
Dobitna i klarowna - „The New Yorker”, uznana za jedną z najlepszych książek 2023 roku.
Idealna dla fanów Celeste Ng i Ann Patchett! – Amazon, uznana za jedną z najlepszych książek 2023 roku.
Wstrząsająca opowieść o rozdzieleniu rodziny rdzennych Amerykanów. Peters jest mistrzynią w tworzeniu postaci, do których od razu się przywiązujemy. Eric Nguyen, „The New York Times Book Review”.
Najdotkliwszy ból jednej rodziny. Najmroczniejszy sekret drugiej.
Maine, lata 60. XX wieku. Pewnego upalnego dnia sześcioletni Joe obserwuje swoją młodszą siostrę Ruthie, siedzącą na jej ulubionej skale na skraju pola borówek, podczas gdy ich rodzina, pochodząca z plemienia Mikmaków z Nowej Szkocji, zbiera owoce. Tego popołudnia Ruthie znika bez śladu. Jako ostatnia osoba, która ją widziała, Joe będzie wiecznie prześladowany przez żal, poczucie winy i wyobrażenia tego, jak mogło wyglądać jego życie, gdyby nie doszło do tragedii.
Norma dorasta na zamożnych przedmieściach jako jedyna córka zgorzkniałych rodziców. Jest bystra, nad wiek dojrzała i ma w głowie pełno pytań, których nie wolno jej zadawać – pytań o jej brakujące zdjęcia z okresu niemowlęctwa, śniadą skórę, realistyczne sny o spędzaniu czasu przy ognisku w ciepłych objęciach, które nawiedzają ją noc w noc. Norma przeczuwa, że istnieją sprawy, o których rodzice jej nie mówią, lecz rozwikłanie tajemnic, które skrywali przed nią, odkąd była małą dziewczynką, zajmie Normie dziesiątki lat.
„Zbieracze borówek” to poruszająca opowieść o niesłabnącej nadziei, niezachwianej miłości i sile rodziny – nawet w obliczu tragedii i zdrady.
Tytuł oryginalny: The Berry Pickers
Tłumacz: Grażyna Woźniak
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: Grupa Wydawnicza Filia Sp. z o.o., Kleeberga 2, 61-615 Poznań (PL), adres e-mail: kontakt@wydawnictwofilia.pl
| Autor | Amanda Peters |
| Wydawnictwo | Filia |
| Rok wydania | 2025 |
| Oprawa | twarda |
| Liczba stron | 352 |
| Format | 15.0 x 22.5 cm |
| Numer ISBN | 978-83-8357-839-2 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788383578392 |
| Wymiary | 150 x 225 mm |
| Data premiery | 2025.01.29 |
| Data pojawienia się | 2025.01.14 |
| Dostępna liczba sztuk | |
|---|---|
| Dostępność całkowita | 897 szt. (realizacja 2026.08.24) |
| Dostępność w naszym magazynie | 0 szt. |
Dostępność w punktach Bonito![]() |
|---|
| ul. Staromiejska 6 (50 m od Rynku) | Zamów i odbierz 2026.08.25 |
| al. Pokoju 67 (wyspa w centrum handlowym M1) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Batorego 15B (przecznica od ul. Karmelickiej) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Dobrego Pasterza 122 (Prądnik Czerwony) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Josepha Conrada 79 (obok stacji BP) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Kluczborska 17 (przy pętli "Krowodrza Górka") | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Kobierzyńska 93 (osiedle Ruczaj-Zaborze) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Marii Dąbrowskiej 17A (50 m od CH Czyżyny) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Pawia 34 (blisko Galerii Krakowskiej) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Pilotów 2E (300 m od ronda Młyńskiego) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Wielicka 259 (wyspa w Galerii Mozaika) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Wysłouchów 3 (Kurdwanów) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Zakopiańska 62 (Park Handlowy Zakopianka) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 51 (skrzyżowanie z ul. Płaskowickiej) | Zamów i odbierz 2026.08.25 |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 88 (Ursynów - metro Stokłosy) | Zamów i odbierz 2026.08.25 |
