego tożsamość i zapobiegnie dalszym tragediom?
Powiem wam, opis fabuły robi wrażenie... Seryjny morderca, chodzi sobie z łukiem po Warszawie i strzela do przypadkowych ludzi. Historia rodem z dobrego filmu. Działo się w tej książce, i to dużo. Znając twórczość pana Żurka, nie jestem zaskoczona pędząca, zawiłą i nieprzewidywalną akcją. Autor ma dar tworzenia niezwykle mrocznego klimatu. A klimat zimowej Warszawy, sparaliżowanej strachem, gdzie przepychanki polityczne dodają jeszcze grozy całej sytuacji, a działania policyjne nie przynoszą efektu - pan Artur oddał idealnie. W całej tej atmosferze chaosu i panice, wytypowanie sprawcy staje się czynem naprawdę niełatwym. Wielowymiarowa narracja nadaje tylko smaczku całej fabule. Akcja pędzi, fabuła wciąga, zagadką kryminalna nie daje się od siebie odciągnąć... Samo typowanie sprawcy uruchamia myślenie. Jednak wydaje mi się, że za pomocą Łucznika autor chce nam przekazać głębsze treści, odnośnie samego mechanizmu działania psychiki ludzkiej w obliczu zagrożenia, depresji, paniki społecznej oraz, co smutne ale jakże prawdziwe, systemu władzy i jego ułomności w kryzysowych sytuacjach. Niesamowicie skonstruowana zagadka kryminalna daje do myślenia. Do tego spotykamy to jeszcze szczyptę humoru, takiego sarkastycznego. Polecam bardzo kochani tą książkę, przyniesie wam mnóstwo rozrywki i gwarantuje - wyśmienicie spędzicie z nią czas
Nowy autor to zawsze niewiadoma, choć niektórzy z Was mieli pewnie możliwość sprawdzić pióro Artura Żurka, bo „Łucznik” jest już czwartą Jego książką i drugą z cyklu z pisarzem Henrykiem Zamrozem. Od razu zaznaczę, że nieznajomość „Strzygonia” w niczym nie umniejszyła przyjemności z lektury i jej zrozumienia, a wystarczyło spojrzeć na zimowy krajobraz za oknem, by wskoczyć w jej klimat. Jak w zaspę, dosłownie.
Na zimową Warszawę prócz masy śniegu pada blady strach. I choć mróz ścina ulice, serca mieszkańców rozgrzewają emocje spowodowane atakami tajemniczego „łucznika” strzelającego do przypadkowych ofiar. Skrajne zachowania warszawiaków budzą przerażenie, a czasem wręcz śmiech swoją absurdalnością. Kiedy jednak "strach zacznie rządzić ludźmi, a tłum miastem" może zrobić się bardzo niebezpiecznie.
Klimat powieści wciągnął mnie na całego! Z równie dużym zainteresowaniem śledziłam kolejne ruchy łucznika, którego tożsamość autor skrywa niemal do końca, co nieudolne działania policji. Presja na wyniki sprowadza śledztwo do działań pozorowanych, nieliczne sukcesy są dziełem przypadku, a faktyczne tropy zbywane lekceważeniem. Aż miałam ochotę potrząsnąć tym towarzystwem, nie mówiąc o politykach, którzy próbują ugrać na sprawie kilka punktów w wyścigu przedwyborczym jednocześnie zabezpieczając tyły.
Obraz zarówno narastającego w mieście strachu, jak i działań służb i polityków udało się oddać Autorowi tak realnie, że budzi to grozę. Bo tak niewiele trzeba, by wzbudzić strach i doprowadzić do chaosu w dużym mieście. I tak niewiele ma do zaoferowania w takim przypadku policja.
Mimo możliwości spojrzenia na sprawę z perspektywy rożnych bohaterów, również mordercy, nie udało mi się wytypować sprawcy, a zakończenie wywołało uśmiech satysfakcji. Poruszane problemy związane z zachowaniami jednostek i mas dają do myślenia. Konsekwencje narastającej paniki tłumu, rozgrywek politycznych i prywatnych wendett, ale też działań terapeuty dyletanta są niewyobrażalne.
