
Czasem na naszej drodze stają ludzie, którzy niczym anioły niosą nam pomoc. Trzeba tylko usłyszeć ich szept, który w życiu bohaterów tej ciepłej, uroczej opowieści ma siłę wiatru w czasie sztormu…
Życie w malowniczej nadmorskiej miejscowości Płotki toczy się spokojnie i niespiesznie. Bogusia po wypadku samochodowym musiała porzucić plany otwarcia własnej piekarni i porusza się na wózku. W jej rodzinie niezrozumienia i pretensje są wyczuwalne na każdym kroku, a niespełnione marzenia nadal bolą. Eleonora, starsza kobieta, która mieszka tuż obok plaży, czuje się samotna, choć nie chce się do tego przyznać. Lucyna, sekretarka wójta i największa plotkara w okolicy, doświadcza straty najlepszej przyjaciółki. Młodziutka Sonia nie potrafi się wyzwolić od ciążącego na niej stereotypu córki pijaka, przez co popełnia błędy i nie może rozwinąć skrzydeł.
Pojawienie się w miasteczku tajemniczej Oliwii wywołuje niemałe zamieszanie. Choć dziewczyna zdaje się zdystansowana, szybko się okazuje, że z każdym udaje jej się nawiązać nić porozumienia. Interesuje ją też miejscowa latarnia morska, o której krążą legendy. Z każdym dniem coraz bardziej chce poznać tajemniczego latarnika i zrozumieć, co jej zmarła matka chciała przekazać między wierszami ostatniego listu, który po sobie zostawiła.
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: WYDAWNICTWO FLOW SEWERYN & WITKIEWICZ Sp. z o.o., ul. Metalowców 13/B1/104, 41-500 Chorzów (PL), adres e-mail: biuro@wydawnictwoflow.pl
| Autor | Aleksandra Rak |
| Wydawnictwo | Wydawnictwo FLOW |
| Rok wydania | 2023 |
| Oprawa | miękka |
| Liczba stron | 384 |
| Format | 13.5 x 20.5 cm |
| Numer ISBN | 978-83-67402-24-8 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788367402248 |
| Waga | 394 g |
| Wymiary | 135 x 205 x 28 mm |
| Data premiery | 2023.01.18 |
| Data pojawienia się | 2023.01.19 |
| Dostępna liczba sztuk | |
|---|---|
| Dostępność całkowita | 10 szt. |
| Dostępność w naszym magazynie | 2 szt. (realizacja jeszcze dzisiaj) |
Dostępność w punktach Bonito![]() |
|---|
| ul. Staromiejska 6 (50 m od Rynku) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Pokoju 67 (wyspa w centrum handlowym M1) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Batorego 15B (przecznica od ul. Karmelickiej) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Dobrego Pasterza 122 (Prądnik Czerwony) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Josepha Conrada 79 (obok stacji BP) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Kluczborska 17 (przy pętli "Krowodrza Górka") | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Kobierzyńska 93 (osiedle Ruczaj-Zaborze) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Marii Dąbrowskiej 17A (50 m od CH Czyżyny) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Pawia 34 (blisko Galerii Krakowskiej) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Pilotów 2E (300 m od ronda Młyńskiego) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Wielicka 259 (wyspa w Galerii Mozaika) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Wysłouchów 3 (Kurdwanów) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Zakopiańska 62 (Park Handlowy Zakopianka) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 51 (skrzyżowanie z ul. Płaskowickiej) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 88 (Ursynów - metro Stokłosy) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Niepodległości 54 (przy stacji metro Wierzbno) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Chmielna 4 (50 metrów od ul. Nowy Świat) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Czapelska 48 (200 m od ronda Wiatraczna) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Kondratowicza 37 (blisko Szpitala Bródnowskiego) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Żeromskiego 1 (przy stacji metra Słodowiec) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Plac Grunwaldzki 25 (w budynku Grunwaldzki Center) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Ruska 2 (przy Placu Solnym) | Zamów i odbierz już jutro |
