
Przyjechał, aby odnaleźć dawnego nauczyciela, a nieoczekiwanie sam stał się poszukiwany.
Lucjan Lucy Stanisławski, wzięty fotograf modowy, ucieka przed problemami osobistymi do Berlina. Tam realizuje się zawodowo, a jego życie wydaje się poukładane. Przynajmniej do dnia, w którym otrzymuje tajemniczą kartkę pocztową od swojego dawnego nauczyciela fotografii Pawła Zmory z prośbą o przybycie. Gdy tylko dociera do Warszawy, okazuje się, że jego mentor kilka dni wcześniej zaginął bez śladu. Lucy wprowadza się do mieszkania Zmory i przejmuje część jego obowiązków zawodowych w wydawnictwie Fabryka.
Już w pierwszych dniach dopadają go nie tylko demony przeszłości, ale też niespodziewane problemy. Rzeczywistość miesza się z obrazami z dawnych zdjęć, a Lucy pogrąża się w sytuacji bez wyjścia. Wszystkie tropy zdają się prowadzić do starego analogowego aparatu Zmory.
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: WYDAWNICTWO MIĘTA Sp. z o.o., ul. Borowskiego Tadeusza 2/210, 03-475 Warszawa (PL), numer telefonu: +48505636224, adres e-mail: redakcja@wydawnictwomieta.pl
| Autor | S.J. Lorenc |
| Wydawnictwo | Wydawnictwo Mięta |
| Rok wydania | 2026 |
| Oprawa | miękka ze skrzydełkami |
| Liczba stron | 368 |
| Format | 13.5 x 20.2 cm |
| Numer ISBN | 978-83-68608-13-7 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788368608137 |
| Waga | 326 g |
| Wymiary | 135 x 202 x 21 mm |
| Data premiery | 2026.01.14 |
| Data pojawienia się | 2026.01.09 |
| Dostępna liczba sztuk | |
|---|---|
| Dostępność całkowita | 94 szt. |
| Dostępność w naszym magazynie | 1 szt. (realizacja jeszcze dzisiaj) |
Dostępność w punktach Bonito![]() |
|---|
| ul. Staromiejska 6 (50 m od Rynku) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Pokoju 67 (wyspa w centrum handlowym M1) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Batorego 15B (przecznica od ul. Karmelickiej) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Dobrego Pasterza 122 (Prądnik Czerwony) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Josepha Conrada 79 (obok stacji BP) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Kluczborska 17 (przy pętli "Krowodrza Górka") | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Kobierzyńska 93 (osiedle Ruczaj-Zaborze) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Marii Dąbrowskiej 17A (50 m od CH Czyżyny) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Pawia 34 (blisko Galerii Krakowskiej) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Pilotów 2E (300 m od ronda Młyńskiego) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Wielicka 259 (wyspa w Galerii Mozaika) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Wysłouchów 3 (Kurdwanów) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Zakopiańska 62 (Park Handlowy Zakopianka) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 51 (skrzyżowanie z ul. Płaskowickiej) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 88 (Ursynów - metro Stokłosy) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Niepodległości 54 (przy stacji metro Wierzbno) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Chmielna 4 (50 metrów od ul. Nowy Świat) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Czapelska 48 (200 m od ronda Wiatraczna) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Kondratowicza 37 (blisko Szpitala Bródnowskiego) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Żeromskiego 1 (przy stacji metra Słodowiec) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Plac Grunwaldzki 25 (w budynku Grunwaldzki Center) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Ruska 2 (przy Placu Solnym) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
Darmowa dostawa już od 199,00 zł
📍„Szmelc” to książka wysoce nietypowa. Podczas czytania wielokrotnie zmieniałam o niej zdanie. Były momenty, gdy podchodziłam do niej dość neutralnie, za chwilę czułam chaos, by chwilę później nie móc się od niej oderwać, bo ta historia naprawdę mnie zafascynowała.
📍Jedno jest pewne – autor potrafi pisać i robi to naprawdę bardzo dobrze. Styl jest świetny, czyta się szybko i bez żadnych problemów. Nie ma tu lania wody. Jest konkretnie, a jednocześnie bardzo plastycznie i obrazowo.
