
Jesień 1976. W Szczecinie dochodzi do serii wypadków śmiertelnych. Bardzo szybko okazuje się, że ofiary łączy nie tylko sposób w jaki zginęły, ale również fakt, że na miejscu każdego ze zdarzeń śledczy znajdują tajemnicze przedmioty. Do sprawy zostaje przydzielony porucznik Ugne Galant. Milicjant wciąż zmaga się z dręczącymi go demonami. Gdy okazuje się, że na miejscu zdarzeń śledczy znajdują ślady pozostawione przez Galanta, milicjant będzie musiał zmierzyć się z upiorami przeszłości i brutalną prawdą o sobie samym. Zanurzy się w mroczny świat melin, przemocy i grzechu. Zaczyna się polowanie na latawce.
Jeżeli prawdą jest, że cierpienie uszlachetnia, to czas, by się z tą prawdą zmierzyli Ci, którzy ją głoszą.
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: Grupa Wydawnicza Filia Sp. z o.o., Kleeberga 2, 61-615 Poznań (PL), adres e-mail: kontakt@wydawnictwofilia.pl
| Autor | Przemysław Kowalewski |
| Wydawnictwo | Filia |
| Rok wydania | 2024 |
| Oprawa | miękka |
| Liczba stron | 384 |
| Format | 13.5 x 20.5 cm |
| Numer ISBN | 978-83-8357-747-0 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788383577470 |
| Wymiary | 135 x 205 mm |
| Data premiery | 2024.10.06 |
| Data pojawienia się | 2024.09.20 |
| Dostępna liczba sztuk | |
|---|---|
| Dostępność całkowita | 1046 szt. |
| Dostępność w naszym magazynie | 12 szt. (realizacja jeszcze dzisiaj) |
Dostępność w punktach Bonito![]() |
|---|
| ul. Staromiejska 6 (50 m od Rynku) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Pokoju 67 (wyspa w centrum handlowym M1) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Batorego 15B (przecznica od ul. Karmelickiej) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Dobrego Pasterza 122 (Prądnik Czerwony) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Josepha Conrada 79 (obok stacji BP) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Kluczborska 17 (przy pętli "Krowodrza Górka") | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Kobierzyńska 93 (osiedle Ruczaj-Zaborze) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Marii Dąbrowskiej 17A (50 m od CH Czyżyny) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Pawia 34 (blisko Galerii Krakowskiej) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Pilotów 2E (300 m od ronda Młyńskiego) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Wielicka 259 (wyspa w Galerii Mozaika) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Wysłouchów 3 (Kurdwanów) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Zakopiańska 62 (Park Handlowy Zakopianka) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 51 (skrzyżowanie z ul. Płaskowickiej) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 88 (Ursynów - metro Stokłosy) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Niepodległości 54 (przy stacji metro Wierzbno) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Chmielna 4 (50 metrów od ul. Nowy Świat) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Czapelska 48 (200 m od ronda Wiatraczna) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Kondratowicza 37 (blisko Szpitala Bródnowskiego) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Żeromskiego 1 (przy stacji metra Słodowiec) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Plac Grunwaldzki 25 (w budynku Grunwaldzki Center) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Ruska 2 (przy Placu Solnym) | Zamów i odbierz już jutro |
Darmowa dostawa już od 199,00 zł
Recenzja książki "Latawiec" Przemysława Kowalewskiego
Mroczny taniec z demonami PRL-u.
"Latawiec" to czwarty tom bestsellerowej serii o milicjancie Ugne Galancie, autorstwa Przemysława Kowalewskiego. Akcja przenosi nas do Szczecina w 1976 roku, gdzie seria tajemniczych zgonów alkoholików zmienia się w polowanie na seryjnego mordercę. Ofiary łączy nie tylko sposób śmierci, ale też gliniane wazoniki z papierowymi krokusami– symbolem trzeźwości pozostawionym na miejscu zbrodni. Główny bohater, pogrążony w alkoholowym delirium Ugne, odkrywa, że ślady prowadzą... do niego samego?
Kryminalna zagadka w cieniu alkoholowego nałogu. Wątek detektywistyczny służy tu jako pretekst do eksploracji mrocznych zakamarków ludzkiej psychiki i społeczeństwa PRL-u. Morderca, nazywany „Łapaczem Latawców”(gdzie „latawiec” to slangowe określenie alkoholika), zabija osoby, które przez nałóg krzywdziły swoje rodziny. Przemysław Kowalewski mistrzowsko gra z czytelnikiem. Początkowo wszystkie tropy wskazują na Ugne, który nie pamięta swoich nocnych eskapad ? Wątpliwości: Czy mordercą jest on? A może ktoś wykorzystuje jego słabość? Autor prowadzi nas przez labirynt podejrzeń, a rozwiązanie zaskakuje nawet wytrawnych fanów kryminałów!