Artur Żurek nie jest już niewiadomą. Jest dla mnie znawcą natury ludzkiej i niedoskonałości systemów, który potrafi zaintrygować zagadką kryminalną, poruszyć, a nawet rozbawić inteligentnym humorem.
Łucznik to książka wciągająca czytelnika w ciekawe i pochłaniające śledztwo.
Bezwzględny morderca, który uważa, że jest panem świata i może zabijać kogo chce w połączeniu z nieudolnymi działaniami policji tworzy zaskakującą fabułę.
Trzeba przyznać, że Autor umiejętnie miesza nam w głowie bo tak naprawdę do końca nie byłam w stanie przewidzieć kto za tym wszystkim stoi. Bardzo obrazowo zostały przedstawione działania łucznika, policji i strachu mieszkańców. Dzięki temu nasza wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach.
To książka, w której napięcie nie odpuszcza aż do ostatniej strony. Możemy również liczyć na wiele ciekawych zwrotów akcji. Książka wciąga, zaskakuje i dostarcza wielu emocji. Trzeba przyznać, że czyta się ją bardzo przyjemnie. Polecam bardzo
Autor po raz kolejny serwuje czytelnikom pełną napięcia historię kryminalną, od której po prostu nie da się oderwać!
To jak Artur Żurek przedstawia rozprzestrzeniający się strach i panikę mieszkańców Warszawy jest niesamowite! Tak realistycznie zobrazowane opisy sprawiają, że czytelnik dosłownie wchodzi w tę historię przeżywając wszystko razem z bohaterami powieści.
Nie ukrywam, że bardzo lubię postać Henryka Zamroza za inteligentny humor, sprawiający, że nawet podczas krwawej lektury na twarzy czytelnika wykwita uśmiech.
Autor umiejętnie wodzi czytelnika za nos podsuwając coraz to nowsze rozwiązania, które finalnie okazują się fałszywym tropem.
Łucznik to książka wciągająca czytelnika w ciekawe i pochłaniające śledztwo.
Bezwzględny morderca, który uważa, że jest panem świata i może zabijać kogo chce w połączeniu z nieudolnymi działaniami policji tworzy zaskakującą fabułę.
Trzeba przyznać, że Autor umiejętnie miesza nam w głowie bo tak naprawdę do końca nie byłam w stanie przewidzieć kto za tym wszystkim stoi. Bardzo obrazowo zostały przedstawione działania łucznika, policji i strachu mieszkańców. Dzięki temu nasza wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach.
To książka, w której napięcie nie odpuszcza aż do ostatniej strony. Możemy również liczyć na wiele ciekawych zwrotów akcji. Książka wciąga, zaskakuje i dostarcza wielu emocji. Trzeba przyznać, że czyta się ją bardzo przyjemnie. Polecam bardzo
Łucznik to książka wciągająca czytelnika w ciekawe i pochłaniające śledztwo.
Bezwzględny morderca, który uważa, że jest panem świata i może zabijać kogo chce w połączeniu z nieudolnymi działaniami policji tworzy zaskakującą fabułę.
Trzeba przyznać, że Autor umiejętnie miesza nam w głowie bo tak naprawdę do końca nie byłam w stanie przewidzieć kto za tym wszystkim stoi. Bardzo obrazowo zostały przedstawione działania łucznika, policji i strachu mieszkańców. Dzięki temu nasza wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach.
To książka, w której napięcie nie odpuszcza aż do ostatniej strony. Możemy również liczyć na wiele ciekawych zwrotów akcji. Książka wciąga, zaskakuje i dostarcza wielu emocji. Trzeba przyznać, że czyta się ją bardzo przyjemnie. Polecam bardzo
Autor po raz kolejny serwuje czytelnikom pełną napięcia historię kryminalną, od której po prostu nie da się oderwać!