| al. Niepodległości 54 (przy stacji metro Wierzbno) | Zamów i odbierz 2026.08.25 |
| ul. Chmielna 4 (50 metrów od ul. Nowy Świat) | Zamów i odbierz 2026.08.25 |
| ul. Czapelska 48 (200 m od ronda Wiatraczna) | Zamów i odbierz 2026.08.25 |
| ul. Kondratowicza 37 (blisko Szpitala Bródnowskiego) | Zamów i odbierz 2026.08.25 |
| ul. Żeromskiego 1 (przy stacji metra Słodowiec) | Zamów i odbierz 2026.08.25 |
| ul. Plac Grunwaldzki 25 (w budynku Grunwaldzki Center) | Zamów i odbierz 2026.08.25 |
| ul. Ruska 2 (przy Placu Solnym) | Zamów i odbierz 2026.08.25 |
Darmowa dostawa już od 199,00 zł
„Zbieracze borówek” reklamowano jako poruszającą opowieść o niezłomnej nadziei, sile miłości i rodzinnych więzach. To właśnie ten opis mnie zaintrygował i sprawił, że sięgnęłam po książkę. Niestety, czuję spory niedosyt, bo historia okazała się znacznie mniej poruszająca, niż obiecywano. Zabrakło mi silniejszych emocji i autentyczności, które zapowiedź tak mocno sugerowała. Wiem, że jestem w mniejszości, ale nie poczułam magii tej książki. Główna „tajemnica”, wokół której zbudowana jest fabuła, od początku nie była tajemnicą – wiedziałam, co się wydarzyło, więc trudno mówić mi tu o jakimkolwiek napięciu. Historia po prostu się toczy, aż w końcu bohaterowie dochodzą do odpowiedzi, którą ja już dawno znałam.
Niestety, bohaterowie powieści nie wzbudzili we mnie większych emocji. Ich zachowania często wydawały się wymuszone, a charaktery – niespójne i mało wiarygodne. Brakowało im autentyczności, przez co trudno było mi wczuć się w tę historię i przejąć ich losem. Wciąż zastanawiam się, co tak bardzo poruszyło innych w tej historii, skoro mnie zabrakło w niej emocjonalnej głębi, wiarygodności i tej nieuchwytnej iskry, która sprawia, że książka zostaje w pamięci na długo.
Mimo wszystko nie zniechęcam do lektury „Zbieraczy borówek”, bo być może ta powieść poruszy Was bardziej niż mnie. Może to moje oczekiwania wobec tej książki były zbyt wygórowane? Spodziewałam się prawdziwego dramatu, emocji sięgających zenitu — w końcu porwano dziecko! Tymczasem otrzymałam coś na kształt reporterskiej relacji, która nie zdołała mnie poruszyć.
Narracja przeskakuje przez kolejne dekady, co sprawiło wrażenie, że ważne wydarzenia zostały pominięte. Postacie wydają się bardziej zarysowane, niż naprawdę dobrze przedstawione.
Były jednak momenty, które mnie poruszyły, to początek, w którym autorka zgrabnie zarysowała skomplikowane relacje rodzinne, oraz zakończenie, które wprowadziło spokój i uporządkowało stosunki między postaciami. Szkoda tylko, że środkowa część książki nie dorównała im pod względem emocjonalnego ładunku. Gdyby autorka lepiej zanurzyła się w psychologię postaci i wydobyła więcej emocji, książka mogłaby zyskać na sile.
Miałam duże oczekiwania wobec „Zbieraczy borówek”, a początek zapowiadał się naprawdę obiecująco i nawet mnie wciągnął, jednak z czasem coraz trudniej było mi utrzymać zainteresowanie. Historia szybko traci tempo i przeradza się w opowieść pełną użalania się nad własnym losem. Choć miała przedstawiać dramat związany ze stratą dziecka, zabrakło w niej napięcia, emocjonalnej głębi i autentyczności. Mimo że książka porusza ważne i bolesne kwestie, nie zdołałam się zaangażować w losy bohaterów. Ta opowieść miała potencjał, by wzruszyć, ale nie pojawiła się iskra, dzięki której zapadłaby mi w pamięć na dłużej.
