
Pan Doubler o ziemniakach wie wszystko
Rozmawia z nimi częściej niż z własnymi dziećmi, które widuje tylko podczas niedzielnych obiadów. Chce zostać hodowcą wszech czasów. Poglądami dzieli się jedynie z panią Millwood, gospodynią, która pomaga mu prowadzić dom.
Choroba pani Millwood to prawdziwa katastrofa. Mały świat Doublera zaczyna drżeć w posadach, nadzieja na realizację ambitnych planów rozwiewa się jak dym. Jednak codzienne rozmowy telefoniczne z przebywającą w szpitalu gospodynią mają na niego zbawienny wpływ. To pod jej wpływem Doubler zaczyna dostrzegać ludzi i świat wokół siebie, bez których do tej pory tak świetnie się obywał.
Ciepła, zaprawiona nutą nostalgii i dyskretnego humoru opowieść o przyjaźni, dobroci i o tym, że nigdy nie jest za późno na zmiany.
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: HarperCollins Polska Sp. z o.o., ul. Domaniewska 34a, 02-672 Warszawa (PL), numer telefonu: +48 22 856 57 57, adres e-mail: info@harpercollins.pl
| Autor | Seni Glaister |
| Wydawnictwo | HarperCollins Polska |
| Rok wydania | 2019 |
| Oprawa | miękka |
| Liczba stron | 416 |
| Format | 14.5 x 21.5 cm |
| Numer ISBN | 978-83-276-3766-6 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788327637666 |
| Waga | 410 g |
| Wymiary | 145 x 215 x 27 mm |
| Data premiery | 2019.07.29 |
| Data pojawienia się | 2019.07.29 |
Produkt niedostępny!
Ten produkt jest niedostępny. Sprawdź koszty dostawy innych produktów.
„Pan Doubler zaczyna od nowa” autorstwa Seni Glaister to zdecydowanie pozycja, która od samego początku lektury aż do końca nie przestała mnie zaskakiwać. Sięgając po nią zupełnie nie spodziewałam się, że kompletnie porwą mnie losy starszego pana, hodowcy i eksperta w dziedzinie ziemniaków. Opis może nie wydawać się zachęcający, ale to nie wszystko, co oferuje nam ta książka…
Na samym początku historii poznajemy pana Doublera. Mieszka on samotnie na swojej farmie, lecz codzienność ubarwia mu obecność jego gospodyni, pani Millwood, która przyjeżdża do niego z pomocą w codziennych obowiązkach od 15 lat. Wsparcie kobiety nie ogranicza się do sprzątania – ich tradycyjne rozmowy przy lunchu, które określają później jako „komunię”, rozjaśniają nieco monotonne dni Doublera. Nic więc dziwnego, że gdy pani Millwood trafia do szpitala, mały świat farmera zaczyna drżeć w posadach. To właśnie wtedy mężczyzna zmuszony jest usamodzielnić się, wyjść z komfortowej bańki, w której żył jedynie ze swoimi ziemniakami i zaczyna otwierać się na innych. Codzienne rozmowy telefoniczne z panią Millwood to dla niego bardzo ważny i intymny element każdego dnia. Pomagają sobie wzajemnie zrozumieć wiele spraw i otworzyć na nie oczy, przez co przestają jednostronnie patrzeć i oceniać sytuacje – zwłaszcza Doublera uderza wtedy wiele momentów realizacji, dzięki którym zdolny jest do pomocy innym.
Książkę tę mogę polecić naprawdę każdemu – dawno nie spotkałam się z pozycją, która tak bardzo może pomóc nam spojrzeć szerzej na różne problemy i na innych ludzi. Zwłaszcza w tych trudnych czasach, gdy niezrozumienie drugiego człowieka prowadzi do wielu konfliktów, warto się z nią zapoznać. Mimo ogromnej wartości przekazywanej między wierszami nie jest to ciężka lektura – nada się zarówno do wieczornego odpoczynku po męczącym dniu, jak i do bycia tematem głębszej zadumy nad naszym kruchym życiem. Na pewno zapamiętam tę pozycję na długo i będę ją polecać dalej – rzadko ma się okazję trafić na książkę, która potrafi zdjąć nam klapki z oczu i spojrzeć na drugiego człowieka, jak na normalną, żywą istotę, która ma własną historię i doświadczenia, a nie jak na wroga.
Natalia B.