To jak Artur Żurek przedstawia rozprzestrzeniający się strach i panikę mieszkańców Warszawy jest niesamowite! Tak realistycznie zobrazowane opisy sprawiają, że czytelnik dosłownie wchodzi w tę historię przeżywając wszystko razem z bohaterami powieści.
Nie ukrywam, że bardzo lubię postać Henryka Zamroza za inteligentny humor, sprawiający, że nawet podczas krwawej lektury na twarzy czytelnika wykwita uśmiech.
Autor umiejętnie wodzi czytelnika za nos podsuwając coraz to nowsze rozwiązania, które finalnie okazują się fałszywym tropem.
"Łucznik" Artura Żurka to zimowy thriller, który przyciąga czytelnika do lodowatej Warszawy, gdzie śmierć czai się za każdym rogiem. Ta nieprzewidywalna historia kryminalna nie tylko wciąga w poszukiwania seryjnego mordercy z łukiem, ale także odkrywa zakamarki ludzkiej psychiki. Zimowy krajobraz staje się areną walki o życie, a Autor mistrzowsko buduje napięcie, rzucając czytelnika w wir emocji. "Łucznik" to nie tylko kryminał, to również podróż przez ludzkie lęki i nadzieje. Dla tych, którzy szukają mocnych wrażeń literackich, ta powieść to strzał w dziesiątkę!
Jak często zdarza się Wam odgadnąć złoczyńcę jeszcze przed zakończeniem książki?
*
Ja mam w swoim oprogramowaniu wpisany taki defekt, że bardzo często już w połowie kryminału, niezależnie czy to książka, czy film lub serial, bez problemu jestem w stanie odgadnąć kto jest złoczyńcą.
*
Jeśli mi się to nie udaje wiem, że trafiłam na naprawdę dobry kryminał.
*
Tak było właśnie w przypadku najnowszej książki Artura Żurka, już mi się wydawało, że wiem, a tu taka niespodzianka...
*
Zakończenie totalnie mnie zaskoczyło, a cała opowieść trzymała w napięciu od pierwszych do ostatnich przeczytanych stron. Budziła lęk i ogromny niepokój.
*
Serdeczniejsze polecam!
„Łucznik” to trzymający w napięciu thriller z motywem seryjnego mordercy. Wciągnęła mnie ta historia, jest napisana w taki sposób, że bardzo dobrze się ją czyta.
Pomysł na fabułę jest ciekawy i umiejętnie poprowadzony. Mamy tu kilka wątków, które mogą posłużyć za trop, dlatego trudno jednoznacznie określić swoje podejrzenia. Przynajmniej ja nie potrafiłam zdecydować się na nic konkretnego. Miałam kilka pomysłów na rozwiązanie zagadki, ale żaden z nich mi do końca nie pasował i okazało się też, że ani jeden się nie potwierdził. Udało mi się jedynie przewidzieć jeden element, ale biorąc pod uwagę całokształt, zakończenie mnie zaskoczyło.
W książce jest sporo opisów, które wydają się bardzo realne. Podobało mi się to jak przedstawione są tu zachowania ludzi, którzy znaleźli się nagle w niecodziennej rzeczywistości. Ich reakcje są uchwycone w bardzo autentyczny sposób.
Książka wywarła na mnie dobre wrażenie. Ma wszystko czego oczekuję od thrillera, trzyma w napięciu i zaskakuje. Mogę śmiało polecić.
