
„Najzabawniejsza powieść science fiction, jaką kiedykolwiek napisano”.
– Terry Pratchett
Paragraf 22 literatury SF, znakomita satyra na militaryzm.
Bill jest prostym chłopakiem mieszkającym na rolniczej planecie Phigerinadon II, położonej na totalnym zadupiu galaktyki. Jego największym życiowym marzeniem jest zostać operatorem mechanicznych roztrząsaczy obornika. Niestety tak się akurat składa, że ludzie prowadzą w tym czasie wojnę z Chingerami, którzy – jak głosi patriotyczna propaganda – są rasą ogromnych i krwiożerczych jaszczurek. Bill, umięśniony i niezbyt rozgarnięty byczek, idealnie nadaje się na żołnierza, więc zostaje podstępem wcielony do cesarskiej armii. Trafia do obozu szkoleniowego Lew Trocki, pod komendę okrutnego sierżanta Kostuchy Dranga, który zamierza pozbawić go wszelkich ludzkich cech i zamienić w maszynę do zabijania…
Niestety wciąż aktualna, pełna absurdalnego humoru i dzikich pomysłów parodia gloryfikujących wojnę książek, takich jak Żołnierze kosmosu Heinleina.
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: Dom Wydawniczy REBIS, Żmigrodzka 41/49, 60-171 Poznań (PL), adres e-mail: rebis@rebis.com.pl
| Autor | Harry Harrison |
| Wydawnictwo | Rebis |
| Rok wydania | 2023 |
| Oprawa | półtwarda |
| Liczba stron | 216 |
| Format | 13.5 x 21.5 cm |
| Numer ISBN | 978-83-8338-088-9 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788383380889 |
| Data premiery | 2023.08.07 |
| Data pojawienia się | 2023.07.05 |
Produkt niedostępny!
Ten produkt jest niedostępny. Sprawdź koszty dostawy innych produktów.
Dobra fantastyka humorystyczna? Trochę tego już było, ale w SF, poza prozą Adamsa raczej niewiele. Ale „Bill” to właśnie taka naprawdę dobra fantastyka na śmieszno. I coś, z czego aż do granicy plagiatu czerpały „Gwiezdne wojny”.
Jak mówi opis wydawcy ta książka to:
Paragraf 22 literatury SF, znakomita satyra na militaryzm
Bill jest prostym chłopakiem mieszkającym na rolniczej planecie Phigerinadon II, położonej na totalnym zadupiu galaktyki. Jego największym życiowym marzeniem jest zostać operatorem mechanicznych roztrząsaczy obornika. Niestety tak się akurat składa, że ludzie prowadzą w tym czasie wojnę z Chingerami, którzy – jak głosi patriotyczna propaganda – są rasą ogromnych i krwiożerczych jaszczurek. Bill, umięśniony i niezbyt rozgarnięty byczek, idealnie nadaje się na żołnierza, więc zostaje podstępem wcielony do cesarskiej armii. Trafia do obozu szkoleniowego Lew Trocki, pod komendę okrutnego sierżanta Kostuchy Dranga, który zamierza pozbawić go wszelkich ludzkich cech i zamienić w maszynę do zabijania…
Niestety wciąż aktualna, pełna absurdalnego humoru i dzikich pomysłów parodia gloryfikujących wojnę książek, takich jak Żołnierze kosmosu Heinleina.
Jak widać fabuła tej historii jest jak żywcem wzięta z „SW”, ale o wiele starsza przecież. Całość to w sumie prosta, ale ujmująca historia o chłopaku co chciał tylko rolnictwem się zajmować, a został kosmicznym żołnierzem. Trochę satyryczna, trochę klasyczna w tym wszystkim, świetnie napisana, jest lekka, przyjemna, ale i ma w sobie coś więcej.
Świetnie wydana, jak zawsze, polecenia jest warta w zasadzie każdemu. Bo to taka ponadczasowa klasyka, którą się uwielbia, świetnie przy niej można się bawić. i chce się więcej.
Połączenie science-fiction z komediowym podejściem do tematu??? A czemu nie?
Zwłaszcza jeśli ma wyjść tak świetna książka, jak:
Bill, bohater galaktyki- Harry Harrison
Od jakiegoś czasu uwielbiam science-fiction. Czytałam wiele książek w tej tematyce i dużo z nich było, tak jak ta książka, z serii Wehikuł czasu, ale jeszcze nie trafiłam na tak prześmiewczą i zabawna historię jak ta. Bohater charakterystyczne dla każdego osiedla, nie obrażając nikogo. Umięśniony i niezbyt przejmujący się organem w głowie. A jednak jakimś cudem bohater osiedla, znaczy galaktyki?