źródło: www.szkolnyklubrecenzenta.pl
Pan Doubler jest typem samotnika, żyje na farmie, na której uprawia ziemniaki i prawie nigdy z niej nie wyjeżdża. Jego żona zmarła, a dzieci mają swoje życie, tak naprawdę nie lubi, kiedy przyjeżdżają, raczej traktuje to jako coś, co musi przeżyć. Jego jedyną towarzyszką jest pani Millwood, która sprząta dom. Dopiero gdy kobieta trafia do szpitala z powodu raka, bohater zaczyna dostrzegać, jak bardzo jest samotny i jak brakuje mu lunchów z przyjaciółką. Wszystko zaczyna się sypać, lecz codzienne rozmowy telefoniczne z nią napełniają bohatera optymizmem. Pan Doubler otwiera się na ludzi i nowe doświadczenia.
Mam bardzo mieszane uczucia co do tej powieści, ponieważ historia sama w sobie jest piękna, ale już sam przekaz mi się nie podobał. Bardzo mnie nużyła ta opowieść. Mało się w niej dzieje, lecz jest za to dużo przemyśleń oraz opisów. Ta książka niesie za sobą cenne przesłanie, nie można żyć samemu jak palec, każdy czasami potrzebuje towarzystwa, a ziemniaki, chociażby najsmaczniejsze na świecie, nie zastąpią drugiego człowieka. To przykre, że dostrzegamy to tak jak pan Doubler dopiero w obliczu tragedii. Czasami jesteśmy tak przyzwyczajeni, do codziennej rutyny, że nie dostrzegamy tego co ważne, ale gdy ktoś lub coś nam to odbierze, zaczynamy zauważać, że nam tego brakuje.
Bohaterowie są sympatyczni. Najbardziej polubiłam główną postać, ponieważ jest to człowiek, który pod postacią zgryźliwego pustelnika skrywa wielkie serce. Miałam ochotę wedrzeć się w jego poukładane, monotonne życie i trochę namieszać, ponieważ on po prostu potrzebował zmiany. Pani Millwood jest kochana, dzielnie znosi jego humory i lekceważąco macha na nie ręką. Wciąż słyszy o swoim słabym guście do jabłek oraz sera, ale mimo wszystko martwi się o niego w momencie, kiedy to o siebie powinna martwić się najbardziej. Mamy tu również całą plejadę bohaterów drugoplanowych, którzy w mniejszy lub większy sposób wpłyną na Zycie Pana Doublera. Raczej nie było nikogo, do kogo nie zapałałabym sympatią.
Nie jest to łatwa książka, którą czyta się szybko, wręcz przeciwnie, zmusza do refleksji i wymaga od czytelnika czasu. Warto się na niej skupić, by dostrzec, co autorka miała na myśli, jednocześnie zabrakło mi tu pewnej dozy lekkości, czegoś, co przełamałoby nieco tej poważny charakter i te „niekończące” się opisy. Poruszyła mnie, zasiała ziarno niepewności, skłoniła do rozmyślania o zmianie, lecz jej styl nie do końca mnie usatysfakcjonował.
Pan Doubler zaczyna od nowa. A właściwie to swoje nowe życie zaczyna od zadawania pytań. Pytań, których inni nie zadają z czystego lenistwa, wysokiego poczucia własnej nieomylności lub strachu. Pytań, które zwykle zadają dzieci. Bo czy ktoś dorosły ma odwagę zapytać wprost: dlaczego się ze mnie śmiejecie?
Pan Doubler żyje z uprawy ziemniaków, kocha je całym sercem i wydaje się być dziwakiem, który wie o niewielu sprawach w życiu. Ale o tych niewielu wie naprawdę sporo. I może uchodzić za autorytet. A o tych, o których nie wie nic, potrafi się douczyć.
Pan Doubler po wielu latach zostaje zmuszony do wyjścia ze swojej skorupy. Do tej pory wiódł życie, jakiego pozazdrościłby mu każdy introwertyk. Tak, z podziwem patrzyłam na to, jak się urządził. Aczkolwiek nawet ja, z moją niechęcią do ludzi i wychodzenia z domu, uważam, że bohater popadł w skrajność.
Z tej skrajności wyciąga go samo życie, bo gdy jego gosposia choruje, on zastępuje ją w jej obowiązkach. Na jej wyraźną prośbę. Zamiast zatrudnić nową gosposię, czeka, aż pani Millwood wyjdzie ze szpitala i znów do niego wróci, a on w tym czasie poznaje jej życie wolontariuszki w schronisku dla zwierząt.