“Łucznik” Artura Żurka jest kontynuacją losów pisarza Henryka Zamroza, równocześnie jednak jest tak inny od tomu pierwszego pt. “Strzygoń”, że bez problemów można się z nim zapoznać całkowicie niezależnie. Najlepiej określić go jako połączenie kryminału z thrillerem psychologicznym. Pisany w narracji trzecioosobowej mocno skupia się na stronie psychologicznej - nie tylko postaci, ale i całego społeczeństwa. Mamy tu Warszawę sparaliżowaną strachem. Po ulicach grasuje tytułowy Łucznik, który strzela do ludzi. Jedna strzała, jeden trup, totalnie przypadkowy, w totalnie przypadkowym miejscu. Łucznik jest nieuchwytny, niewidoczne, nie wiadomo gdzie i kiedy się pojawi i kto padnie jego ofiarą. I tak obserwujemy narastający strach społeczeństwa, reakcje, jakie w nim taka sytuacja zagrożenia powoduje. I oddane jest to bardzo szeroko, z niesamowitą dokładnością. To początek historii, później emocje stają się intensywniejsze, a my skupiamy się na intrydze kryminalnej, śledztwie i pogoni za mordercą. Autor prowadzi z nami grę, podrzuca tropy, myli ślady, przez co cały czas zachowujemy czujność, ale i podejrzliwość. Do tego dochodzą moje ulubione kreacje postaci, czyli nie tylko detektywi, ale i pisarz, i psycholog, a także są niesamowicie sprawnie, bardzo realistycznie prowadzone dialogi. To wszystkie sprawiło, że bawiłam się przy tej lekturze świetnie, porwała mnie całkowicie, tak, że ciężko było mi się od niej oderwać. Polecam fanom kryminałów mocnych nie tylko w intrydze, ale i w warstwie psychologicznej historii.
Emanująca nieokiełznanym strachem, który spowija ulice pokrytej śniegiem Warszawy. Wnikliwie przenikająca definicję zbiorowej paniki. Nieustannie zaskakująca zmyślnie wykreowaną zagadką bestialskich działań.
„Łucznik” to możliwa do niezależnej eksploracji druga odsłona intrygujących losów Henryka Zamroza, pisarza o wygasłej wenie, który znowu tkwi w centrum morderczych wydarzeń. Inteligentnie skrojoną powieść kryminalną wzbogacono mocną wymową thrillera psychologicznego, meandrującego po społecznych nastrojach w obliczu permanentnego zagrożenia. Odmieniony tu przez wszystkie przypadki lęk, coraz intensywniej zakorzeniający się w umysłach warszawiaków, niczym połacie śniegu nakrywa rozległe przestrzenie stolicy, ale także w metaforycznym ujęciu wdziera się, jak zimowy puch przenoszony na butach jej mieszkańców, do ich domów. Tym samym niszczy międzyludzkie relacje, eskaluje podejrzenia i determinuje jawne akty wandalizmu – zaczyna tworzyć się przeświadczenie, że lokalne samosądy i ksenofobiczne oskarżenia można usprawiedliwiać bezradnością organów ścigania.
Nieuchwytny seryjny zabójca z łukiem – trudno o bardziej osobliwe zjawisko ewidentnego nośnika nieprzewidywalnej śmierci we współczesnych realiach. To istny spektakl odebrania kontroli nad zaistniałymi okolicznościami! Wygrywany zanurzoną w niepewności prozą dnia, ukradkowym przemieszczaniem się między punktami docelowymi, desperackimi i zarazem kuriozalnymi próbami ochrony życia swojego i bliskich, a na ich tle politycznymi manewrami między reprezentantem miasta a państwową władzą. Z niewątpliwą umiejętnością manipulacji snutymi nieśmiało przez czytelnika domysłami, autor kreuje panoramę niekompetentnych oraz wolnych od etyki posunięć instytucji próbujących uchwycić sprawcę bezczelnie wymykającemu się karze, których celem staje się nadanie im biegu korzystnego dla ważnych nazwisk i uspokojenie napiętej atmosfery wśród warszawskiej ludności, która wiwera coraz większą presję. Sparaliżowany nieujarzmionym żywiołem mrozu tłum, który przemyka ulicami sterroryzowanej stolicy, coraz odważniej artykułuje gotowość do odarcia się z wolności na rzecz zagwarantowanego bezpieczeństwa – to absorbująca wiwisekcja zbiorowej narracji, którą podszyto niegasnącym przerażeniem.
