
Śmieszno-gorzka opowieść o samotności, na którą skazuje nas współczesny styl życia.
Apokaliptyczna wizja oglądana oczami aktualnego króla Manhattanu (i ostatniego prezydenta Stanów Zjednoczonych), a zarazem złośliwie lekceważące spojrzenie na prawdopodobne rezultaty naszych szaleństw. Nawet finał życia, jaki znamy, zmienia się pod piórem Vonneguta w zabawną farsę – finałowy slapstick, który może być żartem Wszechmogącego z nas wszystkich.
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: Zysk i S-ka Wydawnictwo S.J., Wielka 10, 61-774 Poznań (PL), numer telefonu: 616706619, adres e-mail: sekretariat@zysk.com.pl
| Autor | Kurt Vonnegut |
| Wydawnictwo | Zysk i S-ka |
| Rok wydania | 2021 |
| Oprawa | twarda z obwolutą |
| Liczba stron | 272 |
| Format | 14.0 x 20.5 cm |
| Numer ISBN | 978-83-8202-146-2 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788382021462 |
| Data premiery | 2021.03.09 |
| Data pojawienia się | 2021.01.27 |
Produkt niedostępny!
Ten produkt jest niedostępny. Sprawdź koszty dostawy innych produktów.
W wydanym w 1976 roku "Slapsticku", Vonnegut ostatecznie rozprawia się ze śmiercią swojej siostry. Z prologu dowiadujemy się, że kobieta zmarła na raka w 1958 roku, dwa dni po tym, gdy jej zdrowy mąż zginął w wypadku kolejowym. Autor zaadoptował dwoje z trojga ich dzieci. Do stworzenia fabuły zainspirował go sen, który miał w czasie lotu samolotem na pogrzeb swojego wujka.⠀
⠀
Wilbur i Eliza są bliźniętami. Łączy ich bardzo wiele, nie tylko wspólne zamieszkiwanie matczynego łona. Na przykład to, że obydwoje rodzą się wyjątkowo szpetni, tak szpetni, że widoku rodzeństwa nie mogą znieść nawet ich właśni rodzice. Dzieci rodzą się z sześcioma palcami u stóp i dłoni, mają także po dwa nadliczbowe sutki oraz wiele cech neandertaloidalnych. W dodatku lekarze orzekają, że rodzeństwu brak inteligencji i nie mają szans na przeżycie więcej niż czternastu lat. W związku z tym, rodzice chcąc oszczędzić sobie dalszego wstydu, a także zapewnić swojemu potomstwu warunki do spokojnego dokonywania ich krótkiego żywota, umieszczają je w niezamieszkałej, starej rezydencji na szczycie góry, w odludnym zakątku stanu Vermont. Zatrudniają także personel do opieki nad dziećmi.
Tak mijają kolejne lata, Wilbur i Eliza dorastają i rozwijają się najzupełniej normalnie. Nikt tego jednak nie dostrzega. Rodzeństwo jawi się światu jako para istot ludzkich, które pomimo kilkunastu lat na karku wciąż nie potrafią wypowiedzieć ani słowa, ubrać się czy samodzielnie jeść. Dzieci zachowują się dokładnie tak, jak tego od nich oczekuje otoczenie.⠀
Jednak nadchodzi dzień, gdy postanawiają zdradzić swoją tajemnicę. Informują świat o swojej ponadprzeciętnej inteligencji, która intensyfikuje się gdy są razem i "złączą ze sobą głowy". To zapoczątkowuje lawinę zdarzeń, skutkującą rozdzieleniem rodzeństwa. I tak Wilbur, którego skreślono już w chwili narodzin, zostaje lekarzem, prezydentem i królem Manhattanu. Jednym z nielicznych, którzy przetrwali zarazę Zielonej Śmierci. A Eliza... cóż, przekonajcie się sami.⠀
W książce Vonnegut przedstawia swoje poglądy na samotność, zarówno na skalę indywidualną, jak i społeczną. Zwraca uwagę na ludzką potrzebę przynależności, poszukiwania wspólnoty. ⠀
Bohater powieści, Wilbur Swain jest samotny przez całe życie. W dzieciństwie wraz z siostrą odizolowany od świata zewnętrznego, w dorosłości doświadcza samotności pomimo swoich sukcesów i wielu otaczających go ludzi. Bo ludzie są obok niego, a nie z nim. Nikt nigdy nie zwracał uwagi na jego potrzeby i uczucia. Stąd pomysł utworzenia sztucznych rodzin, dzięki którym już nigdy nikt nie byłby samotny. Jednak okazuje się, że ludzie naturalnie tworzą podziały, nawet jeśli odgórnie nakazuje się im zjednoczenie.⠀
⠀
Muszę przyznać, że to chyba pierwsza książka Vonneguta, która trochę mnie zawiodła. Mniej więcej do połowy czyta się świetnie, ale końcówka... w moim odczuciu jakby zabrakło w niej pomysłu. Brakuje tego, charakterystycznego dla autora przytupu. W ogólnym rozrachunku "Slapstick" jest dobry, ale polecałabym go fanom Vonneguta, a nie na początek przygody z twórczością pisarza.