Jest tam osioł, którego odebrano właścicielce, a która co jakiś czas próbuje go wykraść. Podczas gdy inni śmieją się ze starej dziwaczki i pilnują, by złodziejka nie zatriumfowała, Pan Doubler wnika w tę sprawę głębiej. Zaczyna zadawać pytania i w ten sposób odkrywa, że życie ma o wiele, wiele więcej barw, niż mu się do tej pory wydawało.
Czasami wiadro pomyj na głowę wylewa mu jego własna gosposia, która mimo choroby nadal zdaje się być osobą, która widzi, co dzieje się w jego duszy znacznie przejrzyściej, niż jego własne dzieci.
Nigdy też nie wiadomo, z której strony pojawi się ktoś wart zainteresowania. Kto podda mu nowe spostrzeżenie, na które nie wpadł wcześniej sam, ale zdumiewa go prawdziwość tej tezy.
Powieść daje do myślenia, a przy tym jest pełna emocji. Będziesz się śmiać, będziesz się wzruszać, dziwić i denerwować. Zastanowisz się nad specyfiką przemijania czasu z perspektywy osób starszych, jeśli jesteś na tyle młody, by nawet nie dopuszczać myśli o okresie spoczynku. A to czasami naprawdę solidnie zaskakuje. Jak w przypadku pułkownika, który nie potrafił odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ale znalazł na siebie sposób.
Czasami to nie Ty musisz znaleźć ten sposób. Czasami znajdzie go za Ciebie życie. A czasami drugi człowiek, który nie bał się zadać pytania, zastanowić i pomyśleć. Bo jesteśmy tylko ludźmi. Ale właśnie dlatego możemy wszystko. A przede wszystkim powinniśmy móc liczyć na siebie nawzajem.
Co uderzyło mnie dość nieprzyjemnie. Jak bardzo prawdziwie przedstawiona jest sytuacja pani Millwood. Ona ciągle tam jest, w tle, pod drugiej stronie słuchawki telefonu. Jest niezbędna bohaterowi do życia, ale z czysto egoistycznych pobudek. Zapatrzony w swoje sprawy, cudem ogarnia fakt, że jest chora. Ale w ogóle nie rozumie, jak bardzo jest z nią źle.
A najśmieszniejsze w tym wszystkim, że on nie jest złym człowiekiem. Jest nieszkodliwym dziwakiem, zamkniętym w swoim świecie. Toleruje się go, patrzy na niego z pobłażaniem albo zazdrością i mija, by iść dalej swoją ścieżką. Ewentualnie można pośmiać się z niego przy kawie u innych znajomych.
Gdyby nie fakt, że akurat ma do omówienia istotny dla niego temat, pewnie w ogóle nie zauważyłby, co się dzieje z jego gosposią. Tym bardziej, że to jest NAWRÓT. Czyli ona już chorowała. I dopiero teraz dociera do niego ten fakt.
Czytanie o chorobie to coś zupełnie innego niż samodzielne jej przeżycie. Autorka świetnie zauważa, jak niewiele dla reszty świata znaczy choroba jednego człowieka. Jak bardzo może to zaniknąć między koniecznością pójścia do pracy, a odlotem na zimę bocianów.
A przecież tak ważne jest, tak konieczne, by wspierać, być i dawać poczucie bycia potrzebnym. By opiekować się sobą nawzajem, by móc liczyć na siebie w każdej sytuacji. Bo nawet najzagorzalszy introwertyk nie tylko tlenu potrzebuje do życia, tylko musi to sobie uświadomić, choć czasami zajmuje mu to wiele lat.
http://www.piorkonabiurko.pl/powiesci/pan-doubler-zaczyna-od-nowa-o-ziemniakach-i-o-zyciu/
Większość osób posiada jakieś hobby, a jeżeli los się do nich uśmiechnie, dodatkowo mogą na swojej pasji zarabiać i uczynić z niej coś, co po sobie zostawią. Moim marzeniem było kiedyś napisanie książki, jednak obecnie zostało ono zepchnięte w głąb duszy bowiem skupiłam się na recenzowaniu. Chyba nie byłabym w stanie poświęcić całego swojego życia jednej aktywności np. na wymyślanie fabuły.