Tu wielowarstwowe śledztwo kompiluje się z obyczajowymi tonami, które wybrzmiewają w kreacji enigmatycznego Henryka Zamroza, usilnie naprowadzającego policję na istotne kwestie dochodzenia, a tym samym jeszcze jaskrawiej negliżującego ich nieudolność. Dodatkowo z treści wyłania się z dynamizmem zaakcentowana interesująca odsłona psychologiczna. Tak solidny fundament, na którym zbudowano historię obłąkańczego zła, pozwala na chłonięcie tej fabuły wszystkimi zmysłami. Mroczna osnowa obfituje bowiem w spektakularne elementy zaskoczenia, sugestywnie wikła w sieć piętrzących się niewiadomych, by finalnie zaszokować rozwiązaniem tajemnicy szalonego łucznika. Tym samym nie sposób zarzucić jej przewidywalnej wymowy, banalności w rozwoju zdarzeń czy schematyczności w zespoleniu ich w logiczną całość. To opowieść o obawie przed niedostrzegalnym, które dręczy rozgrzaną do czerwoności wyobraźnię śmiało podsuwającą nieostre fotografie sprawcy. O strachu przed okrucieństwem bez wizualnych kształtów, o nieznanych motywach, ale świadomej intencji – pragnieniu niczym nieskrępowanego, naznaczonego przypadkowością odbierania życia. To odmalowany z ironicznym humorem portret uosobionej w postaci doskonałego strzelca grozy, która wytwarza się w otwartej scenerii pędzącego miasta. Obnażający mechanizmy mimowolnych odruchów nienawiści podyktowanych utraconym zaufaniem.
"Łucznik" to także głęboka analiza psychologii społeczeństwa w obliczu strachu. Autor zgrabnie ukazuje, jak niewiele trzeba, by wprowadzić chaos w dużym mieście, podważając zaufanie do instytucji i służb. Realizm tej opowieści jest porażający, a obraz narastającego strachu oraz działań polityków i służb budzi autentyczną grozę. Chociaż fabuła może zdawać się nieśpieszna, to jednak utrzymuje tempo, trzymając czytelnika w napięciu do ostatnich stron. Bohaterowie, pełnokrwisci i realni, dodają powieści wiarygodności i człowieczeństwa.
"Łucznik" to nie tylko kryminał, ale także inteligentna opowieść o ludzkich emocjach, relacjach społecznych i tajemnicach skrywanych w zimowej scenerii Warszawy. Artur Żurek potwierdza swoje umiejętności twórcze, dostarczając czytelnikowi niezapomnianych wrażeń literackich. Autor mistrzowsko ukazuje psychologię społeczeństwa, nad którym pierwotny strach i wola przetrwania mają władzę. Powieść zdecydowanie warta uwagi, zachęcam do przeczytania.
Nowy autor to zawsze niewiadoma, choć niektórzy z Was mieli pewnie możliwość sprawdzić pióro Artura Żurka, bo „Łucznik” jest już czwartą Jego książką i drugą z cyklu z pisarzem Henrykiem Zamrozem. Od razu zaznaczę, że nieznajomość „Strzygonia” w niczym nie umniejszyła przyjemności z lektury i jej zrozumienia, a wystarczyło spojrzeć na zimowy krajobraz za oknem, by wskoczyć w jej klimat. Jak w zaspę, dosłownie.
Na zimową Warszawę prócz masy śniegu pada blady strach. I choć mróz ścina ulice, serca mieszkańców rozgrzewają emocje spowodowane atakami tajemniczego „łucznika” strzelającego do przypadkowych ofiar. Skrajne zachowania warszawiaków budzą przerażenie, a czasem wręcz śmiech swoją absurdalnością. Kiedy jednak "strach zacznie rządzić ludźmi, a tłum miastem" może zrobić się bardzo niebezpiecznie.
Klimat powieści wciągnął mnie na całego! Z równie dużym zainteresowaniem śledziłam kolejne ruchy łucznika, którego tożsamość autor skrywa niemal do końca, co nieudolne działania policji. Presja na wyniki sprowadza śledztwo do działań pozorowanych, nieliczne sukcesy są dziełem przypadku, a faktyczne tropy zbywane lekceważeniem. Aż miałam ochotę potrząsnąć tym towarzystwem, nie mówiąc o politykach, którzy próbują ugrać na sprawie kilka punktów w wyścigu przedwyborczym jednocześnie zabezpieczając tyły.
