
Podobno pierwsza miłość nie może trwać wiecznie. Podobno wypali się przy pierwszym podmuchu pędzącego życia… Czy na pewno?
Theo pragnie, by rodzice byli z niego dumni. Uprawia kick-boxing, jak niegdyś jego ojciec. Gra na skrzypcach, spełniając marzenie matki. Jego życie wydaje się poukładane.
Vera chce tylko normalnego życia, lecz jej relacje z matką wykraczają daleko poza te panujące w zdrowej rodzinie. Żyje w stresie i spędza dni na spełnianiu wygórowanych oczekiwań matki.
Czy rodzące się pomiędzy Theo i Verą uczucie wystarczy, by przetrwać wszystko, co zgotował im los? I, co najważniejsze, czy zdążą nim nadejdzie świt?
„Alicja Wlazło udowadnia, że wystarczy jedno przypadkowe spotkanie, aby wywrócić czyjś świat do góry nogami i sprawić, że życie bez tej drugiej osoby wydaje się pozbawione sensu. Nim nadejdzie świt to wprawiająca w szybsze bicie serca, dająca nadzieję na lepsze jutro opowieść, która trzyma w napięciu do ostatnich stron, a dźwięk skrzypiec już zawsze będzie kojarzyć się tylko z Theo i Verą. Uwielbiam!” – Aleksandra Bienio, Demoniczne książki.
„Nim nadejdzie świt to powieść o relacjach rodzinnych, w których dzieci starają się być idealne, aby spełniać oczekiwania rodziców. Uczucie, które pojawia się między głównymi bohaterami, może ich ocalić, o ile nie będzie za późno…” – Agnieszka Nikczyńska-Wojciechowska, Książki takie jak ty.
„Słowo za słowem, niczym nuty na pięciolinii, tworzą historię równie porywającą i nieprzewidywalną, jak muzyka wymyślana wciąż na nowo. Miłość rodzi się niespodziewanie, między wersami lub z siłą pioruna. Alicja Wlazło zaskakuje i porywa nasze dusze w rytm muzyki dwóch serc. Czy jesteś w stanie złapać jej skrawki Nim nadejdzie świt? Polecam” – Marta Daft, Marta wśród książek.
| Autor | Alicja Wlazło |
| Wydawnictwo | Inanna |
| Rok wydania | 2020 |
| Oprawa | miękka ze skrzydełkami |
| Liczba stron | 268 |
| Format | 14.0 x 20.5 cm |
| Numer ISBN | 978-83-7995-507-7 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788379955077 |
| Waga | 290 g |
| Wymiary | 140 x 205 x 17 mm |
| Data premiery | 2020.07.22 |
| Data pojawienia się | 2020.07.22 |
Produkt niedostępny!
Ten produkt jest niedostępny. Sprawdź koszty dostawy innych produktów.
Twórczość autorki jest mi dobrze znana, miałam okazję przeczytać i patronować wznowieniu jej debiutanckiej powieści pod tytułem „Mrok”, drugim tomem cyklu o Zaprzysiężonych była „Iskra”, którą także dla Was recenzowałam. Tym razem autorka pokazała się nam z zupełnie innej strony a mianowicie bardziej delikatnej. Takiej wrażliwej, dotykającej dusz bardzo tkliwych na muzykę. Byłam jej ciekawa odkąd tylko dostrzegłam jej zapowiedzi i patronackie grafiki. Co takiego przygotowała dla nas autorka?
Główną bohaterką książki „Nim nadejdzie świt” jest Vera, to młoda dziewczyna, której życie nie jest usłane różami. Nigdy tak naprawdę nie miała możliwości wyboru, aby robić dokładnie to, czego by chciała. Z matką nie łączyła ją najlepsza relacja, kobieta była wręcz apodyktyczna i w tym całym dystyngowaniu tłamsiła ją i każde uczucie, które się w niej narodziło. Traktowała ją jak lalkę, którą mogła ustawiać w dowolny sposób, aby robiła dokładnie to, co było konieczne i to czego ona tak bardzo chciała. Vera została pozbawiona własnego zdania, zostało ono tłamszone ilekroć chciało się pojawić. Zazdrościła wręcz zwyczajnym rodzinom, które mimo wszystko potrafiły trzymać się razem. Miłość do muzyki, do skrzypiec pozwalała jej marzyć, tylko czy mogła sobie na to pozwolić?