„Alkohol morduje nas i nasze rodziny. Dzieci stają się pierwszymi ofiarami tego chocholego tańca”
Bohaterowie: Ugne Galant – antybohater, który budzi odrazę i współczucie.Ugne to postać skrajnie niejednoznaczna. Utalentowany śledczy o analitycznym umyśle, ale też „wrak człowieka” pogrążony w ciągu alkoholowym. W „Latawcu” jego degeneracja osiąga apogeum: brud, zapach wódki i agresja budzą fizyczny niesmak ? a jednocześnie jego wewnętrzna walka i ślady dawnej wrażliwości wzruszają ?? Nowa partnerka Galanta, milicjantka Judyta Kanclerz, dodaje dynamiki. Jej chłodny pragmatyzm kontrastuje z chaosem Ugne. Wątek jej brutalnej sprawiedliwości („zabiła bez wyrzutów sumienia”) to jeden z mocniejszych akcentów książki.
Tło obyczajowe: Alkoholizm jako choroba społeczeństwa PRL-u.
Przemysław Kowalewski nie koloryzuje rzeczywistości lat 70. Pokazuje brudne ulice Warszewa, meliny przesiąknięte wonią wódki, rodziny żyjące w strachu przed pijanymi tyranami. Alkohol to tu „normalny” sposób na ucieczkę od beznadziei, a przemoc domowa – temat tabu. Autor demaskuje hipokryzję systemu: państwo sprzedaje wódkę, ale nie pomaga ofiarom nałogu. Sceny cierpienia dzieci (np. główny bohater wspomina, jak ojciec „rozbijał mu głowę o ścianę”) są wstrząsające i uniwersalne – przypominają, że ten problem wciąż istnieje!
Powieść, która zostawia ślad!
„Latawiec” to nie tylko kryminał to studium upadku i (możliwego?) odkupienia. Mocne strony to emocjonalna głębia – scena, gdy Ugne pyta: „Czy twój Bóg ma jakiś plan dla mnie?”,a kobieta odpowiada: „Moi bogowie dali mi wolną wolę”, to kwintesencja jego rozterek ? Odkłamanie mitu „uszlachetniającego cierpienia” – ofiary nałogu nie są tu romantyzowane, a ich dzieci nie wybaczają. Zaskakujące zakończenie – Ugne podejmuje walkę z nałogiem, dając nadzieję na rozwój w kolejnych tomach
Słabszy punkt? Turpistyczne opisy brudu i degeneracji mogą być przytłaczające („czuć smród ludzkich odchodów i wódki”). Ale to celowy zabieg, bo autor nie chce, byśmy czytali tę książkę wygodnie!
Kto powinien przeczytać?
„Latawiec” to mistrzowski kryminał społeczny, który łączy trzymającą w napięciu akcję z głęboką refleksją. Polecam:
- Miłośnikom kryminałów retro*(np. serii o Eberhardzie Mocku)
- Czytelnikom szukającym trudnych tematów (alkoholizm, przemoc)
- Fanom antybohaterów z ciężkim bagażem.
„Latawiec” udowadnia, że polski kryminał ma moc zmuszać do myślenia. I choć kończy się iskierką nadziei, jej smak jest gorzki jak dym z papierosa Carmen...
Moja ocena: 9/10
BRUNETTE BOOKS
Nie wiem czy to przypadek, ale autor poruszył tutaj temat cudownego obrazu Maryi, który wędrował u postaci po wiosce. Dla różnych osób miał on różną moc. Jedni go wychwalali, że działa cuda, inni traktowali zwyczajnie, a jeszcze inni się go bali. Nie wiem jak u was, ale u mnie też on był. Jeśli mam być szczera, to czuć było wokół niego jakąś dziwną i gęstą atmosferę. Jakby noszony ważył dziesięć kilo, ale gdy się na niego patrzyło, to całą tonę. Był cichy, ale dla mnie głośny. Czułam jakby zbierał wszystkie grzechy, krzyki i hałasy od każdego domu do którego zawitał. Nie wiem dlaczego, ale nie wyczułam od niego nic dobrego, tylko poczucie winy. Modlitwą miał nam pomagać, a zamiast tego pozostawił po sobie nieprzespane noce, chwilowe koszmary i grozę tak wielką, jak grzechy wszystkich ludzi na świecie zebrane właśnie w jedno miejsce. W ten obraz. Wiem, że każdy z was może mieć inne przekonania, odczucia, nauki, wierzenia. To tylko moje uczucia względem tego właśnie obrazu. Zamiast zabrać, wiele rzeczy po sobie zostawił. Podejrzewam nawet, że gdyby nie ta książka, nigdy bym wam tego nie napisała. Czy czuję się z tego powodu źle? Nie. Zwyczajnie jestem szczera i już jakby wolniejsza od brzemienia uczuć, które u mnie się kotłowały.