📍Początkowo historia przypomina połączenie thrillera z kryminałem. Jest spokojnie, ktoś zaginął, a życie toczy się dalej. To jednak tylko wstęp, bo już wkrótce akcja nabiera tempa i pojawia się lekka psychodela. Są chwile niepokoju i niepewności, a momentami naprawdę trudno wyczuć, co właściwie się dzieje. Jedno jest pewne – dzieje się sporo. Nie znajdziecie tu utartych schematów ani oklepanych motywów.
📍Ta historia zmusza do skupienia i myślenia. Na duży plus zasługują ciekawostki ze świata fotografii oraz intrygujące zakończenie. To coś zupełnie innego niż książki, które zwykle czytam, dlatego z ogromną ciekawością czekam na kolejne powieści pana Lorenca.
Powieść „Szmelc” autorstwa S. J. Lorenc to intrygujący thriller psychologiczny z elementami grozy, który potrafi zaskoczyć nawet wymagającego czytelnika. Głównym bohaterem jest Lucjan „Lucy” Stanisławski, ceniony fotograf, który ucieka od osobistych problemów do Berlina. Tam jego życie wydaje się uporządkowane — aż do momentu, gdy otrzymuje tajemniczą kartkę pocztową od swojego dawnego nauczyciela fotografii, Pawła Zmory.
Po powrocie do Warszawy Lucy odkrywa, że jego mentor zaginął bez śladu. Wprowadza się do jego mieszkania i zaczyna przejmować jego obowiązki zawodowe, jednak szybko okazuje się, że to dopiero początek problemów. Rzeczywistość zaczyna mieszać się z obrazami przeszłości, a wszystkie tropy prowadzą do starego, analogowego aparatu fotograficznego należącego do Zmory.
To, co najbardziej wyróżnia tę książkę, to sposób budowania napięcia. Autor prowadzi fabułę spokojnie, niemal niepozornie, ale z każdą kolejną stroną wciąga czytelnika coraz głębiej w mroczny świat bohatera. Od początku towarzyszyła mi ciekawość, jak ta historia się zakończy — jednak finał całkowicie mnie zaskoczył. To jeden z tych momentów, które zmuszają do ponownego przeczytania ostatnich stron, by w pełni zrozumieć wszystkie wątki.
Klimat powieści jest wyjątkowy — balansuje na granicy rzeczywistości i wizji, przez co czytelnik, podobnie jak główny bohater, momentami gubi się w tym, co jest prawdą, a co wytworem umysłu. Historia staje się coraz bardziej intensywna, pojawia się chaos, brutalność i niepokojące wydarzenia, które potęgują uczucie zagubienia.
Szczególnie interesujący jest motyw starego aparatu fotograficznego. Lucy, odnajdując aparat Zmory, stopniowo tak jak jego mentor popada w uzależnienie od robienia zdjęć. Zmora wierzył, że aparat ma nad nim władzę — że każde wykonane zdjęcie odbiera mu część duszy, a jednocześnie sprawia, że się zmienia. Ten element nadaje historii dodatkowej głębi i niepokoju.
Bohaterowie są wyraziści i realistyczni, a styl autora lekki i przyjemny w odbiorze, momentami nawet subtelnie humorystyczny. Choć początek rozwija się powoli, z czasem akcja nabiera tempa i prowadzi do coraz bardziej zaskakujących zwrotów.
„Szmelc” to książka, która potrafi wciągnąć bez reszty — jak obiektyw aparatu, który „pochłania” rzeczywistość. To opowieść dla tych, którzy lubią nieoczywiste historie, psychologiczne napięcie i zakończenia, które na długo zostają w głowie.
Sięgając po książkę S. J. Lorenca „Szmelc”, nie miałam żadnych oczekiwań, a może jednak jakieś miałam, tylko trudno było mi je nazwać. To moje pierwsze spotkanie z tym autorem, więc ciekawość mieszała się z lekką niepewnością. Zaintrygował mnie tytuł i opis wydawcy. Szmelc z definicji to coś bezwartościowego, zniszczonego, pozornie do wyrzucenia, a jednak w tej historii ma znaczenie. Tym szmelcem jest stary aparat, który nie tylko robi zdjęcia, ale zdaje się zatrzymywać coś więcej niż obraz. Z każdym kolejnym rozdziałem i zdjęciem coraz trudniej odróżnić, co jest rzeczywistością, a co tylko wyobrażeniem. Widać, że autor bawi się formą, miesza niepokój z nutą grozy i lekkim surrealizmem, przez co całość wciąga, choć nie zawsze pozwala czuć się bezpiecznie.
