
Wykraczająca poza świat żywych historia miłosna osadzona w karaibskiej scenerii.
Yejide i Darwina, dwoje wyrzutków, łączy zadziwiająca więź ze zmarłymi.
Kobiety z rodziny St Bernard od zawsze żyją w Morne Marie – domu na szczycie wzgórza niedaleko Port Angeles. Zbudowany na popiołach plantacji, która była więzieniem ich przodków, stał się schronieniem dla rodu połączonego czymś o wiele silniejszym niż więzy krwi. W każdym pokoleniu rodziny St Bernard jedna z kobiet odpowiedzialna jest bowiem za przejście dusz mieszkańców miasta w zaświaty.
Relacja Yejide z jej matką Petronellą od początku była naznaczona gniewem. Kiedy Petronella umiera, zostawia Yejide nieprzygotowaną do wypełnienia swojej roli.
Wychowany przez pobożną rastafariankę, Darwin przestrzegał dotąd zakazu obcowania ze śmiercią. Nigdy nie był na pogrzebie, a tym bardziej nie widział zwłok. Jednak, kiedy jego chora matka nie może już pracować, a jedyną pracą, jaką Darwin jest w stanie znaleźć, to kopanie grobów, chłopak postanawia złamać zasady, aby zapewnić byt rodzinie. Zdeterminowany, próbuje odnaleźć się w mieście pełnym możliwości i niebezpieczeństw.
Yejide i Darwin poznają się na największym i najstarszym cmentarzu Port Angeles. To właśnie tam oboje spotkają swoje przeznaczenie.
Kiedy byłyśmy ptakami to urzekająca powieść o dziedziczeniu, stracie i uzdrawiającej sile miłości.
Nigdy nie byłaś najmądrzejsza, ale nawet ty powinnaś wiedzieć, że kiedy martwa kobieta częstuje cię papierosem, należy grzecznie go przyjąć. Zwłaszcza gdy martwa kobieta to twoja matka.
Tytuł oryginalny: When We Were Birds
Tłumacz: Tomasz Wyżyński
| Autor | Ayanna Lloyd Banwo |
| Wydawnictwo | Echa |
| Rok wydania | 2024 |
| Oprawa | twarda |
| Liczba stron | 288 |
| Format | 13.5 x 21.5 cm |
| Numer ISBN | 978-83-8252-543-4 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788382525434 |
| Wymiary | 135 x 215 mm |
| Data premiery | 2024.03.22 |
| Data pojawienia się | 2024.01.04 |
| Dostępna liczba sztuk | |
|---|---|
| Dostępność całkowita | 69 szt. |
| Dostępność w naszym magazynie | 1 szt. (realizacja jeszcze dzisiaj) |
Dostępność w punktach Bonito![]() |
|---|
| ul. Staromiejska 6 (50 m od Rynku) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Pokoju 67 (wyspa w centrum handlowym M1) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Batorego 15B (przecznica od ul. Karmelickiej) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Dobrego Pasterza 122 (Prądnik Czerwony) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Josepha Conrada 79 (obok stacji BP) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Kluczborska 17 (przy pętli "Krowodrza Górka") | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Kobierzyńska 93 (osiedle Ruczaj-Zaborze) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Marii Dąbrowskiej 17A (50 m od CH Czyżyny) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Pawia 34 (blisko Galerii Krakowskiej) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Pilotów 2E (300 m od ronda Młyńskiego) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Wielicka 259 (wyspa w Galerii Mozaika) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Wysłouchów 3 (Kurdwanów) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Zakopiańska 62 (Park Handlowy Zakopianka) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 51 (skrzyżowanie z ul. Płaskowickiej) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 88 (Ursynów - metro Stokłosy) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Niepodległości 54 (przy stacji metro Wierzbno) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Chmielna 4 (50 metrów od ul. Nowy Świat) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Czapelska 48 (200 m od ronda Wiatraczna) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Kondratowicza 37 (blisko Szpitala Bródnowskiego) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Żeromskiego 1 (przy stacji metra Słodowiec) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Plac Grunwaldzki 25 (w budynku Grunwaldzki Center) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Ruska 2 (przy Placu Solnym) | Zamów i odbierz już jutro |
Darmowa dostawa już od 199,00 zł
"Śmierć <-> życie"
Miejsce akcji – Karaiby, Trynidad.