Humor tej książki bardzo mi przypadł do gustu. Akcja wartka, wciąga i może nie trzyma w napięciu, ale jakby się całkiem nieźle przeżywa wydarzenia razem z bohaterami. Sam pomysł na historię już pomijając komediowość też jest całkiem interesujący i zwariowany, jak to powinno być w science-fiction.
Co w tej książce najlepsze, to mimo, iż to zabawna książka to stety niestety niesie pewien przekaz uwypuklając absurdy, które są całkiem aktualne. Szkolenie żołnierza, bezmyślne posłuszeństwo, wyniosłość sierżantów i osób stojących nad zwykłym żołnierzem jest tu czymś czego nie da się nie zauważyć i nie odnaleźć w realnym świecie. A to daje już trochę do myślenia.
A co spotkało Billa, dowiecie się z książki
Zapraszam do czytania
Harry Harrison po raz drugi w „Wehikule czasu” – i po raz drugi w dobrej formie. A wręcz w formie znakomitej, takiej z jajem, ale i z satyrą, gdzie pośmiać jest się z czego i nad czym pochylić. Trochę to wszystko inne, od większości tomów tej serii wydawniczej, ale tym bardziej cieszy, że Rebis sięgnął właśnie po takie dzieło, co stanowi i bardzo przyjemną odskocznię od typowej, cięższej fantastyki, i jednocześnie dobrze pasuje do wszystkiego tego, co wcześniej w ramach serii czytaliśmy.
Bill nie miał większych marzeń. Chłopak z rolniczej planety chciał tylko ten gnój rozrzucać – kończył właśnie nawet kurs obsługi mechanicznego roztrząsacza obornika – ale pewnego dnia zobaczył dziewczynę. No i gdyby się na nią nie zagapił i nie zadumał nad tym i owym, nie zobaczyłby też wojskowej parady. I nie zainteresowałby się tematem. Ale zobaczył, zainteresował się i tak oto w konsekwencji, wmanewrowany przez wojskowych trafia do obozu szkoleniowego, gdzie ma się stać maszyną do zabijania na froncie toczącej się wojny z Chingerami i… Właśnie, co dalej?
Więc tak: zanim była komediowa fantastyka Terry’ego Pratchetta, a potem jeszcze proza / słuchowiska Douglasa Adamsa, świat poznał „Billa, bohatera galaktyki”. No i nie przypadkiem wspominam akurat o tych twórcach, bo sam Pratchett napisał, że to właśnie dzieło Harrisona jest nie tylko zabawniejsze, niż „Autostopem przez galaktykę”, ale najśmieszniejszą fantastyką w ogóle. I czy się z tym zgodzimy, czy nie, wiadomo, wszystko kwestia poczucia humoru i estetyki, trzeba docenić, że zanim Pratchett zadebiutował w 1971, a Douglas siedem lat później zrobił to swoje słuchowisko, które dziś bardziej znamy z książek, dzieło Harrisona już od wielu lat (dokładnie od 1965 roku, kiedy debiutowało jeszcze w nowelowej wersji) było dostępne na rynku. I tak szybko miało się nie skończyć, bo przerodziło się w wydawaną do 1994 roku (choć ten ostatni tekst to już było ledwie opowiadanie) serię. Z tą serią zresztą było tak, że Harrison w większości bywał jedynie jej współautorem, namówiony do takiego jej stworzenia i nie był zadowolony z tego, co ostatecznie wyszło.
No ale na razie mamy ten pierwszy tom i ten jest autentycznie znakomity. Antywojenna (?) satyra, która ma w sobie tyle znajomych elementów, że po prostu musiała stanowić inspiracje dla kolejnych pokoleń twórców – fabularnie do pewnego momentu rzecz biegnie podobną ścieżką, co późniejsze o ponad dwie dekady „Gwiezdne wojny”. No bo spójrzcie, dzieciak z zadupia, który ma marzenia, kosmiczna wojna no i wplatanie go w te wielkie, militarne wydarzenia. Znajome, prawda? Potem obie opowieści się rozmijają, ale podobieństwa zostają. Zresztą wszystko to kojarzy mi się trochę też z antywojennymi, szalonymi powieściami Kurta Vonneguta, wcześniej jeszcze niż Harrison uprawiającego zbliżony typ literatury, ale tylko trochę, bo jednak to pod wieloma względami inne rzeczy. Acz nada znakomita, nadal pełna prawdy, satyry i świetnie ujętego humoru.
Ot kolejna znakomita książka do polecenia każdemu. Świetnie pomyślana i napisana, dobrze pokazuje wojnę, wojsko i wszystko co się z tematem wiąże. I chociaż tematyka mało przyjemna, rozbawić potrafi., poprawić humor i dostarczyć rozrywki. A że takiej, prozy której chce się ruszyć głową i zadumać, tym bardziej doceniam.