Darmowa dostawa już od 199,00 zł
To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, słyszałam o jej wcześniejszych powieściach jednak nie miałam okazji żadnej przeczytać, czego ogromnie teraz żałuję, bo jestem pod ogromnym wrażeniem tego w jaki sposób Ola pisze. Do sięgnięcia po książkę "Latarnik" rozpoczynającą serię #szeptanioła zachęcił mnie interesujący opis oraz cudowna okładka, jak się okazało wnętrze powieści również jest dopracowane w każdym calu i wygląda wręcz obłędnie! Stylistyka i język jakim posługuje się autorka jest bardzo lekki, prosty i przyjemny co sprawia, że książkę czyta się naprawdę szybko. Ja pochłonęłam ją w jedno popołudnie i nie odłożyłam póki nie przeczytałam ostatniego zdania. Fabuła została w interesujący sposób nakreślona, przemyślana, dopracowana i równie dobrze poprowadzona, a bohaterowie naprawdę świetnie wykreowani. To niezwykle prawdziwe postaci, które z powodzeniem moglibyśmy spotkać w rzeczywistości i z którymi śmiało moglibyśmy się utożsamić w wielu kwestiach, podzielając podobne troski i dylematy. Historia przedstawiona jest z perspektywy kilkorga bohaterów, co pozwoliło mi lepiej ich poznać, dowiedzieć się co czują, myślą oraz lepiej zrozumieć ich postępowanie oraz decyzję. Myślę, że w tym przypadku był to świetny zabieg, ponieważ tym sposobem każda z postaci odegrała tutaj istotną rolę, dostarczając tym samym wielu wrażeń i emocji! Akcja powieści toczy się swoim niespiesznym rytmem, pozwalając Czytelnikowi skupić się na relacjach, więziach, słowach i gestach głównych postaci. Razem z bohaterami przenosimy się do nadmorskiej miejscowości Płotki, swoją drogą autorka w tak barwny i plastyczny sposób opisuje to miejsce i jego środowisko, że wielokrotnie miałam wrażenie jakbym towarzyszyła bohaterom podczas wszystkich wydarzeń. Czuć taki małomiasteczkowym klimat panujący w Płotkach, gdzie wszyscy się znają, wszystko o sobie wiedzą i jednocześnie w razie potrzeby sobie pomagają. Lubię takie społeczności. Z każdą kolejną przeczytaną stroną coraz bardziej odczuwałam niepowtarzalną magię tego miejsca, coraz bardziej intrygowała mnie tajemnica związana z tytułowym latarnikiem i ciekawiło mnie to jak Ola poprowadzi losy bohaterów. Pisarka nie boi się poruszać życiowych i ponadczasowych tematów, takich jak: strata bliskiej osoby, przemoc domowa, problem alkoholowy czy niepełnosprawność, które wywołują w Czytelniku wiele mieszanych odczuć oraz skłaniają do głębszych przemyśleń nad własnym życiem i wyborami jakich dokonujemy każdego dnia. "Latarnik" to emocjonująca, poruszająca i wartościowa historia, pełna życiowych mądrości, doświadczeń i prawd, z którą cudownie spędziłam czas. Nie mogę się już doczekać poznania dalszych losów bohaterów. To idealna lektura fanów literatury obyczajowej. Polecam!
Aleksandra Rak to zdecydowanie nasza polska Colleen Hoover. Jej książki są tak cudowne, że podczas ich czytania świat naokoło może nie istnieć. Każda historia autorki wywołuje we mnie niemałe poruszenie. O dziwo to właśnie książki Oli - nadmieniam, że są to obyczajówki, których unikam jak ognia - doskonale znają drogę do mojego serduszka i wiedzą w które miejsce uderzyć, abym się w nich po prostu zatraciła. Jak tylko zobaczyłam "Latarnika" i jego przepiękną okładkę, moje serce zabiło szybciej. Ja musiałam ją mieć i musiałam ją przeczytać. To było silniejsze ode mnie! I proszę nie przewracać mi tu oczami na to co piszę, bowiem to po prostu samo ze mnie wychodzi. Pierwsza książka Aleksandry Rak "Echo" obudziła we mnie miłość do twórczości autorki i od tego momentu mam dla niej osobną półeczkę i wszystkie dotychczasowe jej książki już na niej są. Także jak tylko pojawiła się zapowiedź "Latarnika" rozpoczynająca nowy cykl Szept Anioła, ja już ją tam widziałam!