To jedyne co prawdziwe w tej powieści. Reszta to fikcja literacka.
W książce śledzimy losy dwóch głównych postaci Yejide i Darwina. Na początku nie widzimy wspólnych powiązań jednak z biegiem historii ich światy zaczynają się łączyć.
Darwin to młody chłopak szukający swojego miejsca w życiu. Takie najbardziej przyziemne sprawy jak praca, utrzymanie rodziny, chęć zmiany życia doprowadzają go do bram cmentarza. Choć nigdy nie pomyślałby, że czeka go taka przyszłość, zostaje grabarzem. W jego życiu również jak i w przypadku drugiej głównej bohaterki najważniejszą rolę odgrywają kobiety, to dla niech lub przez nie dokonuje danych wyborów.
Yejide to młoda dziewczyna. Ze śmiercią ma wiele wspólnego już od najmłodszych lat. W jej rodzinie kobiety od pokoleń związane były z umarłymi. Jej postać śledzimy głównie w oparciu o inne kobiety obecne w jej życiu.
Miałam co do tej książki chyba nieco większe oczekiwania. Myślałam, że historia bardziej mnie wciągnie jednak ostatecznie nie zaciekawiła mnie tak bardzo. Po skończeniu nie zostawiła we mnie zbyt dużo do rozmyślania. Na plus zdecydowanie długość powieści. Niespełna 300 stron wydaje mi się wystarczające. Autorka przesadnie nie rozwlekała wątków i starała się wyczerpać temat.
Główną rolę w tej powieści gra zdecydowanie śmierć. Widzimy ją w różnych miejscach, pod różną postacią. Czasem jest ona bardziej realna, czasem jawi się jako coś odległego, fikcyjnego. Często dotyka bohaterów bezpośrednio, a niekiedy pozornie nie jest z nimi związana.
Są poruszane także inne tematy jak: trudne relacje dzieci z matkami, przeznaczenie, okradanie grobów, widzenie zmarłych, rastafarianizm, dziedziczenie, strata, różne formy miłości, poszukiwanie tożsamości, tradycja, wierzenia.
Z gatunkiem jakim jest realizm magiczny nie miałam
jeszcze zbyt dużo wspólnego ale niewątpliwie jest to ciekawy nurt.
„Śmierć to też życie, tylko innego rodzaju.”
Dzięki wydawnictwu Czarna Owca miałam przyjemność przeczytania tej wspaniałej książki.
I było to dla mnie nowe doświadczenie. Książka pochłonęła mnie bez reszty. Napisana bardzo przystępnym językiem historia dwóch młodych osób (Darwina i Yejide),którzy zaczynają obcować ze śmiercią, ale dla kontrastu ich życie zupełnie różni się od siebie, a jednak na końcu łączy!. Nie ma tu akcji, wszystko dzieje się powoli, jest wysublimowane. Poznajemy uroki pracy na cmentarzu, wewnętrzną walkę z przekonaniami, powalenie wychowania w oddaleniu od śmierci. Z drugiej strony mamy bliskie obcowanie ze śmiercią, wręcz "fantastyczne" przeniesienie w świat mitów, legend, opowieści, a być może prawdy widziane oczami rodziny z tradycjami, która uważa śmierć i obcowanie z umarłymi za element naszego życia, spuścizny. Piękna książka, inna, polecam każdemu. We mnie wywołała spokój, wyciszenie, informację, że na śmierć można patrzeć na różne sposoby.