Obraz zarówno narastającego w mieście strachu, jak i działań służb i polityków udało się oddać Autorowi tak realnie, że budzi to grozę. Bo tak niewiele trzeba, by wzbudzić strach i doprowadzić do chaosu w dużym mieście. I tak niewiele ma do zaoferowania w takim przypadku policja.
Mimo możliwości spojrzenia na sprawę z perspektywy rożnych bohaterów, również mordercy, nie udało mi się wytypować sprawcy, a zakończenie wywołało uśmiech satysfakcji. Poruszane problemy związane z zachowaniami jednostek i mas dają do myślenia. Konsekwencje narastającej paniki tłumu, rozgrywek politycznych i prywatnych wendett, ale też działań terapeuty dyletanta są niewyobrażalne.
Artur Żurek nie jest już niewiadomą. Jest dla mnie znawcą natury ludzkiej i niedoskonałości systemów, który potrafi zaintrygować zagadką kryminalną, poruszyć, a nawet rozbawić inteligentnym humorem.
Pomysłowa, wciągająca i zaskakująca powieść kryminalna osadzona w naszej pięknej polskiej stolicy z ciekawym, intrygującym wątkiem kryminalnym. Osadzona w czasach współczesnych, ale dająca vibe seriali kryminalnych z lat 90. A nawet i trochę dobrego humoru się znajdzie. Jak dla mnie trzy razy na tak. A wy jesteście gotowi na Łucznika i ten paraliżujący strach ogarniający cała Warszawę?
Śnieg sparaliżował stolicę.
Śnieg i strach. Z dachów ktoś strzela do ludzi. Strzały pozostawiają po sobie tylko martwe ciała.
„Na placu Zamkowym leżało co najmniej kilkanaście ciał. Zwłoki w obszernych zimowych paltach wyglądały jak worki na śmieci rzucone w krwiste kałuże rozlane na nieskazitelnej bieli.”
Opis tej książki niesamowicie mnie zaintrygował. Jako że nigdy nie miałam okazji poznać twórczości Arturów Żurka byłam podwójnie zaciekawiona.
No i… moje uczucia są mieszane. Z jednej strony jestem pod wrażeniem. Autor w doskonały sposób przedstawił strach i panikę warszawiaków. Było to bardzo autentyczne. Widzimy jakie dziwne pomysły przychodzą ludziom do głów w obliczu zagrożenia.
Cała akcja pędzi dosyć szybko, autor mota i doskonale kryje to, kim jest tytułowy Łucznik.
Jednak ludzie spacerujący po ulicach z metalowymi parasolami? Naprawdę? Czegoś takiego jeszcze w książce nie spotkałam. I jakoś to mnie nie przekonało, ani trochę. Wolę jednak, jak historia jest bardziej autentyczna, a akurat tego nie potrafię sobie wyobrazić.
Sam styl autora jest przyjemny w odbiorze, więc z pewnościrą jeszcze kiedyś sięgnę po jego inne książki.
Jest to klimatyczny kryminał w zimowej scenerii, dopracowany w najmniejszych szczegółach. Skuta lodem Warszawa i tajemniczy Łucznik, który poluje na swoje ofiary nawet za dnia. Ludzie wpadają w popłoch, każdy boi się wyjść na ulice. Muszę przyznać, że nie raz czułam ciary na plecach czytając tą książkę. Można się wczuć totalnie w ten klimat. Niepokój napewno nie opuści Was do ostatniej strony. Nie ukrywam, że mimo to nie raz uśmiechnęłam się pod nosem. Autor przedstawił w dość zabawny sposób policjantów i ich nieudolność w badaniu sprawy. Taki akcent jest bardzo na plus i mimo to nie wpływa na mroczny klimat historii. Długo zastanawiałam się kto jest tytułowym łucznikiem i muszę przyznać, że Autor bardzo mnie zaskoczył. Zakończenie było niespodziewane i satysfakcjonujące. Niecierpliwie czekam na kolejną odsłonę cyklu. Polecam.