Tym razem Kurt Vonnegut przenosi nas do mrocznego świata, gdzie rząd Stanów Zjednoczonych niemalże nie istnieje, a nasz główny bohater, czyli prezydent, wszystko nam, czytelnikom, to wyjaśnia - począwszy od tego jak właściwie doszło do obecnej sytuacji. Brzmi ciekawie? No ja myślę!
.
Jejku, co to była za świetna książka! Dosłownie podobało mi się w niej wszystko. Poprzez genialną fabułą, nietuzinkowych bohaterów, a na cudownym języku kończąc. Świat, jaki zaoferował nam tutaj autor, jest tak absurdalny i dziwaczny, że z pewnością zapamiętam go sobie na długo. I to mi się właśnie podoba! Lubię czytać rzeczy, które są świeże i oryginalne a "Slapstick" właśnie taki był! Ponadto, styl Vonneguta bardzo mnie tutaj urzekł i zachwycił, bo jest taki prosty i surowy. Rzadko kiedy, spotykam się z takim warsztatem, gdzie skomplikowane sprawy, pisarz objaśnia i nakreśla to z taką niezwykłą prostotą. Nie każdy autor to potrafi. Co do humoru jaki nam tutaj zafundował Kurt, to po prostu bomba. Bardzo lubię tego typy poczucie humoru, więc z pewnością sięgnę, po kolejne książki tego autora. Nie mam zielonego pojęcia, czemu "Rzeźnia numer pięć" mi się nie spodobała. Może po prostu, to nie był odpowiedni czas na tę książkę i tyle.
Na uwagę zasługuje również sam prolog, ponieważ jest niezwykły! Jest bardzo szczery, ujmujący, smutny ale zarazem zabawny, także do mnie trafił i to bardzo.
.
Kończąc już, ja ze swojej strony książkę polecam z całego serducha! Jeśli szukacie czegoś nowego a zarazem dziwacznego, to ten tytuł jest zdecydowanie dla Was! Poważnie, nie zawiedziecie się na "Slapatick"!
Opowieść o samotności. O niezdolności do kochania, inności i świecie obracającym się w ruinę.
Wilbur i Eliza urodzili się brzydcy. Mieli po sześć palców a ich twarze przypominały twarze dorosłych. Lekarze nie dawali im więcej niż kilkanaście lat życia, a w ich inteligencję nie wierzyli wcale, choć ich ciała były w pełni sprawne. Rodzice zadbali, by nie brakowało im zabawek, nie brakowało im ładnych ubrań i nie brakowało im opieki opłaconych ludzi, ale nigdy nie dostali miłości. Odizolowani od społeczeństwa nie znali też zazdrości ani nienawiści. Nie wiedzieli, czym są uprzedzenia i nie zdawali sobie sprawy ze swojej brzydoty. Nie jestem pewna, czy wiedzieli nawet czym jest szczęście. Spędzali całe dnie jedynie w swoim towarzystwie. Sami się uczyli, sami poznawali świat za pośrednictwem książek, sami, sami, sami. A przed innymi odgrywali „głupich", bo w końcu tak chcieli ich widzieć ludzie. Poznawali świat liter, nie mając dostępu do pełnego świata emocji.
Historię jednak poznajemy od końca.