Oryginalna, przejmująca i bardzo wciągająca opowieść. Pomimo dramatyzmu i trudnej historii to dająca spokój. Pomiędzy światem żywych i umarłych jest tak dużo miejsca na niezwykłe historie. Doskonale napisane z dbałością o język i czułością.
Bardzo ważny głos w literaturze, zakorzeniony w tradycji i baśniach. Smutek ma tu nowy wymiar a wyrazem jest oszałamiający liryzm.
Dziękuję wydawnictwu za egzemplarz recenzencki. Książka jest przepięknie wydana :)
Istnieją powieści, które wymagają, bezpośredniego wyjaśnienia do kogo głównie są głównie kierowane i dlaczego powstały. Choć niekoniecznie. Szczerze powiedziawszy, ciekawiło mnie to i dopiero dowiedziałam się z zaczerpnięcia wiedzy po przeczytaniu 10 rozdziału.
To była właściwie podjęta decyzja, ponieważ rozumiem, co miała, na myśli autorka tworząc historię, która pozostawiła ślady odległej przeszłości.
Po zapoznaniu się z treścią opisu książki pt. ''Kiedy byłyśmy ptakami'' autorstwa Pani Ayanna Lloyd Banwo wzbudził zainteresowanie, co ukrywa tajemniczo brzmiący nadany jej tytuł oraz tocząca się w niej akcja, która budzi emocje, co do relacji z rodzicami występujących u głównych bohaterów.
Dwa różniące się od siebie światy Yejide St. Bernard i Emmanuela Darwina dzieli jedynie spotkanie się, a łączy konflikt z rodzicami. Nie umieją do siebie dotrzeć w codziennej komunikacji. Cierpią na tym oboje. Nie do końca czują się z tym dobrze. Czy znajdą sposób, aby poprawić relacje, czy na zawsze pozostanie on niezażegnany?
Na pierwszy rzut oka zachowania negatywne rodziców wzbudzają we mnie niezadowolenie, gdyż Yejide i Darwin traktują ich godnie pomimo tego, że oni nie zawsze rozumieją to, czego pragną dokonać, aby ich życie było nieco inne od tego, jakie jest obecnie.
Na szczęście w drodze do szczęścia pojawiają się anioły, które pomagają przetrwać trudne chwile, lecz są one nie w każdym przypadku. Zależy to od sytuacji życiowej sytuacji, jakiej znajdują się główni bohaterowie. Czy ujawnią oni swoje prawdziwe oblicze, czy jednak pozostaną na zawsze w cieniu, aby móc nie przeszkadzać w życiu, które bywa początkiem pożegnania przypominającej o sobie przeszłości po przodkach lub osobach bliskich zaznaczających po sobie niepotrzebne ślady, z którymi należy walczyć do samego końca?
Od samego początku podobał mi się Emmanuel Darwin, który to był pracowity, dzielny, odważny, ciekawy poznania tajników pracy wzbudzająca u niektórych strach zainteresowanie, gdzie dusza wędruje po pożegnaniu się z nią na cmentarzu. Czy będzie dane zobaczyć z bliska przebieg ceremonii, kto mu ją pokaże, czy jednak nie będzie mógł uczestniczyć w ostatniej drodze na wieczny spoczynek? Który moment jego życia będzie przełomowym, czy odkryje smak prawdziwej miłości, czy matka wybaczy mu to, że złamał zasady rodzinne zabraniające uczestnictwa w uroczystości pogrzebowej i zbliżaniu się do umarłych?