"Czasem na naszej drodze stają ludzie, którzy niczym anioły niosą nam pomoc. Trzeba tylko usłyszeć ich szept, który w życiu bohaterów tej cieplej, uroczej opowieści ma siłę wiatru w czasie sztormu..."
"-Wierzysz w anioły?" To pytanie przewijało się nieraz na kartach tej powieści i powiem szczerze, że im bliżej poznawałam historię mieszkańców Płotek, tym bardziej rosło moje zaciekawienie tym aspektem. Zastanawiałam się co takiego kryje się pod pojęciem aniołów, czy samego szeptu wiatru, który nieraz niósł ukojenie niejednemu człowiekowi. Każdy mieszkaniec Płotek to niezwykle silna osobowość, pomimo tragedii, które przechodził, bądź nieszczęść, które go spotkało. Polubiłam prawie wszystkich. Jedynie Sonia grała mi nieustannie na nerwach, jednakże doskonale zdawałam sobie sprawę, że po tym co przeżywała, jej zachowanie było uzasadnione. Ale może zacznę od początku całej tej historii. Mamy tu kilku głównych bohaterów, których losy poznajemy w poszczególnych rozdziałach, co ogromnie mi się podobało. Jednakże główną historię rozpoczyna Oliwia, którą to spotkało ogromne nieszczęście. Jej najukochańsza matka umiera w szpitalu na raka, a dziewczyna nie mogąc pogodzić się z tą tragedią, postanawia zrezygnować z pracy w szpitalu, zerwać zaręczyny i zaszyć się w domu, tak aby każdy dał jej święty spokój. Dziewczyna kilka dni przed śmiercią matki, miała też poszukać pewnego listu, w którym to kobieta opisywała miejsce gdzie się wychowała i gdzie przeżyła swoją prawdziwą miłość. I w ten oto sposób, Oliwia postanawia pojechać w to miejsce, którym są Płotki, choć w ogóle nie ma pojęcia od czego zacząć i po prawdzie co tam robić. Choć po cichu liczy na to, że odpowiedzi na te i wiele innych pytań, pozna dopiero na miejscu. Płotki to maleńka miejscowość, w której zna się każdy z każdym i nic nie da się tu ukryć, tak więc pojawienie się nowej osoby w miasteczku, stanowi nie lada atrakcje, bowiem "...w Płotkach nie ma nic poza szepczącym wiatrem."
"Pytania nie są straszne ani złe. Gorsze są odpowiedzi, do których człowiek sam przed sobą nie chce się przyznać."
Jednakże "Latarnik" to nie tylko historia Oliwii, mamy tu też innych bohaterów, których życie nie oszczędziło. Każdy z nich ma w sobie tęsknotę i żal, ale też wdzięczność i nadzieje na lepsze jutro. Można by rzec, że prowadzą beztroskie życie, jednakże nie jest one okraszone lukrem. Pomimo to, bohaterzy skradli moje serce, swoją dobrocią, bezinteresownością oraz podejściem do życia. Bogusia, której marzeniem było wypiekanie najpyszniejszego pieczywa w Płotkach, Kamil, który był tak dobry i uczynny, że naprawdę ze świecą szukać w dzisiejszych czasach takiego człowieka, Eleonora, która była tak fantastyczną osobą, że kojarzyła mi się z babcią, przy której wszystkie troski szły precz, czy nawet nielubiana przeze mnie Sonia, której współczułam czytając jaki koszmar musi przechodzić...nawet Lucyna, wiejska plotkara, która pomimo początkowej niechęci do swojej osoby, po późniejszych wydarzeniach stała się niezwykle... krucha i sympatyczna. Każdy bohater został idealnie wykreowany przez autorkę, przez co sympatię do nich czuje się już od pierwszych stron. Co więcej, styl pisania Oli jest tak przyjemny, że ja podczas czytania miałam wrażenie, że siedzę na kanapie wraz z bohaterami i przeżywam wszystko to co oni. Cudowne i malownicze porównania, użyte przez