W zrujnowanym Empire State Building mieszka starzec — Wilbur Żonkil-11 Swain. Ostatni prezydent Stanów Zjednoczonych, aktualny król Manhattanu i stary człowiek, który na własne oczy widział, jak ludzie giną przez epidemie, a świat popada w ruinę. Postanawił on stworzyć autobiografię, by przedstawiać swoje losy. Losy człowieka, który pragnął, by nikt już nie był samotny.
„Miłość kryje się tam, gdzie ją znajdujemy. Moim zdaniem szukanie jej to głupota; myślę, że miłość często zatruwa życie."
Na początkowych stronach powieści czułam się zagubiona. Nie wiedziałam, dlaczego między imieniem a nazwiskiem bohatera znajduje się „Żonkil-11" i dlaczego wszyscy posiadają w tym miejscu coś równie dziwnego. Nie wiedziałam, dlaczego Manhattan stał się miejscem wyludnionym. Nie wiedziałam, dlaczego ktoś miał być OSTATNIM prezydentem. Nie wiedziałam nic, a Autor wrzucił czytelnika w apokaliptyczny świat, który leniwie toczył się do przodu i nie spieszył się z wyjaśnieniami. Ale czytałam dalej i z rozdziału na rozdział przepadałam coraz bardziej. Na koniec byłam najedzona opowieścią i w pełni usatysfakcjonowana jej przebiegiem.
Akcja książki dzieje się na dwóch płaszczyznach czasowych, które zgrabnie ustępują sobie miejsca. Głównie poznajemy wydarzenia od chwili przyjścia Wilbura na świat, ale nie brak momentów, gdy wyłaniamy się ze wspomnień, by powrócić do zrujnowanego Nowego Jorku. Stopniowo dowiadujemy się jak obecnie wygląda życie na Manhattanie, co zmusza nas do refleksji chociażby odnośnie szczęścia czy moralności. Zresztą na kartach powieści poruszonych zostaje naprawdę wiele problemów. Niektóre są jej istotą, a niektóre znajdują się w jej cieniu. Był moment, gdy uznałam nawet, że jest tego dla mnie za dużo. Że po zaledwie jednej lekturze nie jestem w stanie wyłapać wszystkiego. Że zbyt wiele mi ucieka. Sprawiło to, że „Slapstick. Albo nigdy więcej samotności!" stanowi dla mnie książkę, do której wręcz trzeba wracać, a każdy powrót może zmienić nasze spojrzenie na temat jej zawartości. W to, że to historia o zaburzonym spojrzeniu na miłość i o samotności — nie mam wątpliwości. Cała reszta (a reszty tej jest sporo) jednak dopiero zasiała we mnie swoje nasionko i czekać muszę na jego wykiełkowanie. Czuję, że dużo we mnie zostało, ale mało jest w tym konkretnych myśli, a wiele ciężkich uczuć.
Może więc skupię się na sprawach pewnych.
Kurt Vonnegut bohaterów tworzy dokładnie i nie zapomina o tych mniej ważnych, choć dla opowieści wciąż istotnych. Zdania pisze zgrabnie, a jego fabuła nigdzie się nie spieszy. Zdaje się tempem akcji trafiać idealnie w złoty środek między naładowaniem emocjonalnym a sprawnym posuwaniem akcji stale do przodu. Całość ma w sobie sporo z groteski i pełna jest czarnego humoru, który może bawić, ale może również powodować ból. Od momentu wzięcia książki do rąk aż do zakończenia lektury nie odłożyłam jej ani razu. A gdy doszłam do ostatniej kropki — powoli wypuściłam powietrze z moich płuc, gdy wzrok utkwiłam w suficie. Moje myśli przeskakiwały z wątku na wątek, a jednocześnie być spokojne i leniwe. To wrażenie, jakie pozostawiają po sobie jedynie bardzo dobre książki. Takie, które choć po części są „moje".
Pierwsze spotkanie z Autorem, a już tak udane! Nie wiem, ile ponowna lektura zmieni w moim odbiorze powieści (bo że kiedyś do niej wrócę, nie mam wątpliwości), ale na dzień dzisiejszy ofiarowałam jej ważne miejsce w moim sercu. Kurt Vonnegut to świetny pisarz, który wywarł na mnie duże wrażenie. Na tyle duże, że mam ochotę przeczytać wszystkie jego książki. A ochota ta jest jeszcze większa, gdy widzę jak ładnie wydaje je Zysk i S-ka. Estetyczne ilustracje Jędrzeja Chełmińskiego na obwolucie, które stanowią idealne odbicie treści oraz wysokiej jakości oprawa — coś takiego zawsze woła mnie do siebie!
