
Klimatyczna, niepokojąca i jednocześnie pełna humoru opowieść z Jasną Górą w tle.
Po maturze Wiolka przyjeżdża z rodzinnej wsi do Częstochowy na studia polonistyczne. Życie w mieście to dla dziewczyny szereg nowych wyzwań. Tułając się od jednej stancji do drugiej poznaje ludzi i ich historie, pochłania lektury, wspomina czas dzieciństwa, zakochuje się po raz pierwszy.
Stancje to luźna kontynuacja docenionego przez krytykę zbioru opowiadań Guguły z 2014 roku.
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o, ul. Marszałkowska 116/122, 00-017 Warszawa (PL), adres e-mail: bok@gwfoksal.pl
| Autor | Wioletta Grzegorzewska |
| Wydawnictwo | W.A.B. / GW Foksal |
| Rok wydania | 2017 |
| Oprawa | twarda |
| Liczba stron | 192 |
| Format | 13.5 x 20.2 cm |
| Numer ISBN | 978-83-280-4596-5 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788328045965 |
| Waga | 250 g |
| Wymiary | 130 x 200 x 18 mm |
| Data premiery | 2017.06.30 |
| Data pojawienia się | 2017.06.30 |
| Dostępna liczba sztuk | |
|---|---|
| Dostępność całkowita | 11 szt. |
| Dostępność w naszym magazynie | 1 szt. (realizacja jeszcze dzisiaj) |
Dostępność w punktach Bonito![]() |
|---|
| ul. Staromiejska 6 (50 m od Rynku) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Pokoju 67 (wyspa w centrum handlowym M1) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Batorego 15B (przecznica od ul. Karmelickiej) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Dobrego Pasterza 122 (Prądnik Czerwony) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Josepha Conrada 79 (obok stacji BP) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Kluczborska 17 (przy pętli "Krowodrza Górka") | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Kobierzyńska 93 (osiedle Ruczaj-Zaborze) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Marii Dąbrowskiej 17A (50 m od CH Czyżyny) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Pawia 34 (blisko Galerii Krakowskiej) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Pilotów 2E (300 m od ronda Młyńskiego) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Wielicka 259 (wyspa w Galerii Mozaika) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Wysłouchów 3 (Kurdwanów) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Zakopiańska 62 (Park Handlowy Zakopianka) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 51 (skrzyżowanie z ul. Płaskowickiej) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 88 (Ursynów - metro Stokłosy) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Niepodległości 54 (przy stacji metro Wierzbno) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Chmielna 4 (50 metrów od ul. Nowy Świat) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Czapelska 48 (200 m od ronda Wiatraczna) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Kondratowicza 37 (blisko Szpitala Bródnowskiego) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Żeromskiego 1 (przy stacji metra Słodowiec) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Plac Grunwaldzki 25 (w budynku Grunwaldzki Center) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Ruska 2 (przy Placu Solnym) | Zamów i odbierz już jutro |
Darmowa dostawa już od 199,00 zł
Decydując się na czytanie Stancji nie do końca wiedziałam czego się spodziewać po tej książce. Możecie się ze mnie śmiać, ale w ogóle nie powiązałam tytułu z mieszkaniem na stancji. Nie wiem dlaczego. Wszystko dzieje się w drugiej połowie lat 90-tych i to właśnie z tego powodu po nią sięgnęłam, bo to czasy mojego dzieciństwa.
Nie spodziewałam się, że książka ta aż tak mi się spodoba. Do Częstochowy przyjeżdża młoda Wiola. Zapisuje się na studia filologiczne i nie zostaje jej przydzielony akademik z racji dość bliskiego miejsca zamieszkania. Rozpoczyna się jej podróż przez stancje w trakcie której poznaje kilka niesamowitych osób. Błąka się po zimnym robotniczym Hotelu prowadzonym przez koleżankę Natkę i poznaje rosyjskich bliźniaków Aleksa i Siergieja. Trafia do zgromadzenia sióstr Oblatek, gdzie w cichych korytarzach stukot sandałów przywołuje duchy ofiar II Wojny Światowej. Wiola próbuje żyć samodzielnie z dala od rodziny. Z trudem wiąże koniec z końcem, a w tłumie szuka sylwetki pana Kamila, jej dawnej miłości, który gdzieś w Częstochowie mieszka.
W książce występują świetne poprowadzone retrospekcje. Czasami nie wiadomo kiedy się zaczynają, a kiedy kończą. Przeszłość płynnie przeplata się z teraźniejszością. Wiola przypomina sobie swoje własne dzieciństwo, życie rodziny, a nawet zupełnie obcych ludzi, którzy skończyli swoje życie dawno temu podczas wojny, a jednak stają się dla niej bardzo bliscy.
Nie przypominam sobie, abym czytała kiedyś książkę z akcją osadzoną w połowie lat 90-tych. Jest naprawdę klimatycznie. Autorka wspomina wiele rzeczy kultowych w tamtym czasie, chociażby specyficzną modę i popularne książki. Powieść ta wydała mi się też nieco smutna, czy może lepsze określenie to melancholijna. Jest to też bardzo inspirująca historia o poszukiwaniu swojego miejsca. Aż żałuję, że nie znam ukazanej w niej Częstochowy tamtych lat. Jeśli w niej mieszkacie, to książka powinna Wam się spodobać podwójnie. Jest napisana przepięknym językiem i czyta się ją szybko, bo jest bardzo krótka - zaledwie 192 strony. Jednak nie przeszkodziło to autorce w zawarciu w niej pięknych emocji i pasjonującego ciągu zdarzeń i przygód. Naprawdę polecam.