autorkę, powodują, że czytelnik dosłownie słyszy szum fal i powiew wiatru, czy też czuje na języku smak pysznego placka śliwkowego upieczonego przez Eleonorę. Kocham to jak autorka piszę, bo po każdej jej książce jestem dosłownie wyzuta z emocji. Jej historie wywołują we mnie ich ogrom, raz chce mi się płakać, raz śmiać i cieszyć, a czasem przeklinać i krzyczeć. A po przewróceniu ostatniej kartki czuje pustkę i jeszcze przez długi czas nie mogę zapomnieć o przeczytanej historii. Niezwykle ciężko mi później powrócić do normalnego stanu rzeczy i zacząć czytać inną książkę. Może się to wydawać dziwne dla niektórych, jednakże ja już taka jestem, gdy coś wywołuje we mnie mocne emocje, to później długo one we mnie siedzą. Uwielbiam ten stan w przypadku książek, bo to znaczy że dana historia została bardzo dobrze napisana. I w przypadku "Latarnika" dokładnie tak jest! Nie pamiętam kiedy ostatnio używałam znaczników podczas czytania książki, a tu proszę - znalazłam tyle pięknych cytatów, że dosłownie musiałam je zaznaczyć. Z niecierpliwością wyczekuję kontynuacji historii. Premiera "Posłańca" już niedługo, także jeśli jeszcze nie czytaliście książki ze zdjęcia, to ja Wam ją ogromnie ogromnie ogromnie polecam!
Lubicie książki o zakończeniu, które powoduje, że nóż w kieszeni się otwiera? Ja uwielbiam, ale tylko, wtedy kiedy wiem, że będzie kolejny tom i wyjdzie szydło z worka. Tak było w tym przypadku. Dobra jestem co? Pisze od zakończenia, ale poważnie ja tu przy końcu jestem i nagle co?!!! (tu chciałabym napisać co mnie tak zdenerwowało, ale tym samym zrobię spojler, a tego chyba nikt nie chce?!) no takie emocje, że masz ochotę rzucić książką o ścianę.
Przed wami pierwszy tom serii „Szept anioła” która sprawdzi się idealnie dla tych, którzy szukają czegoś dla odetchnienia, ale i czegoś w swoim życiu. Z autorką spotkałam się pierwszy raz i już zabieram się za nadrabianie poprzednich jej książek (zrozumie to tylko książkoholik), Wracając do książki to nie chce pisać kolejnych opisów, które macie pełno w internecie (zachęcam do zerknięcia), lecz odczucia, które mną wstrząsnęły, ponieważ przypomniałam sobie kilka epizodów z własnego życia, które idealnie wplatają się z losami naszych bohaterów.
Mieliście tak, że pojechaliście gdzieś, rowerem, samochodem, pociągiem i okazało się, że czujecie, że tam chcieliście być, albo sytuacja która wynikła poprzez splot nieszczęśliwych zdarzeń zaprowadziła was w miejsce które dało wam więcej, niż chcieliście, niż się spodziewaliście? Miałam tak kopę lat temu, a dziś jestem tu, gdzie jestem, i to jest mój dowód na to jak bardzo książka wpłynęła na moje odczucia. Każdy bohater to taka zębatka w zegarku brak jednej, uszkodzenie powoduje chaos w maszynie i kaplica… Od nas zależy jak podejdziemy do tematu. Jedno potrzebuje drugiego.
Cudowna postać Oliwii i jej usposobienie powodują, że ma się ochotę tulać się do niej i zrobić dla niej wszystko. Czekam na tom drugi, który już niebawem, a was kochani zapraszam całym sercem do nadrobienia. Jeżeli macie w swoim otoczeniu osobę, która może nie wie jak odnaleźć się w związku albo nie radzi sobie z czymś, kimś to będzie super prezent, kiedy dostanie tę książkę. Przeczytasz to zrozumiesz.
Piękność taka delikatna, że głowa mała. Mieszkam nad morzem (fakt rzadko jestem na plaży), ale doskonale odczuwałam tą nadmorską rzeczywistość i nie tylko.