Przy lekturze często czułam się zagubiona fabularnie, bo narracja miesza różne perspektywy i fragmenty pamięci głównego bohatera. Właśnie w tym, moim zdaniem, tkwi największa siła powieści, w zanurzeniu w stan niepewności i dezorientacji, w którym trudno odróżnić jawę od wytworu umysłu. Jednocześnie dla niektórych może to być utrudnieniem w całkowitym wciągnięciu się w opowieść.
W książce „Szmelc” autor bawi się konwencjami, wyciąga z bezpiecznej strefy oczekiwań i prowadzi przez mroczne, nie zawsze jednoznaczne zaułki ludzkiego umysłu i pamięci. Zakończenie jest satysfakcjonujące dla tych, którzy lubią otwarte interpretacje, innych może zostawić z mieszanką myśli i wątpliwości. To nie jest książka, która zamyka wszystkie wątki w logiczną całość. To raczej doświadczenie, które zostaje długo po odłożeniu książki na półkę. Powieść dla wszystkich, którzy cenią lektury niepodające gotowych odpowiedzi i w których groza nie polega wyłącznie na chwytaniu za serce.
To książka, która nie pyta, czy jesteś gotowy na niepokój. Ona po prostu go uruchamia. Cicho, powoli, niemal niezauważalnie, aż nagle orientujesz się, że coś w tej historii zaczęło oddychać obok ciebie. Kto z Was już chciałby skosztować?
Głównym bohaterem jest Lucjan „Lucy” Stanisławski - mężczyzna, fotograf modowy, który po osobistym kryzysie próbuje uciec od siebie, przenosząc życie do Berlina. Tam próbuje odbudować zawodową stabilność i emocjonalny dystans wobec przeszłości. Kiedy jednak dostaje tajemniczą kartkę od dawnego mentora i nauczyciela fotografii, Pawła Zmory, z prośbą o pilny przyjazd do Warszawy, jego starannie skonstruowana ucieczka w jednej chwili traci sens. Bo czasem tylko myślimy, że da się zacząć od nowa, a jednak minione daje o sobie znać...
Po przyjeździe Lucy odkrywa, że jego mentor zniknął bez śladu, pozostawiając w Warszawie zagadkę i mieszkanie pełne cudzych rzeczy. Wprowadzenie się do mieszkania Zmory oraz przejęcie części jego obowiązków w wydawnictwie Fabryka staje się początkiem stopniowego wciągania bohatera w świat pełen napięć i niedopowiedzeń. To miejsce przestaje być zwykłym mieszkaniem, stając się archiwum historii, których nikt nie chciał słuchać. Każdy przedmiot, każdy detal zdaje się coś opowiadać lub oskarżać, a cisza staje się ciężarem trudnym do uniesienia.
Porządkując pozostawione rzeczy, Lucy trafia na negatywy i koperty z odbitkami, których nie pamięta ani z wystaw, ani z publikacji mentora. Na fotografiach pojawiają się rozmazane twarze, fragmenty ciał, puste wnętrza i miejsca wyglądające niepokojąco znajomo. Im dłużej im się przygląda, tym silniejsze ma wrażenie, że są zapisem czegoś więcej niż tylko artystycznego eksperymentu. Brzmi intrygująco i mrocznie?
W wydawnictwie atmosfera jest napięta, a rozmowy o Zmorze urywają się w pół zdania. Niektóre spojrzenia mówią jednak więcej niż słowa. Coraz wyraźniej czuć, że jego zniknięcie nie było zwykłym, zaplanowanym wyjazdem.
Motyw fotografii działa tu jak soczewka skupiająca w sobie sens całej opowieści. Lucy, przyzwyczajony do kontrolowania obrazu i kadru, stopniowo traci nad nimi władzę. Zdjęcia nie zatrzymują czasu, one go wypaczają. Szczególne znaczenie zyskuje tu stary analogowy aparat Zmory, który pełni rolę klucza do zrozumienia tajemnicy i staje się symbolem rzeczy, których nie da się już „poprawić w postprodukcji”. Czasem to, co wywołuje, zdaje się odsłaniać detale, których wcześniej nikt nie dostrzegał. To, co nieostre, przypadkowe i niedoskonałe, okazuje się często ważniejsze niż perfekcyjny kadr.