Szkoda, bo jako całość powieść „Zbieraczy borówek” może się podobać, ale jednak nie spełniła moich oczekiwań. W efekcie książka okazała się dla mnie jedynie lekkim czytadłem – szybko się ją kończy i równie szybko zapomina. Jeśli spodziewacie się, że tytuł książki ma związek z treścią, możecie się rozczarować, bo według mnie zupełnie do niej nie pasuje. To prosta, niezbyt wymagająca opowieść, która nie wyróżnia się fabularnie. Być może jestem zbyt wymagająca i surowa, ale od takich historii oczekuję burzy emocji, a nie roli biernego obserwatora. Warto jednak zapoznać się z innymi opiniami – wielu czytelników odebrało tę książkę znacznie bardziej emocjonalnie niż ja.
Amanda Peters zabiera nas do Maine lat 60. XX wieku, do społeczności rdzennych Amerykanów; do rodziny, którą los dotkliwie doświadczył. Ludzi prostych, dobrych, biednych, pracowitych, których ze względu na pochodzenie uważano za gorszych, a których łączyły naprawdę silne więzi. Podczas gdy zapracowani rodzice zbierają borówki, bez śladu znika malutka Ruthie, będąca pod opieką sześcioletniego brata. Od tego czasu chłopiec przez lata zmaga się z potwornymi wyrzutami sumienia, a to dopiero początek tragicznych wydarzeń w rodzinie.
„Zbieracze borówek” to książka tak piękna, wartościowa, przejmująca i wspaniale napisana, że nie mogłam uwierzyć, iż jest debiutem autorki!
Historia pisana sercem, z niesamowitą wrażliwością, ukazująca jak ważne są w życiu nasze korzenie, jak wielkie znaczenie ma rodzina, jaki ból i pustkę pozostawia po sobie brak kogoś nam bliskiego, ale również jak istotna jest niesłabnąca nadzieja. Pięknie ukazany został wątek poszukiwania swojej tożsamości, przynależności, swojego miejsca w świecie, w którym czujemy się wyobcowani.
Rzadko zdarza mi się naprawdę głęboko wzruszyć przy lekturze, ale końcówka wywołała we mnie tak silne emocje, że czułam gulę w gardle i trudno było mi pohamować łzy. Trudno mi będzie o niej zapomnieć. Z całego serca Wam ją polecam. To jeden z najlepszych debiutów, jakie czytałam.
To smutna powieść.
To powieść pełna emocji.
Pewnego dnia na plantacji borówek dochodzi do tragedii. Rodzina nie może znaleźć najmłodszego dziecka – kilkuletniej dziewczynki o imieniu Ruthie. W tajemniczych okolicznościach dziecko znika. To lato zostanie zapamiętane do końca życia. Rodzina jednak wierzy w to, że dziewczynka nie umarła i mają nadzieję na jej odnalezienie.
Sytuacja, jaka miała miejsce tego konkretnego lata ma ogromny wpływ na kolejne lata poszczególnych członków rodziny. Każdy z domowników tęskni za Ruthie, a kolejne nieszczęścia nie pozwalają cieszyć się życiem. Mijają lata, a wiara w to, że Ruthie gdzieś jest na tym świecie nie gaśnie.
Ta nastrojowa powieść wdziera się do głębi czytelnika, by na długo pozostawić ślad w jego głowie. Do tego dochodzi głęboka refleksja nad sytuacją, która przytrafiła się indiańskiej rodzinie. Jest to powieść o tajemnicach, żałobie, stracie, rodzinie i wierze. Ma ona w sobie dużo nostalgii, a to czyni ją wyjątkową. Myślę, że ta książka jest nie tylko wspaniałym debiutem, ale także znajdzie się wysoko w rankingach czytelniczych.
Jedna chwila. Jedna decyzja. Dwie skrzywdzone rodziny.
To jak ogromne wrażenie zrobiła na mnie ta powieść aż trudno opisać. Rzadko kiedy oceniam książki 6/6 także o czymś to świadczy. W czasie lektury bardzo silnie odczuwałam emocje bohaterów, ich rozterki i niepewności. Poruszyła mnie dogłębnie i pozostawiła z poczuciem niesprawiedliwości i żalu, że życie głównej bohaterki zostało zbudowane na kłamstwie. Że przez dziesiątki lat żyła z poczuciem niedopasowania, inności, z tysiącem pytań i wątpliwości, na które nikt nie chciał jej udzielić odpowiedzi. A z drugiej strony historia okaleczonej indiańskiej rodziny, która musiała zmierzyć się ze stratą. Z poczuciem winy, że może przez ich niedopatrzenie zaginęła ich mała córeczka i siostrzyczka. Jej starszy brat, Joe, przez całe życie czuł się odpowiedzialny i przytłoczony jej stratą, co w konsekwencji wpłynęło na jego dalsze losy. A wszystko przez jedną decyzję.