Poznając, życie Yejide miałam bardzo mieszane uczucia, bo nie zawsze rozumiałam jej postępowanie. Była zagubiona i nie wiedziała, co ma robić po utracie matki. Można było łatwo wywnioskować, jak traktowała ona córkę, czy potrafiła ją w pełni zrozumieć i wyjaśnić, na czym polega życie kobiety, która ma, powierzone zadanie jako głowa rodziny przeprowadza dusze mieszkańców miasta w zaświaty, czy odpowiednio przygotowała ją do tej roli, czy jednak nie pozostawiając żadnej wskazówki, aby była zdana wyłącznie na siebie lub ewentualnie ujawniła sekret rodzinie, aby, pomogli jej krok po kroku odkrywać go wraz z na czele osobami zupełnie jej obcymi chcącymi uczestniczyć w magii rytuałów rodzinnych?
Czy przypadkowe spotkanie Darwina i Yejide pomoże im w odnalezieniu świata, który bywa niewidzialną potęgą dla tych, którzy w nim obecnie żyją i patrzą na nas z góry, czy ich wzajemna miłość będzie miała wpływ na całościowy przebieg toczącej się akcji w tej oto powieści?
Polecam przeczytać powieść.
Książka „Kiedy byłyśmy ptakami” autorstwa pani Ayanny Lloyd Banwo to moje pierwsze spotkanie z literaturą pochodzącą z Trynidadu. Byłem bardzo ciekawy tego spotkania.
Ona – Yejide St. Bernard – kobieta która dzięki umiejętnością przekazywanym z pokolenia na pokolenia kobietą w jej rodzinie pomaga przeprowadzać dusze osób zmarłych w zaświaty oraz ułatwiać żywym pogodzenie się z utratą najbliższych.
On – Emmanuel Darwin – wychowany w duchu i kulturze rastafarian stroniący od wszelkich punktów styku świata żywych ze światem umarłych zmuszony przez ubóstwo do złamania zakazów obcowania ze śmiercią i rozpoczyna pracę na cmentarzu jako grabarz.
Dwa światy, dwie osoby, dwie perspektywy do tego samego tematu.
Urzekająca i niebanalna opowieść o różnym podejściu do umierania, dzięki krótkim i wciągającym rozdziałom pozwala czytelnikowi we własnym tempie delektować się pełną emocji i uczuciowych subtelności opowieścią o śmierci.
Dodatkowym smakiem jest ukazanie barwnego klimatu karaibskiego, kolorytu i wierzeń ludowych.
Zainteresowałam się publikacją zatytułowaną Kiedy byłyśmy ptakami z trzech powodów. Pierwszy z nich związany jest z osobą autorki Ayanną Lloyd Banwo. Urodziła się w egzotycznym i mało mi znanym Trynidadzie. Mimo iż od lat mieszka w Wielkiej Brytanii nie czuje się z nowym krajem mocno związana. Ciekawa byłam jak Banwo postrzega otaczający nas świat, jaki jest jej stopień wrażliwości i jakie pokłady wyobraźni w niej drzemią. Drugi to sceneria, ponieważ akcja rozgrywa się na Karaibach. Trzecim powodem jest przepiękne wydanie książki. Barwna okładka, twarda oprawa, dobrze dobrana czcionka, która umilała lekturę, bo była przyjazna dla wzroku. Coś mnie do tej powieści przyciągało.
Yejide St. Bernard mieszka wraz z rodziną w domu na wzgórzu na dawnej plantacji kakao. Kobiety z jej rodu mają od wieków wielką moc. Potrafią przeprowadzać dusze zmarłych w zaświaty, widziały nadchodzącą śmierć, pomagały zmarłym odzyskać spokój. Ta wiedza i umiejętności przechodzą z pokolenia na pokolenie. Kiedy nadchodził ich kres, umierają podczas burzy – to sposób, by właściwa energia przeszła na dziedziczkę. Kobiety z rodu podobno kiedyś były Corbeaux, czyli krukami bez strachu obcującymi ze śmiercią. Relacje Yejide z matką były bardzo skomplikowane, oziębłe i oschłe. Kiedy kobieta umiera i pozostawia córkę nieprzygotowaną do przejęcia rodzinnej roli, ta chce się zbuntować i opuścić posiadłość.