Fabuła celowo wymyka się schematom thrillera. Autor miesza psychologiczny niepokój z elementami grozy i subtelnym surrealizmem. Granica między teraźniejszością a przeszłością zaczyna się zacierać, a Lucy, podobnie jak czytelnik, coraz częściej nie jest pewien, co jest realnym wydarzeniem, a co jedynie obrazem wywołanym z pamięci, lęku lub poczucia winy.
Lorenc nie spieszy się do nas z odpowiedziami. Zostawia pęknięcia, przez które sączy się napięcie i znaki zapytania, które pulsują pod skórą. To nie jest książka wygodna. Nie prowadzi za rękę i nie tłumaczy wszystkiego. Zostawia czytelnika z pytaniem, które długo nie daje spokoju...czy naprawdę można odrzucić coś bezpowrotnie, czy tylko odkładamy to na później, jak rzeczy uznane za bezużyteczne?
„Szmelc” to opowieść o ludziach i historiach odłożonych na bok, o emocjonalnych resztkach, które wracają w najmniej spodziewanym momencie. Thriller bardziej nastrojowy niż sensacyjny, dla czytelników, którzy cenią klimat, niedopowiedzenie i psychologiczną głębię.
Po przeczytaniu zostaje cisza i świadomość, że, jakkolwiek mocno to nie brzmi, każdy z nas nosi w sobie własny szmelc, który czasem mówi najgłośniej.
“Szmelc”to historia, która rozwija się jak kula śnieżna. Są książki, które wciągają od pierwszej strony jak gwałtowny podmuch wiatru. I są takie, które zaczynają się spokojnie, niemal niepozornie, by z czasem rozpędzić się i zmieść czytelnika z powierzchni.
Historia zaczyna się od tajemniczego listu. Lucjan, nazywany przez znajomych Lucy, otrzymuje wiadomość od swojego dawnego mentora i przyjaciela Pawła Zmory. Treść jest krótka, nerwowa, niepokojąca: „Lucy, wpierdo..em się w grubą aferę pomóż mi.” To zdanie nie daje spokoju. Lucy przyjeżdża na miejsce, ale Zmory nie ma. W pracy mówią, że czasem znikał na kilka dni, jednak tym razem mija już drugi tydzień. To za długo. Zdecydowanie za długo.
Główny bohater zamieszkuje w jego domu, opiekuje się kotami, przegląda materiały, projekty, niedokończone pomysły. Obaj są zawodowymi fotografami. Zmora był tym, który wierzył w analog, w kliszę, w polaroidy. Uważał, że zdjęcia robione w ten sposób mają duszę, że zatrzymują coś więcej niż obraz. W jego pracowni Luci znajduje mnóstwo rozpoczętych projektów. I zaczyna się pytanie: czy któryś z nich zaprowadzi go do prawdy? Czy to właśnie któryś z tych projektów sprowadził na Zmorę kłopoty?
Klimat tej książki jest jej największą siłą. Narracja jest spokojna, niemal wyciszona, ale między zdaniami pulsuje mrok. Czuje się, że coś jest nie tak. Że pod powierzchnią codziennych rozmów, półsłówek i niedopowiedzeń coś się gotuje. Ze stron nie bije letnie słońce to raczej ciężkie powietrze przed burzą.
Podobnie jak w debiucie autora, akcja nie wybucha od razu. Ona dojrzewa. Pierwsza połowa to budowanie fundamentu relacji, atmosfery, napięcia. A potem, mniej więcej od połowy, historia zaczyna rwać do przodu. Tempo wyraźnie przyspiesza. Pojawiają się pierwsze incydenty z ludźmi, ktoś trafia do szpitala, sytuacja robi się coraz bardziej niepokojąca. Zaczynamy rozumieć, że to już nie jest tylko sprawa zniknięcia.To historia o zaginięciu, ale też o pamięci, obsesji i granicy między pasją a niebezpieczeństwem.
„Dziwna”, „wychodząca poza schematy”, „wymykająca się logice”. To właśnie Wasze opinie o książce „Szmelc” S.J. Lorenca zachęciły mnie do jej przeczytania, bo lubię powieści nieoczywiste, po których nie wiadomo, czego się spodziewać.