Zamknij oczy i wsłuchaj się w wiatr. Słyszysz? Szepcze ci do ucha. Koi twoje zszargane nerwy, kołysze melodią, szelestem liści. Muska twoją twarz delikatnym powiewem. Przytula niewidzialnymi ramionami, rozwiewa czarne myśli, ofiarowuje ukojenie i pokrzepienie. Gdy jesteś spokojna, leciutko daje o sobie znać, opiekuńczo dba o twoje dobro, a gdy targa tobą wzburzenie i złość, dostosowuje się do twoich emocji. Burzy ład na głowie, sieka mocnymi podmuchami i zimnem przenika do szpiku kości.
Książka jest niczym wiatr. Delikatna, a zarazem porywista, ciepła, a jednocześnie zimna, słodka równolegle kwaśna i gryząca w nozdrza. Burzy wewnętrzny ład, ale i przynosi spokój ducha, otula swoimi ramionami, by po chwili przerodzić się w niebezpieczne macki, które będą ciągnąć w dół otchłani. Piękna, jednocześnie niebezpieczna. Subtelna, a zarazem niewygodna, wywołująca łzy, ból i rezygnację. Taka jest ta powieść. Puchowa, ale jednocześnie przytłacza swoim ciężarem, gramaturą. Ciemna, jednakowo jasna. Cicha i niespokojna.
Po śmierci matki Oliwia postanawia rzucić dotychczasowe życie i odnaleźć odpowiedzi na nurtujące pytania, jakie pozostawiła jej w liście najważniejsza osoba. Niestety droga, którą musi podążyć, będzie naznaczona licznymi przeszkodami, wybojami. Z bagażem doświadczeń nie uda się tak łatwo ich przeskoczyć. Z pomocą przyjdą jej natomiast życzliwe osoby, które bezinteresownie wyciągną do niej przyjacielską dłoń. Jednak jak ona, skrzywdzeni przez los, skrywają wewnątrz demony, z którymi nie chcą wychodzić na światło dzienne. Czy to, co nie zostało wypowiedziane, znajdzie w końcu ujście? Czy skrywane tajemnice zostaną ujawnione? Czy Oliwia i inni bohaterowie odnajdą ukojenie i wewnętrzną harmonię?
Kocham pióro autorki. Za to, że potrafi pochłonąć w świat, który wykreowała. Za emocje, jakie we mnie wywołuje. Za bijące od nich ciepło, ale i ciemność, która przysłania słońce wydobywające się z wnętrza powieści. Za prawdziwych, namacalnych bohaterów, których losy obserwuje się z mieszaniną strachu, ekscytacji i radości. Za styl, delikatność, twardość, stanowczość, skomplikowane więzi, relacje rodzinne, niepewność i obawę pójścia naprzód. Za to, że książkę przeżywa się całą sobą. I za dawanie nadziei, że po każdej burzy, zawieruchach wyjdzie słońce, gdy otrzyma się wsparcie, pomocną dłoń.
Czy wierzysz w anioły? - to słowo wciąż przewija się przez całą powieść. Wiele osób by zaprzeczyło temu stwierdzeniu, są jednak wśród nas postacie, które nie potrzebują skrzydeł ani aureoli, by zostały mianowane aniołem. Swoją dobrocią, współczuciem, empatią potrafią podnieść z kolan, dodać otuchy, wiary, że wszystko się jakoś ułoży. Spokojem i bijącym od nich ciepłem, człowiek zostaje otulony niczym bezpiecznym kokonem, do którego nie docierają złe myśli i okropność świata. Więc, gdy stanie na waszej drodze i wyciągnie do was pomocną dłoń, nie odtrącajcie jej.
Jeżeli poszukujecie książki, która wciągnie was w niesamowitą historię, pełną emocji, szeptu wiatru i cichych aniołów, to ta powieść jest idealna dla was. Gorąco polecam!
Miałeś okazję kiedyś zobaczyć morze? Zachwycić się jego głębią, majaczącym w dali horyzontem? Czy spacerowałeś kiedyś po plaży? Czułeś ciepły piasek, który przelewa się między palcami stóp i ogarnia cię uczucie błogości. Czy kiedykolwiek wsłuchiwałeś się w szum fal, które miarowo uderzają o brzeg, niesione wiatrem wystukują wyjątkowy rytm; muzykę, która potrafi ukoić wszelkie smutki, ostudzić emocje i sprawić, abyś poczuł, że wszystko będzie dobrze…?