Psst, Książkę rozpoczyna Prolog, w którym to Autor przytacza elementy swojego życia, będące inspiracją dla tej historii. Mówi o swoim bracie, o siostrzeńcach i o dziejach rodziny przed jego narodzinami, a wszystko to zdaje się wywierać wpływ na powieść. Opowiada o swojej zmarłej siostrze, którą początkowo chciał widzieć w Elizie, ale odkrył, że zarówno Eliza jak i Wilbur są jedynie wersjami jego samego. Przybliża nam swoją osobę i sprawia, że „Slapstick. Albo nigdy więcej samotności!" wydaje się być utworem bardzo osobistym. Podczas lektury patrzyłam na niego więc bardziej jak na krzywe odbicie życia Autora, nie powieść scifi. W Apokaliptycznej wizji świata widziałam zniszczenie, jakie z czasem postępuje w naszych sercach, gdy żyjemy bez miłości. Gdy doskwiera nam samotność i gdy nasze decyzje niekoniecznie wychodzą nam czy innym na dobre. To jednak nie tak, że właśnie to podejście jest właściwe. Do powieści Kurta Vonneguta można podejść równie osobiście, co ja, a można też jej treść odciąć od życia Autora. Nie czuję, by któraś droga była lepsza lub gorsza. Nie uważam, by któraś była właściwa, a druga błędna. W moich oczach dowolność ta stanowi duży atut.
"Nie troszcz się o jutro, bo jutro samo się o siebie zatroszczy. Wystarczy zło dnia dzisiejszego".
"Slapstick. Albo nigdy więcej samotności" to moje pierwsze spotkanie z prozą Kurta Vonneguta. Wcześniej słyszałam o jego powieściach wiele dobrego, dlatego gdy pojawiła się szansa na lekturę jego książki z przyjemnością z niej skorzystałam.
"Slapstick" to powieść oparta na prywatnych doświadczeniach autora, a mianowicie śmierci jego siostry, której dwójkę dzieci pisarz zaadoptował i wychował. Jest to w ostatecznym rozrachunku bardzo smutna powieść, poruszająca temat śmierci, odchodzenia, samotności, szukania akceptacji i miłości, a także groteskowy obraz przyszłości nas, ludzi i świata.
Głównym bohaterem powieści jest ostatni prezydent Stanów Zjednoczonych, Wilbur Żonkil -11 Swain. Pisze on swoją autobiografię, będącą swoistym pożegnaniem i rozliczeniem z otaczającym go światem. Wilbur przedstawia tu wydarzenia ze swojej przeszłości, przeplatając je teraźniejszością, która nie jawi się w jasnych barwach.
Mieszka on wraz ze swoją wnuczką Melody Wilgą -2 von Peterswald i jej kochankiem Isadore Maliną-19 Cohenem na pierwszym piętrze Empire State Building. Oczami bohatera oglądamy apokaliptyczną wizje końca naszej cywilizacji. Powieść ta została napisana 45 lat temu, a jak bardzo jest aktualna nawet dziś. W wizji autora widzimy ludzkość przetrzebioną przez grypę i inne tajemnicze wirusy, widzimy rozłam i upadek świata, jaki jest nam znany, wyczerpane są źródła energii, surowców, pieniądz stracił jakąkolwiek wartość, grawitacja szaleje, a osiągnięcia ludzkości zdają się na nic w obliczu apokalipsy.
"Ci, którzy nie uczą się od historii, skazani są na jej powtarzanie"
Vonnegut przedstawia tu bardzo groteskową opowieść o próbach odnalezienia bliskich, nawet przyszywanych, wspólnoty, która mogłaby stać się rodziną, o ludziach, którzy mogliby pomóc skończyć z samotnością, jest więc też opowieścią o samotności właśnie, szczególnie w chwili śmierci, a także o nas, o ludziach, którzy zagubiliśmy umiejętność nawiązywania więzi, kontaktu z innymi ludźmi. Nasz styl życia skazuje nas na samotność. Bardzo smutny, śmieszno-gorzki, jak głosi opis na okładce powieści, obraz ludzi, świata.