Szybko można poczynić dwa spostrzeżenia. Po pierwsze, że autor pasjonuje się fotografią, w tym tą analogową, wplatając w tekst masę technicznych ciekawostek, które budują świetny klimat. Po drugie, z równą łatwością porusza się po zakamarkach ludzkiej psychiki, łącząc brudny realizm z czymś, czego nie da się racjonalnie wyjaśnić.
Główny bohater, Lucjan, wraca z Berlina do Warszawy, by odnaleźć swojego mentora, Pawła Zmorę. Ten genialny fotograf starej daty, „analogowiec”, nagle znika, zostawiając po sobie dwa koty i tajemniczą prośbę o pomoc. Lucy wchodzi w jego buty wprowadzając się do jego mieszkania, przejmując zlecenia w wydawnictwie i zaczyna drążyć, nie wiedząc, że wkracza na drogę, z której nie ma powrotu.
To, co zaczyna się jak klasyczny kryminał z dreszczykiem, niespodziewanie przeradza się w koszmar, w którym trudno odróżnić iluzję od rzeczywistości. Czy możemy wierzyć w to, co widzi bohater? W to, co mu się przydarza? Z każdym kolejnym rozdziałem robi się nie tylko coraz bardziej brutalnie i krwawo, ale ulatuje też poczucie realizmu.
Z czasem czułam narastający niepokój i dezorientację. Konstrukcja książki jest wymagająca, bo linie czasowe się mieszają, a wspomnienia Lucy’ego o Pawle przeplatają się z bieżącymi wydarzeniami. Autor buduje atmosferę gęstą i momentami bardzo duszną, a krótkie rozdziały są niczym szybkie mignięcia migawki aparatu - dynamiczne, trochę chaotyczne, sprawiające, że sami czujemy się jak w sennym koszmarze. Granica między tym, co realne, a tym, co urojone, zaczyna się coraz bardziej zacierać.
W kwestii zakończenia tej zagmatwanej historii mam największy orzech do zgryzienia. Finał na pewno wbija w fotel i wywraca do góry nogami wszystko, w co wierzyłam przez całą książkę. Jednak czy mnie usatysfakcjonował? Przyznam, że zostawił mnie z ogromnym mętlikiem w głowie. Musiałam się zastanowić, czy to genialny zabieg, czy może coś mi umknęło w tej skomplikowanej grze.
Ale może właśnie o to chodziło? O to, bym poczuła ten sam zamęt co bohater i została z kłębowiskiem myśli po zamknięciu książki? Jeśli lubicie historie mroczne i nieoczywiste, w których nie wszystko da się wyjaśnić logiką, to „Szmelc” ma duże szanse Was zahipnotyzować.
„Szmelc” to druga książka w dorobku autora. Jest to thriller, który przedstawia historię mocną, brudną i emocjonalnie ciężką. Nie jest to łatwa lektura, już sam tytuł sugeruje coś odrzuconego, pogardzanego i wokół tego będzie kręcić się fabuła.
Powieść zaczyna się spokojnie, obyczajowo, towarzyszymy Lucjanowi w nowej rzeczywistości, choć mamy lekki wątek kryminalny. Jest zaginięcie kolegi Lucjana, a prolog zaczyna się od morderstwa. Zaginięcie początkowo nikogo nie martwi, gdyż Zmora znikał już wcześniej. Rozdziały zatytułowane są zdjęciami, a każde z nich przybliża nam nowe fakty z przeszłości Zmory i Lucjana, co zwiększa zainteresowanie czytelnika. Autor postawił na wplecenie do fabuły wątków paranormalnych i fantastycznych, co nie do końca mi pasowało. Fabuła koncentruje się wokół bohatera uwikłanego w niepokojące wydarzenia, gdzie granica między obserwatorem a uczestnikiem zaczyna się zacierać. Sama intryga i jej przedstawienie, nie do końca wzbudziło moją ciekawość, nie czułam się zbytnio zaangażowana w tę historię, momentami czułam chaos. Na pewno na plus zasługują wątki związane z fotografią, bo w tym temacie mam wiedzę zerową, więc autor fajnie pokazał jak to wszystko zmieniało się na przestrzeni lat. Jakie są plusy i minusy fotografii cyfrowej i analogowej oraz wywoływanie zdjęć w ciemni i obróbki komputerowej. Lucjan i Zmora stanowią dwa różne punkty widzenia w tym temacie, ale z obu bije pasja do tego co robią. Bez wątpienia autor stworzył oryginalną powieść. Klimat niepokojący i mroczny, atmosfera ciężka, momentami bywa brutalnie, a język surowy i dosadny. Z każdą stroną atmosfera gęstnieje, a napięcie rośnie, prowadząc do konfrontacji z tym, co miało pozostać niewidoczne.