Wciągnęłam się w tę historię już od pierwszej strony. Ciekawy pomysł na fabułę, przystępny styl, intrygująco poprowadzona akcja, wielowątkowa narracja - jestem na tak I mam nadzieję, że autor już pisze kolejny tom.
Kolejna część przygód Henryka Zamroza. Tym razem staje on na tropie nieuchwytnego zabójcy z łukiem. Autor w doskonały sposób prowadzi czytelnika od pierwszej do ostatniej strony przez świetnie ukształtowaną zagadkę kryminalną. Dodatkowym atutem jest fakt, że powieść można czytać bez znajomości wcześniejszej części jako zupełnie odrębną historię. Z ogromną ciekawością sięgnę po wcześniejsze książki autora, gdyż jego pióro zdecydowanie przypadło mi do gustu.
„Łucznik” to kolejny kryminał, historia sensacyjna spod pióra Artura Żurka. Tym razem mamy historię klimatyczną, bo w scenerii zimy. Zasypana śniegiem i skuta mrozem Warszawa, to na nas czeka oraz tajemniczy „łucznik”, który ma na swoim koncie już kilka ofiar. Zostawia po sobie strzałę z łuku i martwe ciało. Każdy się boi, bo nie wie co go spotka na ulicy. Do tego dochodzą spory polityczne, które nie są uczciwe i ktoś musi na tym cierpieć, ale też ktoś zyskuje.
Jest to kolejna odsłona Henryka Zamroza, doskonale znanego z poprzedniej książki „Strzygoń”. Pamiętam, że przy „Strzygoniu” nie raz, nie dwa bardzo zestresowałam się. Ale przyznam Wam szczerze, że tu nie było lepiej. Strach, niepokój, napięcie nie opuszczały mnie podczas czytania tej pozycji. Kolejny raz autor miło mnie zaskoczył, ponieważ nie spodziewałam się takiej akcji. Były też momenty zabawne w tej tragicznej historii. A mianowicie kreacja śledczych. To jak kluczyli, błądzili, a w tym wszystkim byli bardzo nieporadni i zabawni. Ich sytuacje i dialogi były jak z życia wzięte (nie raz słyszymy takie historie o naszych stróżach prawa :D). Takie zabawne wstawki zafundował nam Artur Żurek w kryminale. Ale myślę, że były one potrzebne i to bardzo. A jeżeli chodzi o podejrzanego, to też długo zastanawiałam się kto mógłby nim być. Niestety nie udało mi się odgadnąć, ale to świadczy tylko o tym, że autor genialnie poprowadził całą fabułę. Już nie mogę doczekać się kolejnej książki spod pióra autora.
Autor ciekawie oddał wszechogarniające poczucie zagrożenia, które się pojawia podczas polowania na mieszkańców Warszawy, i które da się wyczuć na każdej stronie. Bo wyobraźcie sobie, że wychodzicie z domu i nie wiecie czy wrócicie… Łucznik może Was ustrzelić w każdej chwili na ulicy, nawet nie zdążycie się zastanowić, dlaczego mnie… Doprowadza to do podejrzliwości względem wszystkich dookoła, polowania na czarownice oraz ciągłej niepewności o własne życie. Nakręca też biznes - od razu znajdują się „przedsiębiorcy” którzy chcą na tym zarobić, sprzedający kolczugi i parasole mające chronić przed strzałą…
Styl i lekkość pióra autora przypadły mi do gustu - czytało się przyjemnie i płynnie. Nie było przestojów, dosyć wartka akcja wciągała, zaskakujące zakończenie zadowoliło mnie w pełni. Do tego mogłam wejść do głów poszczególnych bohaterów, łącznie z tytułowym łucznikiem, co było niezmiernie ciekawe. Bardzo duży plus za brak wulgaryzmów - nieczęsto się to udaje, więc brawo za to! No i moje miasto, Warszawa, w zimowej odsłonie - czyż mogło być lepiej?! Do tego dołóżmy szczyptę humoru w postaci wyśmiania nieporadnych działań policji oraz odrobinę polityki, która ma ogromny wpływ na działania służb i na życie zwykłych ludzi - nawet jeżeli bardzo tego nie chcemy…