W przeciwieństwie do głównego bohatera powieści Seni Glaister pt.: "Pan Doubler zaczyna od nowa", który poświęcił się...ziemniakom.
Tytułowa postać była dosłownie chodząca encyklopedią. Bohater zaczął nawetpracować nad "ziemniaczanym eksperymentem", o którym wiedziała tylko jego sprzątaczka –chyba jedyna bliska mu osoba. Jednak wszystko się zmieniło, gdy pod dom podjechała córka gosposi, po czym oznajmiła, że pani Millwood znajduje się w szpitalu. Mimo tego pan Doubler pozostał z nią w stałym kontakcie telefonicznym. Wtedy też złożył on swojej kobiecie pewną obietnicę…
Nie wiedziałam, czego się spodziewać po tej książce, tak naprawdę zainteresował mnie ziemniak widoczny na froncie okładki. Jak się okazało,to jedna z tych opowieści, które niosą za sobą przesłanie.
Tytułowy bohater bardzo interesował się ziemniakami - oprócz elementarnej wiedzy o ich hodowli, wiedział również jak je serwować, oraz jak wytwarzać z nich napoje alkoholowe. Poświęcił im całe życie - kosztem swojej rodziny. Po odejściu żony, Doubler całkowicie odizolował się od ludzi, a swoje dzieci spotykał tylko w niedzielę, gdy go odwiedzały na rodzinnym obiedzie.
Był jednak bohaterem dynamicznym, na kartach powieści obserwujemy jego zmianę i "wybudzenie" z odrętwienia, w które wpadł jakiś czas temu.
Trochę się też z nim utożsamiałam, bo sama miałam taki epizod. Tylko ja uciekłam w książki.
Co do pani Millwood...Chciałabym, abym w jej wieku też tak aktywnie spędzała czas. Podczas czytania miałam wrażenie, że to ona jest dwudziestoletnią dziewczyną, z mnóstwem energii, a ja starszą panią.
Kobieta mimo swojej choroby wciąż była dzielna i starała się wesprzeć swojego przyjaciela. Dzwoniła do niego prawie, że codziennie i to ona wymusiła na nim złożenie obietnicy, która odmieniła jego życie.
Każda postać została dobrze wykreowana i tylko jedna nie zdobyła mojej sympatii. Nawet największego konkurenta Doblera lubiłam bardziej, niż syna głównego bohatera - Juliana. Odrzucało mnie od niego jego patrzenie na wszystkich z góry, zbyt wygórowane ego, a także jego przebiegłość. Nie cofnąłby się przed niczym. Nawet zniszczyłby rodzinę, gdyby tylko musiał.
Spędziłam z książką naprawdę przyjemne chwilę, miałam nawet chwilową refleksję nad swoim życiem, jednak póki co, nie jestem gotowa na żadną zmianę. Jest to idealna książka na jesienny wieczór.
A gdyby tak wywrócić swoje życie do góry nogami i nie oglądać się na innych? Zacząć żyć z pasją i porzucić poczucie, że nikomu na nas nie zależy?
Seni Glaister zaskoczyła mnie swoją powieścią. Ogromnie! Przyznam szczerze, że właściwie nie miałam wobec niej większych oczekiwań, ot pomyślałam sobie, że przeczytam i zapomnę. Nic nie wskazywało, że ta historia wywróci moje życie a tak właśnie się stało. Znacie te lektury, po zakończeniu których kompletnie nie wiecie co powiedzieć i wydaje się, że żadna inna książka nigdy im nie dorówna? To właśnie przeżyłam z "Pan Doubler zaczyna od nowa". Absurdalna zapowiedź fabuły zmieniła się w moją prywatną przygodę życia do której - tego jestem pewna - jeszcze wiele razy powrócę.
Tytułowy pan Doubler postanowił zająć się hodowlą. Miał zmienić świat, zdobywać nagrody, zaskakiwać wszystkich dookoła. W końcu kto jak kto, ale on o ziemniakach wie dosłownie wszystko. I rozmawia z nimi znacznie częściej niż z własnymi dziećmi. Dlatego z zapałem i entuzjazmem objaśnia swoje plany gospodyni, pani Millwood. Ona jednak sprowadza go na ziemię. Okazuje się, że jest ciężko chora i musi trafić do szpitala. Dlatego pan Doubler postanawia dotrzymać jej towarzystwa, choćby telefonicznie i codziennie odbywają rozmowy, które otwierają mężczyźnie oczy na świat i ludzi.