Nie jest to zła książka, ale zdecydowanie bardziej przemówiła do mnie pierwsza powieść autora. Mimo to nie skreślam „Szmelcu”. To tytuł, który z pewnością docenią fani thrillerów z nutą grozy oraz czytelnicy zainteresowani motywem fotografii - ten element nadaje opowieści specyficzny klimat i może okazać się dla wielu dużym atutem
Lucjan, nazywany "Lucy" , przebywający aktualnie w Berlinie, otrzymuje tajemniczą wiadomość od swojego mentora. Wyrusza do Warszawy, a tam okazuje się,że Paweł Zadura zaginął. Uczeń wchodzi niejako w buty nauczyciela, tymczasowo zastępując go w pracy i mieszkaniu. W tym drugim odkrywa stary analogowy aparat fotograficzny. Nie wie,że biorąc go do ręki właśnie przypieczętował swój los...i prawdopodobnie nie tylko swój.
Znając debiut autora, wiedziałam mniej więcej czego się spodziewać. Nie zawiodłam się. Autor stworzył jeden wielki mix gatunkowy. Znajdziecie kryminał i thriller z silnie nakreślonym wątkiem psychologicznym. Tu nic nie jest takie jakie mogłoby się wydawać. Tylko początek powieści toczy się w normalnym trybie, a potem zaczyna się jazda. Mieszanie czasów, przeszłości z teraźniejszością, oraz niepokojąco dziwnych sytuacji, w których niewiadomo co jest prawdą, a co jedynie iluzją. Nie jest to powieść dla każdego, myślę że nie spodoba się czytelnikom, którzy nie przepadają za literaturą i stylem Stephena Kinga bo w mojej subiektywnej opini wiele elementów jest podobnych do jego pióra. Za to tym ceniącym nietuzinkowe, nieoczywiste i wprodzajace w błąd samego czytającego, lektury, gorąco polecam. Ja takie klimaty, niepokojące, niejednoznaczne i silnie działające na odczucia psychologiczne bardzo cenię i powtórzę się ponownie, nie zawiodłam się na tej historii. Zakończenie? Zaskakujące. Nie spodziewajcie się całkowitego domknięcia sprawy, co to to nie. Jeszcze jedną wartością dodaną są przemycone smaczki z historii i nie tylko, fotografii.
A Ty, jesteś gotowy na kilka klików wykonanych starym, poczciwym Big Swingerem? Nie obiecuje jednak czy fotografia z niego wychodząca będzie tym co oczekujesz zobaczyć. Polecam.
“Szmelc” S.J. Lorenca uświadomił mi, że mamy dziurę tematyczną w literaturze! Brakuje nam powieści, w których fotografia odgrywa kluczową rolę – „Szmelc” właśnie w tę niszę się wpisuje. Gatunkowo trudno określić go jednoznacznie, najbliżej jednak jest mu do powieści grozy - to na jej zasadach opiera się cała fabuła, a to znaczy: nic tu nie jest niemożliwe, ale jednak spina się finalnie w jedną logiczną całość. Tu elementy kryminalne przeplatają się z obyczajowymi i makabrycznym horrorem, tu teraźniejszość miesza się z przeszłością, a realność z onirycznością. Zamiast rozdziałów są zdjęcia, kadry, które zdają się być nieuporządkowane, rozrzucone, przez co czytelnik momentami nie jest do końca pewny, w którym momencie fabularnym się znajduje. Środowisko artystów różnej maści oddane jest wyraziście pod kątem językowym, choć ma pewne luki pod kątem psychologicznym. Nie jest to więc powieść bez wad, bez wątpliwości jednak pytania o naturę i magię fotografii, jakie zadaje, a zarazem motyw, o jaki intryga się opiera, są przyjemnym powiewem świeżości. Zdecydowanie coś dla tych, co podzielają pasję autora!