W książce zostało też rzucone światło na to jak przez lata byli traktowani rdzenni mieszkańcy Ameryki. Ich ciężką pracę, zwyczaje, a także przekonanie białych ludzi o swojej wyższości i poczuciu, że wiedzą lepiej…
„Czasami kłamstwo zakorzenia się w nas tak mocno, że w końcu staje się prawdą, ukrytą w zakamarkach umysłu, dopóki nie wymaże jej śmierć. Sekrety i kłamstwa potrafią żyć własnym życiem, przekręcane i manipulowane, albo wypłynąć z ust osoby, która zaczyna tracić rozum.” .Czy umielibyście żyć w kłamstwie? I na domiar złego na kłamstwie budować życie „własnego” dziecka? Ja na pewno nie. Kłamstwo zatruwa, osacza, by na koniec skierować się przeciw temu, kto je stworzył. .M.in. o tym mogli przekonać się bohaterzy powieści „Zbieracze borówek” autorstwa Amandy Peters. .Akcja rozpoczyna się w Maine, w trakcie upalnego lata w latach 60.XX wieku. Właśnie przy zbieraniu borówek, jak to ma miejsce rokrocznie dla rodziny Joego, pochodzącego z plemienia Mikmaków z Nowej Szkocji. Niestety to lato będzie inne, bowiem znika bez śladu jego młodsza siostra Ruthie. Chłopiec nie będzie mógł sobie darować, że to on ostatni widział dziewczynkę, że gdyby nie zostawił jej samej, pewnie nic by się nie stało. Poczucie winy i żal będą mu już towarzyszyć niemal do końca jego dni… Na przedmieściach, dorasta Norma - córka zgorzkniałych rodziców, którzy najchętniej zamknęliby ją w domu i schowali przed całym światem, zwłaszcza matka. Dziewczynka cały czas czuje, że z jej rodziną jest coś nie tak. Że jej rodzice nie mówią jej wszystkiego, a rozwikłanie tej mrocznej tajemnicy może zająć jej nawet kilkadziesiąt lat… .Cóż to była za historia! Zaciekawiła mnie już od pierwszej strony! To nie była prosta historyjka, bowiem główny wątek - porwania dziecka i zabrania jego tożsamości, to bardzo trudny i ciężki temat, zwłaszcza dla mnie, jako mamy. Poruszyła mnie do reszty, nie pozwoliła odłożyć się na później - chciałam poznać zakończenie i dowiedzieć się, czy po latach udało się Ruthie wrócić do prawdziwej i zawsze jej kochającej rodziny. .To opowieść o kłamstwie, mocno skrywanych tajemnicach, które gdy ujrzą światło dzienne mogą prowadzić do najgorszego. To także opowieść o sile miłości, wiary i nadziei - w to, że mimo wszystko los się do nas uśmiechnie i dobro nadejdzie :)
Mogłoby się wydawać, że upchnięciu tu wielu trudnych tematów, począwszy od rasizmu, poprzez utratę dziecka, żałobę, skończywszy na dyskryminacji i alkoholizmie, powieść stanie się ciężkostrawna, ale napisana z takim wdziękiem prowokuje tylko do myślenia i zachwyca.