Tymczasem Emanuel Darwin został wychowany przez pobożną matkę w strachu przed zmarłymi. Od dziecka miał zakaz zbliżania się nie tylko do zwłok, ale i do cmentarzy. Jednak dla ratowania finansów rodziny chłopak wbrew zakazom matki wyjeżdża do innego miasta, w którym dostał pracę jako grabarz. Ścieżki jego i Yejide się skrzyżują. Darwin bowiem pracuje na tym samym cmentarzu, na którym mają być pochowane zwłoki matki dziewczyny.
Co wyniknie z tego spotkania?
Jakie tajemnice skrywa stary cmentarz?
Kiedy byłyśmy ptakami to powieść, która oczarowała mnie swoim klimatem. Rzadko sięgam po literaturę piękną, ale ta publikacja mnie ujęła. Jest pełna smutku, ale jednocześnie intrygująca i oryginalna. Autorka umiejętnie balansowała między światem żywych i umarłych. Bił od tej powieści realizm magiczny przynoszący rodzaj ukojenia. Legendy i mity mieszały się z rzeczywistością. W powieści znalazło się miejsce zarówno na wątek kryminalny, jak i na przedstawienie bolączek mieszkańców karaibskich wysp: bieda, korupcja, brak możliwości godziwej pracy, sytuacja osób chorych, starszych czy samotnych, którymi nikt się nie interesuje. Mistyczny świat duchów łączy się więc z brutalnym światem żywych. Wątek miłosny głównych bohaterów osładza gorycz zmagań z szarą codziennością. Jest opisany bardzo subtelnie. Muska nas jak delikatny wietrzyk, który podczas fali upałów przynosi odrobinę orzeźwienia i wytchnienia. Akcja powieści rozgrywa się w dużej mierze na cmentarzu, co uważam za doskonały i dający do myślenia symbol. Bez względu na to, z jakiej rodziny się wywodzimy, co w życiu osiągniemy i jakimi jesteśmy ludźmi, czeka nas ten sam koniec. Kiedy nadejdzie czas wszystkie nasze dawne animozje, marzenia, plany zostaną zakopane wraz z nami parę metrów pod ziemią. Wobec śmierci wszyscy jesteśmy równi i nie możemy przed nią uciec...
„Najtrudniej na świecie być dobrym człowiekiem. Zawsze kogoś zawodzimy”.
Za możliwość zapoznania się z treścią książki dziękuję PRart Media oraz Wydawnictwu Echa
Niecodzienna, magiczna opowieść. Taka, w której mity i legendy mieszają się z rzeczywistością. I trudno odróżnić jedne od drugiej. Jak zrozumieć to, że kobiety z rodziny St Bernard mają kontakt z umarłymi. Czy tylko tak im się wydaje, czy też naprawdę są w stanie ich zobaczyć, a co więcej przewidzieć czyjąś śmierć? Opowieść o niezwykłych damach płynnie splata się z losami młodego rastafarianina. Historia pełna tajemnic, nieoczekiwanych zwrotów akcji, napisana językiem baśni. Czytelnik nawet się nie spostrzeże, gdy już po uszy zatonie między kolejnymi stronami, gdy wciągnie go osobliwy klimat tej powieści. Bardzo się cieszę, że wpadła w moje ręce. Dzięki niej chociaż przez kilka chwil byłam na Trynidadzie, poznając jego kulturę i wierzenia. Polecam.
Kiedy byłyśmy ptakami to niezwykła opowieść. To historia uczucia rodzącego się pomiędzy dwójką młodych ludzi, których wiele dzieli. Yejide i Darwin. Ona pochodzi z rodziny, dla której śmierć to coś oczywistego, bliskiego, gdzie czuć szczególną więź ze zmarłymi. Pochodzi z rodziny, w której w każdym pokoleniu jedna z kobiet pomaga przejść duszom mieszkańców miasta w zaświaty.