Mi również wiele pomogły te rozmowy telefoniczne. Chociaż byłam niemym bohaterem tej powieści ogromnie zżyłam się z obiema postaciami i pan Doubler już od pierwszych stron skradł moje serce. Podziwiałam go za walkę, widziałam jak smuci się brakiem zainteresowania ze strony własnych dzieci i jak zaczął szukać sobie zajęcia, by zrekompensować samotność. Od razu poczułam tą indywidualną lawinę emocji spadającą na głównego bohatera i to sprawiło, że historia stała mi się bliższa. Poczułam więź także z panią Millwood, kobietą wspaniałą i zaskakującą ogromem życiowej mądrości. Nie poddała się mimo choroby, wpłynęła na drugiego człowieka i nieświadomie także na czytelników, którzy będą pamiętać o jej radach przez wiele lat.
Dzięki tylu emocjom zamkniętym w tej historii czuję, że jest ona nie tylko kameralna, ale i bardzo prywatna. Mądra, dojrzała, świadoma i poprowadzona w subtelnym kierunku dobrego humoru zaskakuje motywacją do działania oraz nauką, że nigdy nie jest za późno na zmiany. Autorka pisze lekko, nie sięga po kwiecisty styl czy ubarwienia, tylko konkretnie (choć pięknie) prowadzi nas przez swoją opowieść. O przyjaźni, o życiu, o marzeniach w cudownym stylu.
Pozostaję pod urokiem powieści Seni Glaister i mam nadzieję, że Wy również dacie się namówić. To jedna z tych niepozornych książek, obok których łatwo przejść obojętnie. Zapewniam jednak, że "Pan Doubler zaczyna od nowa" to w każdym aspekcie wyjątkowa i dojrzała historia przy której można spędzić kilka wspaniałych godzin. Przeczytajcie, poznajcie losy człowieka, który odważył się na zmiany a później zainspirujcie się jego losami. Wzruszenia gwarantowane!
Pan Doubler. Dwoje dzieci, czworo wnucząt, nie mający przyjemności obcowania z własną rodziną. Samotnik, dziwak w "dobrowolnej izolacji". 40 lat na tej samej farmie, od 20 jej nie opuszcza. Obsługiwany najpierw przez żonę, później przez gosposię. Niezaradny, choć niewiarygodnie mądry życiowo. Ziemniaki "ma we krwi". Opiekuje się nimi, przeprowadza nad nimi badania, rozmawia z nimi, stanowią jego posiłek. Słowem, ziemniaki to sens jego życia. Pani Mitwood, od odejścia żony Doubler, opiekuje się jego domem, sprząta ale przede wszystkim dotrzymuje mu towarzystwa. Wszystko się zaczyna sypać, gdy bardzo poważnie zachoruje i farmer zostaje sam. Do tego na leniwe życie farmera, zaczyna czaić się Zło 😉 Syn przelicza pieniądze z ewentualnego spadku a bogaty sąsiad chce przejąć ziemię.
Wydaje się jednak, że Pani Mitwood ma dla niego zajęcie. Trochę podstępem wkręca Doublera w wolontariat w schronisku dla zwierząt. Chcąc, nie chcą musi opuścić swoją farmę i wyjść do ludzi. A tam poznaje różne historie dotyczące ich życia...
Świetnie wplecione pogadanki o podawaniu ziemniaków, o ich gotowaniu, także o dżinie (ginie? 🤷♀️), wyższości cheddara nad innymi gatunkami czy piciu herbaty. Do tego oczywiście angielskie wnętrza i angielski humor.
Ładnie opisywane relacje między ludźmi. Autor jest bardzo wnikliwy w tym zakresie. Mieszają się osobowości, każdy znajdzie siebie, swojego znajomego, bliskich.
Ciepła historia o tym, co mamy w życiu najważniejsze, czyli o bliskich i zdrowiu ale i o pasji. Jest i smutna strony życia, bo i o chorobie, samotnej starości i o, nie zawsze dobrych, relacjach rodzice-dzieci. Sentymentalna, spokojna, sympatyczna. Cudowna powieść obyczajowa o ludziach i wartościach, którą polecam każdemu.
Czytajcie, miejcie swoje zdanie ale wiecie co? Ta z pozoru błaha historia, to bardzo mądra książka. Kojarzy mi się z Opowieścią wigilijna, ale nie pytajcie dlaczego, bo nie wiem.