Jako miłośniczka mocnych, mrocznych i smoliście czarnych wrażeń, miałam już do czynienia z niezliczoną ilością powieściowych morderców. Wyposażeni w pistolety, skalpele, noże, karabiny i trucizny nierzadko siali postrach wśród książkowych bohaterów, powodując u mnie jednak tylko umiarkowane zaciekawienie. Wszakże to wszystko już było, jest niejako oczywiste i trudno byłoby czymkolwiek jeszcze zaskoczyć, prawda? Artur Żurek, kreując psychopatę polującego na przypadkowych przechodniów z łukiem… potrafił jednak to zrobić. Czytając opis powieści, zdecydowanie nie spodziewałam się tego, że będę w stanie kupić ten pomysł – a jednak nie tylko to zrobiłam, a i wypadł on całkowicie wiarygodnie dzięki spójnej kreacji wydarzeń, niesamowicie logicznemu i prowadzonemu autentycznie jak polskie realia śledztwu oraz odmalowaniu wielowymiarowego tła. Doskonałym zabiegiem okazało się również oddanie głosu mordercy, który (co mnie zdziwiło), wyrażając w sposób niezwykle chaotyczny swoje myśli, sieje jeszcze większy zamęt w głowie czytelnika i budzi w nim coraz większy niepokój. Wzmagająca się atmosfera nerwowości i grozy, tworzona przez wszystkich bohaterów w coraz większym natężeniu, dodatkowo podsycana jest umiejętnie przez niezwykle mroźną zimę. Przyczepić mogłabym się chyba tylko do dwóch rzeczy obecnie modnych, czy wręcz tendencyjnych – niepoprawnego językowo „w Ukrainie”, zamiast „na Ukrainie” oraz stworzeniu postaci kobiety tejże narodowości, która została przedstawiona tak inteligentnie, ciepło i wspaniale, że chyba żadna nasza krajanka nie mogłaby jej dorównać. Obecnie to jednak w literaturze bardzo częste, więc ten niewielki minus nie zaważy na mojej końcowej, wysokiej ocenie – 8/10. Jest mroźnie, jest groźnie, jest nieuchwytny zabójca i kumulujący się wśród wirującego coraz szybciej śniegu, zabarwionego w niektórych tylko miejscach szkarłatem, strach – czego chcieć więcej?
W stolicy zapanował strach. Mieszkańcy obawiają się wyjść na ulice. Bezwzględny morderca zabija z łuku przypadkowych przechodniów, a policja błądzi we mgle. Do tego wszystkiego dochodzą też tematy polityczne. Każdy chce się wykazać i przypisać sobie zasługę schwytania Łucznika.
Zacznę od tego, że nie czytałam poprzedniego tomu tej serii, ale w niczym mi to nie przeszkodziło. Bez żadnego problemu weszłam w fabułę i już od samego początku zostałam wciągnięta w śledztwo. Jestem zaskoczona tą książką. Nie sądziłam, że aż tak mnie wciągnie i że będę się przy niej tak dobrze bawić. Autor miał rewelacyjny pomysł na kreacje bohaterów- szczególnie policji i nieudolnych działań śledczych, którzy jeśli już łapali jakiś trop, to tak naprawdę przez przypadek. Akcja rozpoczyna się już na pierwszych stronach i nie zwalnia ani na moment. Znajdziecie tu mnóstwo mniejszych i większych zwrotów akcji i niedopowiedzeń, które sprawią, że całość okaże się mega zaskakująca. Oczywiście miałam swój typ, przy którym obstawałam aż do końcówki, ale jak się domyślacie, Artur Żurek nieźle namieszał i czytając ostatnie zdania „Łucznika” wyrwało mi się „Ahaaa, że co?!”. Z przyjemnością sięgnę po kolejną część tego cyklu i Wam również polecam.