Theo od zawsze starał się sprostać oczekiwaniom rodziców, prosił tym samym o ich uwagę i o to, by byli z niego dumni. To niezwykle uzdolniony chłopak, który odnajduje się zarówno na zajęciach kickboxingu, jak i gry na skrzypcach. Jego ojciec w związku ze swoją pracą był często nieobecny, praca pochłaniała większość jego czasu, przez co tak naprawdę relacja z synem mocno kulała budząc w chłopaku agresję, gniew i frustrację. Co przyniesie spotkanie tej dwójki bohaterów? Pozornie różni, jednak zagubieni i poszukujący własnej tożsamości, czy to może się udać?
„Nim nadejdzie świt” jest powieścią o tym, że czasem w życiu niepotrzebna wiele, aby je zmienić. Jedno spotkanie, spojrzenie czasami potrafi sprawić, że nasza droga i światopogląd się zmieni. On, ona i muzyka skrzypiec, czy może być coś piękniejszego niż miłość zrodzona z muzyki? O każde uczucie należy walczyć i autorka zapewniła nam tutaj sensację, liczne wyboje i pragnienia, które nie zawsze można spełnić. W nowej książce Alicji Wlazło możecie spotkać wiele emocji, akcji, która jest prowadzona bardzo skrupulatnie powodując w czytelniku napięcie, którego towarzyszyło mi podczas czytania całej książki. Jeśli szukacie książki emocjonującej, której zakończenie potrafi zaskoczyć to „Nim nadejdzie świt” jest ku temu odpowiednią lekturą.
Szanowni, sięgając po tę powieść możecie odnosić wrażenie, że będziecie mieć do czynienia ze zwykłym, ckliwym romansem, co wcale nie jest złe, ale wiedzieć musicie, że tego tu nie znajdziecie. W tej książce nic nie jest oczywiste. Romans jest skomplikowany, niełatwy, pełen niedomówień i tajemnic. Jest też dość wysublimowany i swego rodzaju metafizyczny. Tutaj prym wiodą uczucia w muzyce, muzyka w uczuciach i połączenie dwóch bliskich sobie dusz.
"Nim nadejdzie świt" - Alicja Wlazło - Theo i Veronica to para, którą łączy wiele, ale jeszcze więcej dzieli. Ich relacja jest niczym burza. Intensywna, a zarazem nieuchwytna. Ma w sobie pierwiastek tajemniczości i niedopowiedzenia. Jest w niej szczypta mroku i czegoś co wiąże się z niebezpieczeństwem, a jednak przyciąga jak magnez.
W powieści miłość nie wysuwa się na pierwszy plan. Stanowi tło, co prawda bardzo wyraźne, mocne, a także definiujące fabułę, jednak przede wszystkim jest otoczką dla pierwszoplanowej akcji z wątkiem sensacyjnym. A ta została przedstawiona niezwykle ciekawie. Skonstruowana z intryg i tajemnic, które czytelnik pragnie poznać razem z bohaterami.
Choć bieg wydarzeń nie pędzi to składa się zaskakujących elementów.
Już od pierwszych stron poczułam, że pisarka ma swój warsztat sprawny oraz dopracowany. Zdania wydały mi się dojrzałe, piękne.
Jedynym aspektem, do którego mam zastrzeżenia jest postać samej Very. Pragnęłabym bowiem poznać z większymi szczegółami jej przeszłość, emocje, rozterki i przemyślenia. To niezwykła bohaterka, z potencjałem, budząca wiele emocji w czytelniku. Szkoda, że nie udało mi się jej poznać lepiej. Zaintrygowała mnie ona bardzo. Ale tak jak i dla Theo i dla mnie została nieuchwytna, troszkę efemeryczna. Czasem uczucia schodzą na dalszy plan, jednak to one warunkują nasze człowieczeństwo i wpływają na sens istnienia. Są niezbędne. Autorka postarała się by w swej książce zawrzeć i to.