Wciąż nie wiem co takiego ma w sobie autor, że tak chętnie sięgam po jego książki. Jak wielką trzeba mieć wyobraźnię, by wejść na tak wysoki poziom fantastyki i wielowymiarowość wydarzeń. Potrafi tak zakręcić czytelnikiem, że wierzy we wszystko, co tylko on napisze. Podkłada tak prawdziwe postacie, że wpierw bardzo się ich podziwia, innym mocno współczuje, a później stwierdzamy, że dali się omotać na tyle, że kogoś zawiedli, czasami nawet nas. Bardzo dobrze mamy opisane postacie, przy czym wykorzystany jest tu obraz ogólnego opisu przyrównanego do konkretnego typu człowieka i ubioru. W ten sposób, kiedy pisze, że ktoś dużo przeszedł i wygląda jak zeszmacony, to można go sobie od razu wyobrazić. Nieco przerażające było dla mnie to w jaki sposób postać postąpiła z Billem, by zrobił to na czym najbardziej mu zależało. Nie czekał na jego zgodę, nie liczył się z tym kim chciał zostać, tylko otumanił go na tyle, by zaczął robić to, co mu się podoba, by stał się tym, kim on sobie zażyczył. Kiedy już jest tam, gdzie jest, a gdzie nie chciał być, zaczyna dla niego robić się niewesoło, choć ja kiedy o tym czytałam, to siłą rzeczy wciąż się uśmiechałam. W tekście mamy całą masę porównań, do tego tak zabawnych, jakby nie chodziło o to, by oddać to co czuje postać, tylko tak ubarwić te emocje, by siła z jaką je przekazuje zależała od intensywności naszego uśmiechu, parsknięcia bądź samego śmiechu. W pewnym momencie nie zwraca się uwagi na to gdzie jest, co do czego ma poprzyczepiane, tylko na te ozdobniki i zabawne porównania. I powiem wam więcej, to niby fantastyka i przedstawiona pod rozbawienie, ale nie wiem czy i wy dostrzegacie tutaj przemyconą prawdę. Choćby tą dotyczącą wojny, kiedy zostajesz zmuszony do rzeczy, których nie chcesz. Kiedy do odzienia w tajemnicy przed tobą przyczepiają ci chipy kontrolując nie tylko to gdzie idziesz, ale i to, co robisz. Kiedy twoja rodzina zostaje krzywdzona, a ty by nie było im jeszcze gorzej, robisz to, co ci każą. Tak naprawdę można tutaj wymieniać bez końca jak państwo nas ubezwłasnowolniło, co pod przykrywką rozrywki ukazał tutaj autor. Ciekawi mnie tylko ilu znajdzie się odważnych, by te prawdy dostrzec. Właśnie z tego powodu daję jej tak wysoką punktację.
Bill, bohater galaktyki został określony przez Terry'ego Pratchetta jako "najzabawniejsza powieść science fiction, jaką kiedykolwiek napisano". Taka właśnie jest to książka - pełna absurdalnego humoru i szalonych pomysłów gloryfikujących wojnę. Musztra i rygor w wojsku to wręcz nieodłączna część szkolenia i służby wojskowej, które często są przedstawiane w dość komediowy w wielu filmach, czy książkach. Jednak wszystko, co do tej pory widzieliście nijak się ma to tego, co w książce Harrisona musi przeżyć świeży rekrut, a później żołnierz na polu walki. Wszystko tutaj jest przejaskrawione do granic absurdu. Począwszy od zachowań sierżantów, a nawet ich wyglądu, przez okropne jedzenie, aż po samą wojnę. Co ważne, autor z wielkim wyczuciem pokazuje kolejne absurdalne sytuacje, działania wojenne, jak również tarapaty, w jakie wpada główny bohater. Dzięki temu książkę czyta się z wielką przyjemnością i wręcz nie mogłem się doczekać, co za chwilę się stanie z Billem.
Przesłanie, jakie niesie za sobą książka Harrisona jest niestety wciąż aktualne. Jest to satyryczna odpowiedź na militaryzm, imperializm i szowinizm, ale również na typ edukacji, który produkuje bezmyślnie wykonujących zadania żołnierzy. Znajdziemy tutaj wiele sytuacji, które w komiczny sposób obnażają absurdy tych systemów. Niekiedy są to przejaskrawione sytuacje ze szkolenia rekrutów, a innym razem takie, które obnażają bezsens wojny, która jest prowadzona nie wiadomo dlaczego. W trakcie lektury nie sposób nie śmiać się z tego, co spotyka Billa, ale po jej skończeniu jeszcze długo rozmyślałem nad tym, co przeczytałem i jak zakończyła się ta historia.
Bill, bohater galaktyki to ciekawa, lekka i zabawna satyryczna odpowiedź na militaryzm, pokazująca absurdy szkolenia żołnierza, a z czasem również samej wojny. Zdecydowanie jest to tytuł wart poznania. Polecam!