Czy wierzysz w anioły? To pytanie niczym myśl przewodnia nowej powieści Aleksandry Rak towarzyszy czytelnikowi w trakcie lektury. Opowieści będącej barwnym kalejdoskopem ludzkich losów, których życie rzuciło do małej nadmorskiej miejscowości, niczym fale wyrzucają muszle na piaszczysty brzeg. To historia, która Was otuli, co nie oznacza, że jest to urocza i słodka książka obyczajowa, bowiem autorka dołożyła do niej sporą „życiową łyżkę dziegciu”. Ale ona niesie ze sobą… ukojenie. Zupełnie tak, jakbyśmy podczas lektury słyszeli, o czym szumi morze. A wzburzone fale snują niejedną opowieść. Historię Oliwii, która pojawiła się w Płotkach z sercem pełnym bólu po stracie matki. Dziewczyny, która próbuje nie tylko poznać tajemnicę zawartą na kartach ostatniego listu swojej rodzicielki, ale także… samą siebie. Rodziny, która wciąż trwa, ale gdzieś od środka narastają między jej członkami wzajemne pretensje, a niezabliźnione rany dają o sobie znać. Kobiety, której życie zmieniło się diametralnie, której została odebrana możliwość samodzielnego funkcjonowania. Jak bardzo rozumiałam jej emocje… poczucie uzależnienia od innych, konieczność życia z bólem na co dzień. Nastolatki, która musi mierzyć się z ciążącym na niej stereotypem córki pijaka. I innych, których życiowe ścieżki, mocno poplątane, wciąż stanowią przeszkodę, być może nie do pokonania w pojedynkę…
Aleksandra Rak stworzyła nostalgiczną powieść, która pokazuje, że wokół nas są prawdziwe anioły, nawet jeśli pozbawione skrzydeł i aureoli. Ludzie, którzy potrafią wyciągnąć pomocna dłoń, chwycić nas w swe „ramiona uwagi”, kiedy upadamy. Pojawiają się zawsze tam, gdzie są potrzebni, często wyczuwając emocje osoby, która znalazła się w życiowym impasie. To historia, która porusza do głębi, bowiem autorce udało się nakreślić dojrzałą opowieść, która wywołuje całą gamę namacalnych emocji i sprawia, że zaczynamy wierzyć w to, że dobro wciąż istnieje. Bo choć codzienność zdaje się potwierdzeniem pierwszych słów piosenki Czesława Niemena „Dziwny jest ten świat”, to opowieść, która wyszła spod pióra Aleksandry Rak, stanowczo pokazuje, że „ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim”…
Mnogość postaci oraz różnorodność ich losów sprawia, że wielu z nas w ich historiach będzie mogła przejrzeć się jak w lustrze, odnajdując analogię do własnej codzienności. Strata, przemoc domowa, samotność, niepełnosprawność – każda z nich mierzy się z własnymi demonami, które zdają się bez przerwy o sobie przypominać, z winy nierozliczonej przeszłości, albo towarzyszą, niczym niechciany cień, na każdym kroku. To wszystko sprawia, że bohaterowie książki nie tylko są trójwymiarowi, pełnokrwiści i autentyczni, ale stają się nam bliscy niemal od pierwszej strony.
Podsumowując:
„Latarnik” to historia, która ukoi Twoje emocje cichym szeptem nadmorskiego wiatru, muskającego twarz, po której spływa samotna łza… Łza, która jest wyrazem zrozumienia dla tych wszystkich, których los doświadcza na co dzień, którzy muszą zmagać się z błędami innych. Uśmiechem, który rozświetli Twój dzień, niczym promienie, które pojawiają się nad horyzontem przy wschodzie słońca, zwiastując nadzieję, która nigdy nie umiera. To utkana na kanwie tajemnicy z przeszłości opowieść o stracie, z którą każdy z nas radzi sobie na swój sposób. Okraszona smutkiem, bo bez niego nie ma prawdziwego życia, a powieść Aleksandry Rak to na pewno jedna z tych, w których autorka zdaje się rozumieć jego trudności jak nikt inny. Jak jej bohaterowie, którzy, nawet jeśli nie wierzą, mając je za magiczne złudzenie, które należałoby „między bajki włożyć”, to przecież spotykają… anioły. Może i bez aureoli, nawet trochę zagubione, ale zawsze gotowe do tego, aby wesprzeć, rozświetlić mrok i szepnąć słowo pocieszenia, tym, którzy go najbardziej potrzebują. Zwyczajne, DOBRE słowo, które czasami wystarczy, aby dodać nam skrzydeł.