Jeśli po dzieło sięga się z myślą o lekkiej historii o miłostkach można się mocno zdziwić! Tutaj emocje wirują i ocierają się o szaleństwo. A trudy i przeciwności losu piętrzą się niczym góry. A i zakończenie wywołuję całą gamę rozterek.
„Nim nadejdzie świt” to nowa odsłona twórczości Alicji Wlazło, która dała się poznać czytelnikom serią Zaprzysiężeni z gatunku fantastyki. Byłam bardzo ciekawa jak sobie poradziła z romansem/sensacją, bo tym właśnie jest jej najnowsza powieść.
Na pierwszych stronach poznajemy Theo i Verę, młodych ludzi, którzy kochają grę na skrzypcach, ale los szykuje dla nich coś zgoła innego, niż muzyczna kariera.
Młodzi się poznają, pojawia się między nimi uczucie, a wtedy złośliwy los sprawia, że nic nie idzie tak jak powinno.
Czytając opis powieści przyznaję, że nie tego się spodziewałam, co dostałam. Czy to wada? Bynajmniej. Sprawiło to tylko, że byłam pozytywnie zaskoczona i czytałam z ogromną ciekawością, co tam się stanie, co się wydarzy i co swoim bohaterom zaserwuje autorka.
Jeśli chodzi o parę głównych bohaterów, to przyznaję, są całkiem dobrze nakreśleni, mamy możliwość ich poznać, zrozumieć, zrozumieć co nimi kieruje i dlaczego podejmują swoje decyzje.
Podobali mi się oboje, i Theo i Vera w równym stopniu. Co w sumie jest dość zaskakujące, bo rzadko kiedy w tego typu książkach oboje głównych bohaterów jest tak samo fajnych.
Trochę słabiej wypadają postacie drugoplanowe. Są zdaje się ważni, ale nie poznałam ich aż tak dobrze, jakbym chciała, a pojawia się w książce kilka intrygujących bohaterów, o których chętnie dowiedziałabym się więcej.
Język powieści jest lekki, ale dopracowany. Ala Wlazło ma dobry styl i potrafi obrazowo opisywać emocje, których w tej powieści nie brakuje.
Książkę czyta się płynnie, nie ma potknięć, błędów czy nielogiczności.
Jeśli chodzi o fabułę to jest spójna i widać, że autorka miała na tą książke pomysł, który konsekwentnie realizowała.
Jest tylko jedna rzecz, jeden element, który nie do końca do mnie przemówił.
Chodzi mi o natężenie uczuć pomiędzy Theo i Verą, a jego późniejszy wpływ na życie mężczyzny. Nie odczułam, aby uczucie, które zaczęło się w nich rozwijać, było aż tak wszechogarniające, aby mieć aż tak ogromny wpływ na całe przyszłe życie Theo.
Co prawda nie przeszkadzało mi to, nie wpłynęło negatywnie na odbiór książki, więc nie traktuję tego jako wadę, po prostu gdzieś to we mnie utkwiło, więc muszę o tym napisać.
Jeśli chodzi o rozwój akcji, to jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Alicja Wlazło nie pisała historii Theo i Very zachowawczo, ostrożnie. Chwilami to była jazda bez trzymanki, a niektóre wydarzenia totalnie mnie zaskakiwały i to jest duży plus tej powieści.
A największy to chyba zakończenie.
To jest serio mocny element i pozostawił mnie z pytaniem „o jaaa ale że TO?”.
Byłam tak zaskoczona, że aż sama się z siebie śmiałam i kłaniam się nisko autorce za taki mocny finał.
Oczywiście liczę na to, że jednak to nie jest koniec, że powstanie druga część, bo furtka zdecydowania jest.
Wszystko w rękach autorki, a mi pozostaje już tylko czekać na jakiekolwiek informacje.
„Nim nadejdzie świt” to naprawdę dobra powieść i czytało mi się ją z ogromną przyjemnością. Jeśli lubicie połączenie – i to udane – sensacji z romansem, to z czystym sumieniem mogę polecić najnowszą powieść Alicji Wlazło.