Lubię wszystko, co nosi z sobą woń nostalgii poznania samego siebie. Wszelkie bildungsroman pisane w pierwszej czy trzeciej osobie płci żeńskiej czy męskiej. Lubię zmysł zwątpienia i odkrywania, który niekoniecznie jest zabarwiony tęczą, za którą wiecznie wyłania się ostatecznie słońce, oślepiając milionem pozytywnych nadziei na przyszłość. Rośniemy, pęczniejemy od drobnych pomyłek. Deszczowe dni też mogą być podłożem rozwoju. Zatem, gdy otworzyłam przed sobą „Stancje”, a tam na wstępie czekał na mnie poniższy cytat, to wiedziałam, że gdzieś już się zaczepił i zostanie:
"Strugi deszczu spływają po szybach autobusu. Zmierzch się zabawia twarzami pasażerów, zmieniając je w szare, bezkształtne ameby. Kiedy kierowca gasi światło, tłum zlewa się w jedno i przypomina zdychającego walenia. Jego cielsko napiera, puchnie, parska wiechciami szczypiorku, pietruszki i kopru, które wystają z siatek. Zapach stęchłych kufajek, wełnianych swetrów i lotionów, którymi kobiety spryskują sobie włosy, przyprawa mnie o mdłości."
Kto z nas, w którymś momencie nie czuł się taką bezkształtną amebą. W anonimowym tłumie, który zionie zapachami, ale brakuje mu czucia. Świat przedstawiony w prozie Wioletty Grzegorzewskiej jest namacalny, można go powąchać, dotknąć faktury i albo odwrócisz się z obrzydzeniem albo przytakniesz w przypływie zrozumienia. Ja też byłam tą studentką, w bezkształcie tłumu pędzącego ku swoim sprawom, pracom, szkołom.
Oczywiście, że rozumiem i czuję. To wszystko. Zdychającego walenia. Od razu przed oczami staje mi dziewczyna, która pewnego zimowego dnia w przepełnionym jak zwykle o szóstej rano pociągu, zemdlała tuż u moich stóp. Tego dnia waleń ją przygniótł, a mnie opłynęła fala współczucia zmieszana z pełną wyrozumiałością. To mogłam być ja, ale miałam to szczęście, że tego dusznego dnia znalazłam miejsce siedzące w drodze do Poznania lat studenckich.
Już jesteście? Wsiedliśmy razem z Wiolettą w podróż po jej „Stancji”? To nie jest trudne, prawda? Wystarczy odrobina empatii. My, na szczęście, mamy trafną, ciętą i dobitną formę narracji charakterystyczną dla autorki, by chociaż nam podróż minęła lżej.
"Lepiej niż przeboje emtiwi znam dzieła zebrane Szekspira, polską i francuską, a przede wszystkim rosyjską klasykę, którą po upadku Peerelu ojciec przynosił do domu na kilogramy z działu makulatury myszkowskiej papierni, gdzie pracował. O seksie, jak na nastolatkę wychowaną na wsi, teoretycznie wiem sporo, to znaczy mniej więcej tyle, ile wyczytałam w „Sztuce kochania” Wisłockiej, „Zwrotniku raka” Henry’ego Millera i „Pamiętniku Fanny Hill” plus wiedza czerpana z opowieści wujów przy stole, przy paru głębszych."
„Studentka” – tak zwraca się do niej Waldek, stróż w hotelu Wega – zna siebie dość dobrze, ale przed nią jeszcze wiele zaskakujących zwrotów akcji w narracji życia, które ją za chwilę zacznie przygniatać, wysysać siły witalne i kalorie. Nie dostając miejsca w akademiku, ponieważ mieszka za blisko Częstochowy, „studentka” rozpocznie tułaczkę po szemranych zakamarkach, pierwszych naiwnościach, nauczkach i bólach. Będziemy z nią czekać na grzałkę, by wypić „malinową herbatę granulową przypominającą trutkę na szczury”, zamiast treściwych pokarmów będziemy zastanawiać się czy dziś wypić zupkę chińską krabową czy złoty kurczak. Usłyszymy stukanie ciężkich chodaków i poczujemy smród Domestosa na dłoniach, gdy „studentka” wyląduje u sióstr bezhabitowych. Jednocześnie wpakuje się w dziwnie zależną relację z matką przełożoną, mającą problemy z pamięcią i biorącą ją za swoją córkę zmarłą podczas wojny.
"Poczekalnię dworcową od pasażu oddziela przeszklona ściana. Figlują w niej światełka automatów do gier. Chłopcy ubrani w dresy odpalają żetonami Punishera. Na ekranach brykają postacie Terminatora, zwisającego na lianie Jungle Kinga i rozpalonego do czerwoności Tekkena."
Ja wiem co w jej prozie podoba mi się najbardziej. Ma piekielnie mocne wstępy i wartościowe zakończenia każdej myśli. Świat przedstawiony mieni się kalejdoskopem wrażeń oddanych w niebanalnych wiązankach słów. Mnie splata swoimi zaklęciami słownymi.
Wyrobić sobie styl w dobie mnóstwa książek nie jest łatwo. Grzegorzewska wychodzi z tego obronną ręką. Z bezkształtnej ameby swoich lat studenckich, staje się wyrazistym kształtem we współczesnej prozie polskiej, a nam jest dane być świadkami tego rozwoju. Autorka wyrywa się krzykiem z „poczwarki związanej oplotem”. Świadoma, że „szła z walizką, pozwalając po drodze, by inni wybierali role dla niej”. Może znajdą się tacy, którzy tak bardzo zakochali się w „Gugułach”, że tułaczka po „Stancjach” nie porwie ich z takim samym rozmachem. Ja jednak siadam obok „Stancji” i poklepuję książkę ze zrozumieniem wymieszanym z podziwem dla plecionek słów witych przez autorkę.