On wiódł spokojne życie poza miastem. Jako Rastafarianin zawsze trzymał się z daleka od śmierci, nigdy nie był na pogrzebie, nie widział zwłok, nie chodził na cmentarze. Los czasem jednak zmusza do złamania własnych reguł i ciężka sytuacja finansowa sprawia, że Darwin musi podjąć pracę na cmentarzu. Tu właśnie, na największym i najstarszym cmentarzu Port Angeles poznają się bohaterowie.
Historia jest pięknie opowiedziana, zabiera nas w magiczny i tajemniczy świat. Jest tu watek romantyczny, ale i kryminalny. Są przemyślenia bohaterów, jest spotkanie świata żywych ze światem umarłych. Czasem razem z bohaterami można się zastanawiać, czy dana sytuacja, dane spotkanie odbyło się naprawdę, czy może tylko w naszej wyobraźni. Myślę, że dzięki temu zabiegowi każdy czytelnik może na swój sposób interpretować treść, co czyni książkę jeszcze bardziej ciekawą.
„Poruszający, magiczny debiut”, który jest przepięknie wydany. Polecam.
"A teraz wezwijmy tych, którzy przyszli przed nami, którzy są z nami i którzy przyjdą po nas, gdy zmienimy się w proch".
Są takie książki, których nie sposób nie przeczytać. One po prostu przyzywają. Tak było z książką Banwo. „Kiedy byłyśmy ptakami” jest powieścią niezwykłą na każdej możliwej płaszczyźnie. Rzadko kiedy książka łączy w sobie kilka, z pozoru niemożliwych do połączenia gatunków. To powieść trochę obyczajowa, trochę kryminalna, ale moim zdaniem przede wszystkim jest to historia niezwykłej miłości, która zdarzyła się na pograniczu świata żywych i umarłych. I tu do akcji wkracza odrobina realizmu magicznego osnutego wokół karaibskiej kulturowości. Poznajemy nierzeczywiste opowieści, niemal magiczne wydarzenia, niemożliwe do zajścia zdarzenia i emocje wykraczające poza zdolność pojmowania.
I chyba właśnie emocje są drugim bohaterem powieści. Są bardzo silne, poprzez monologi wewnętrzne i myśli bohaterów oddziałują na czytelnika, czasem budzą niepokój, często otaczają smutkiem i niewypowiedzianym żalem, ale też otulają miłością i czułością. Bardzo pięknie, wręcz epicko oddane są emocje i rodzące się uczucie pomiędzy Yejide i Darwinem. Darwin jest rastafarianinem i ma zakaz obcowania ze śmiercią, ale by zarobić na życie podejmuje pracę na cmentarzu. Yejide zaś pomaga duszom zmarłych przejść w zaświaty. Ta miłość po prostu nie powinna się zdarzyć, a jednak Yejide i Darwin są sobie przeznaczeni, uzupełniają się.
Niezwykłe jest też zderzenie w powieści światów żywych i umarłych, które dowodzi, że te płaszczyzny wzajemnie się przenikają, że śmierć to inny rodzaj życia, i że są tacy, którzy stanowią pomost między tymi światami. Ale ponieważ z realizmem magicznym tak już jest, że nie można do końca stwierdzić, co tu jest prawdą, a co jedynie wytworem wyobraźni, autorka stawia w tym temacie wiele otwartych kwestii, pozostawiając je indywidualnej ocenie i wierze odbiorcy.
To niezwykle piękna, liryczna powieść, emocjonalna, okraszona dramatyzmem, czasami uderzająca surowością, zawierająca wiele ważnych, wartych zapamiętania zdań. W pewnym momencie lektury złapałam się na tym, że czytam powoli, jakbym chciała przedłużyć tę historię, delektować się treścią.
Wspaniałe to było. Ayanna Lloyd Banwo to nazwisko, które warto zapamiętać.