Nie wiem czy wy też tak macie, ale ja czasami jak skończę książkę, to mam ochotę płakać z radości i nieszczęść, które dopadły moich bohaterów. Ta opowieść chwyciła mnie za serce, gdyż pokazała, że dom mój jest tam, gdzie miłość moja. Gdzie moje dzieci, ich pierwsze kroki, niewyraźne słowa, pobrudzone objadem ubrania i buźki. Gdzie doświadczamy pieszczoty ich zaciśniętych piąstek a później szerokich ramion, które to teraz nas obejmują. Aż brakuje mi słów, by opisać jak niesamowicie wartościową książkę przeczytałam. Opowieść o jednej rodzinie, która w wyniku podziału stworzyła dwie inne. Historia przedstawia losy indiańskiej rodziny z czego dwoje postaci opisuje nam je ze swojej już bardzo dojrzałej perspektywy. Mężczyzna i kobieta, umierający brat i porwana w dzieciństwie siostra. Historia tak przejmująca jak płacz maleńkiego dziecka, które tuli się do piersi, póki nie ukoimy jego zawodzenia. Pochłonęła mnie niczym pierwsze chwile porodu, kiedy wiemy, że tylko jego koniec może przynieść nam ukojenie. Opisana lekkim piórem zahaczającym o poezję i naturalne piękno natury. Porównania widziałam oczyma wyobraźni, które albo jaśniały niczym blask słońca odbity w tafli jeziora, albo ciemniały przytłaczając nas niczym myśli o czyjejś krzywdzie. Każda z postaci była inna i na swój sposób radziła sobie ze swoim życiem. Rodzina indiańska wiodła ledwo koniec z końcem. Zbierali borówki i czepiali się dorywczych prac, by każdy z nich mógł zjeść przynajmniej kawałek chleba z mortadelą. Może i byli biedni, ale dobrze wychowani, by pomagać innym w potrzebie. Jedynie inni ludzie uważający ich za gorszego pochodzenia odbierali im nie tylko wolność słowa, ale i bezpieczeństwo. W ten sposób zginął jeden z ich synów. Czteroletnia dziewczynka miła i ufna niczym mały baranek, zniknęła im podczas zbiorów borówek. Szukali jej latami nigdy się nie poddając. W innej rodzinie to ich zaginiona córka o sobie opowiada. Śnią jej się dziwne sny o których opowiada mamie, lecz ta dostaje od razu ataku migreny. Znamy jej życie od dzieciństwa po dorosłość w której pozostaje jej tylko odkryć przeszłość. W ten sposób tutaj i tam będziemy im towarzyszyli w pokręconym życiu, gdzie gasną serca ich najbliższych. Czy kiedykolwiek już poważna kobieta, odzyska swoją prawdziwą rodzinę? Niesamowita książka, taka piękna i prawdziwa. Wydana w sztywnej oprawie i nieco większym formacie. Gorąco zachęcam do lektury, bo zwyczajnie warto!
"Kim naprawdę jestem? I czy za mną tęsknią?"
Pewnego upalnego dnia 1962 roku w amerykańskim stanie Maine, gdzieś na borówkowych polach, mała Ruth znika bez śladu. W swoim literackim debiucie Amanda Peters splata losy dwóch rodzin – jedna z nich doświadcza wielkiej tragedii; druga żyje w cieniu mrocznej tajemnicy. Poznajemy historię Joego i Normy – ludzi, których dzielą setki kilometrów, ale łączy ciężar straty. "Zbieracze borówek" to żal, gniew i poczucie winy brata, który stracił młodszą siostrę; to wrażenie niedopasowania i braku przynależności dziewczynki, która straciła dawne życie, bliskich i rodzinny dom. Amanda Peters z wrażliwością i czułością zagłębia się w skomplikowane ludzkie losy, zakamarki uczuć i zawiłości rodzinnych relacji. Tworzy wielowymiarowe, złożone postaci i wspaniałą scenerię – odmalowuje Boston, lasy i pola amerykańskiego stanu Maine, kanadyjski Nowy Brunszwik i Nową Szkocję. W subtelny, poruszający sposób pisze o miłości, rodzinie, kruchości życia, przebaczeniu, macierzyństwie i samotności. O pokoleniowej traumie, prawdzie, tożsamości, zmaganiach rdzennej ludności i indiańskim dziedzictwie. Powieść ujmuje piękną prozą, słodko-gorzką nutą, odrobiną melancholii, przenikliwością w opisywaniu uczuć, relacji i wewnętrznych rozterek. Szczęście, smutek, żal i tęsknota nieustannie przenikają się ze sobą, tworząc wielobarwną, życiową mozaikę.
Pięknie napisana, dojrzała i chwytająca za serce powieść. Wiele razy mnie wzruszyła, skłoniła do refleksji. Żyłam losami Normy i Joego – czułam się częścią ich historii. Wspaniale móc polecać takie książki. Warto!