"Zwierzył mi się, że na pewien czas stał się pijakiem, usiłując skumać się z ludźmi w barach. - Barman był kimś w rodzaju ojca. Po czym ni stąd, ni zowąd nadchodziła pora zamknięcia lokalu"
"Slapstick" rozpoczyna się słowem wstępu od samego autora, nakreśla on nam część swojego życia, tą związaną z dramtycznymi chwilami w jego życiu, śmierć siostry Alice, stryja. Wraca on do czasów dzieciństwa, wspomina. Tłumaczy też czytelnikowi, kim jest główny bohater tej opowieści i o czym ona traktuje.
"Miłość kryje się tam, gdzie ją znajdujemy. Moim zdaniem szukanie jej to głupota; myślę, że miłość często zatruwa życie".
"Slapstick" to bardzo specyficzna powieść, pełna świetnych myśli, kilka z nich prezentuję Wam tu w recenzji, które zmuszają czytelnika do zatrzymania i podumania trochę nad sobą i życiem. To przepełniona wyjątkowym humorem, czasem czarnym, powieść o ludziach. O tym jak potrafią ranić siebie nawzajem, jak odnoszą się do innych ludzi, którzy nie spełniają narzuconych przez społeczeństwo norm, o tym jak traktują Matkę Ziemię, i do czego może doprowadzić nasze dotychczasowe postępowanie, egoistyczne i bezmyślne.
"Historia jest tylko spisem niespodzianek. Może nas jedynie przygotować na kolejną niespodziankę".
To moje pierwsze spotkanie z prozą pana Vonneguta i jestem pod wielkim wrażeniem. Na początku byłam zaskoczona sposobem prowadzenia historii, zdawała mi się ona bardzo oryginalna, ale wchodząc głębiej we wspomnienia Wilbura, odkrywałam wiele bardzo istotnych rzeczy. Znalazłam wiele ciekawych cytatów, które staną się jednymi z moich ulubionych. Dodatkowo czarny humor, który uwielbiam, a którego jest tu pełno. Jestem zachwycona ! Jeśli jeszcze nie mieliście okazji czytać powieści pana Kurta Vonneguta, to sięgajcie, naprawdę warto ! Polecam Wam "Slapstick" bo to bardzo ciekawa, oryginalna i specyficzna opowieść, groteskowy obraz cywilizacji i ludzi w przyszłości. A ja chętnie przeczytam pozostałe dzieła autora.
Slapstick to komediodramat z elementami science fiction, w którym autor próbuje uporać się ze stratą siostry. Ta zmarła na raka, a dwa dni później zmarł jej mąż, osierocając trójkę dzieci. Dwójkę z nich Vonnegut adoptował i wychował jak własne. Pisarz jako ateista traktował religię dość często jako powód do kpin, a nie pociechę, dlatego pisząc tę książkę w pewien sposób przepracował stratę siostry i traumę z tym związaną. Stąd też autor w Prologu zaznacza, że nigdy już nie będzie bliższy napisania autobiografii niż pisząc Slapstick.
Sama historia, jak to zwykle u Vonneguta, ma wiele elementów groteski, pewnego przerysowania, jak również zawiera elementy science fiction, choć dość subtelne. Jest to powieść momentami zabawna, ale przez większość czasu dość smutna i melancholiczna, wypełniona wieloma emocjami i ciekawymi pomysłami. Całościowo wypada to bardzo dobrze i niejednokrotnie skłania do refleksji i zastanowienia się nad poruszanymi problemami. Co warto zaznaczyć, autor nie popada w czarną rozpacz po śmierci siostry, ale z dystansem i ogromnym wyczuciem oraz doświadczeniem opowiada o swojej stracie, samotności i próbach poszukiwania wspólnoty.
Slapstick, albo nigdy więcej samotności! to powieść krótka, ale wypełniona wieloma różnymi emocjami i ciekawymi przemyśleniami na temat samotności i nie tylko. To także próba pogodzenia się autora ze stratą siostry, która zmarła w wyniku raka.