Otulająca bezpieczną aurą małej, nadmorskiej miejscowości. Kołysząca w literackim uścisku, wyciszającym szeptaną do ucha nadzieją. Czule muskająca struny wrażliwości przenikliwą eksploracją ludzkiego zagubienia.
„Latarnik” to pierwsza część cyklu „Szept anioła”, nakreślonego z empatią i zrozumieniem najgłębszych emocji. Powieść spowija powłóczystym całunem narracji burzę autentycznych uczuć. Z realizmem eksponuje nieobliczalną prozę dnia, która przyćmiewa podskórnie skryte pragnienia, a naznacza światłem wyrazistości doskwierające na dnie duszy błędne decyzje. I w sercu tych plastycznie namalowanych piórem ze słów scenerii, pojawia się ona – ucieleśnienie anioła. To właśnie ta nieco melancholijna kobieca kreacja buduje swoisty element magii. Namacalnej, możliwej do uwierzenia, ale jednak pewnego rodzaju magii. Namacalnej, możliwej do uwierzenia, ale jednak pewnego rodzaju magii. To ona obnaża meandry rodzinnych tajemnic, niedomówień, win i żalu, które boleśnie uwierają podczas spaceru brzegiem egzystencji. Od niej kluczą wszelkie ścieżki, które tworzą opowiedziane z wyczuciem historie, mimowolnie zmierzające do rozwikłania istoty enigmatycznego, tytułowego latarnika. Kompilujące się na deskach literackiego spektaklu, osadzonego na niewielkim miasteczku, losy kilku istnień, portretują z empatią wartościowe, życiowe prawdy. Z urokliwym sznytem i ciepłym wydźwiękiem obrazują ważkość krótkiej rozmowy, dotknięcia dłoni, wymownie okazanej bliskości. Sukcesywnie akcentują proste gesty, które mogą jawnie zmienić tak wiele. Na fundamencie owianej mgłą sekretu legendy, Aleksandra Rak utkała pejzaż rozdzierającej straty o wielobarwnym obliczu – to znamienne pożegnanie nie tylko najbliższej osoby, ale i pielęgnowanych marzeń. To aliaż złączonych ze sobą węzłem dzielonej przestrzeni opowieści, podszytych odczuwalnie naszkicowaną tęsknotą i zabarwiony kroplami goryczy. Ale i nasączony esencją nadziei na lepsze jutro, na nowy dzień, w którym można samemu przybrać kształt bądź odnaleźć kogoś, kto „być może stanie się najjaśniejszą latarnią w czyimś życiowym sztormie”, jak wynika ze słów listu, determinującego impuls do spontanicznej podróży ku prawdzie. Niesiona szumem wiatru treść, dostarcza sycących zmysły eksperiencji, których forma ulega intencjonalnemu zintensyfikowaniu u schyłku finalnych zdarzeń, tak brutalnie przerwanych przez autorkę w newralgicznym momencie. Tak rwących się do wyjaśnienia dramatycznych incydentów, zostawiając wręcz na ustach posmak morskiej soli. Aleksandra Rak skomponowała nakryty spokojem pokaz barwnych doznań, które zapewniają osobliwe poczucie komfortu, doświadczają emocjami spokojnie bujanymi przez fale, ale zarazem dojrzałymi. Świadomie przenoszący w świat wypełniony skrzekiem mew, odczuwalnych pod palcami ziarenek piasku, wzniecający przyjemną błogość, której nieustannie chce się więcej, ale i uderzający w refleksyjne tony, skłaniające do poszukiwania w sobie dobra. Niezwykła mieszanka rzeczywiście oddziałujących na czytelnika wrażeń!