Co do fabuły książki, to jak zwykle jest zaskakująco dobra. Autor włożył tu swoje serce, by ukazać nam temat alkoholizmu, który sama dobrze znam. Te chwile, kiedy stan człowieka zmienia się z każdym wypitym łykiem i lepiej zawsze przytakiwać aniżeli zaprzeczać lub milczeć. Alkoholizm to choroba, ale rodzi on przemoc. Jakimś dziwnym sposobem psychologowie lubią poruszać się tylko w strefie komfortu alkoholika robiąc z niego ofiarę, jednak milkną, kiedy to z ich rąk dzieje się komuś krzywda. Autor zebrał tutaj schemat małej wsi, tak zwanej biedoty i alkoholizmu. Wychodzi bowiem na to, że ten temat kogoś bardzo zdenerwował, skoro zostaje wymierzona sprawiedliwość w procentowe osoby. Jest to seria, aktualnie tom czwarty, więc i główna postać jest nam znana z poprzednich części. Dodatkiem okazuje się być nowa kobieta.
Ktokolwiek się tu nie pojawia, to jest dobrze przedstawiony, nie tylko fizycznie ale i psychicznie. Zajrzymy do domów, które specyficznie pachną, gdzie ubóstwo i alkohol wsiąkają nawet w ściany. Gdzie ludzkie odchody są załatwiane nieraz pod siebie i gdzie każda kryjówka skąpana w groszach zostaje opróżniona na wiadomy cel. Dokładnie oddał klimat przysłowia ,,Bieda aż piszczy". Nie chcę wam dokładnie opisywać co was tu czeka, gdyż nie było tu sytuacji, która by mnie nie zaskoczyła. No może poza szczerością, dzięki której mam do autora duży szacunek. Autor zdecydowanie pisze książki o ludziach do ludzi. Bo czasami dopiero kiedy się przeczyta takie rzeczy, to niektórzy mogą otworzyć swoje oczy. Oby nigdy za późno.
Przemysław Kowalewski imponuje mi swoją wiedzą, pracowitością i determinacją w dociekaniu prawdy. Autor tworzy interesujące historie osadzone w czasach, w których dorastał, a na potrzeby powieści ubiera je w fikcję literacką. Cała bibliografia, z której korzystał przy pisaniu „Latawca”, znajduje się na końcu książki. Autor budzi mój wielki szacunek za to, że zabiera czytelników w pouczające i niesamowite podróże w czasie.
Tym razem ukazuje rzeczywistość Polski Ludowej, gdzie tradycyjnie ojciec – głowa rodziny – zaglądał do kieliszka, co nie było wtedy czymś nadzwyczajnym; tak po prostu wyglądała codzienność w wielu rodzinach. Nikomu, oprócz najbliższych tych ludzi, to nie przeszkadzało – pijanym narodem łatwiej było rządzić. Autor zaznacza w posłowiu, że w powieści przywołał obrazy zapamiętane z tamtych czasów, historie opowiedziane przez znajomych z dawnych lat oraz sytuacje, które na długo utkwiły mu w pamięci. Wiele z nich jest prawdziwych, inne powstały w wyobraźni autora. Niestety, jak sam stwierdza, tych wymyślonych jest o wiele mniej, gdyż tak właśnie wyglądało życie Polaków w Polsce Ludowej pod rządami jedynie słusznej władzy.
Ugne Galant, po tym jak podczas akcji stracił swoją ukochaną Basię, nie potrafi się podnieść. Jeszcze więcej pije niż wcześniej, zadaje się z żulami i ma luki w pamięci. Dlaczego nie wyrzucono go dotąd z milicji? Bo po pół litra wypitego alkoholu, jego umysł i tak działa lepiej niż kilku innych milicjantów razem wziętych.
Jesienią 1976 roku w Szczecinie, w dzielnicach Niebuszewo i Warszewo, dochodzi do serii wypadków śmiertelnych. Giną w nich znani wszystkim pijacy, po których nikt nie płacze. Nie wzbudziłoby to zainteresowania śledczych, gdyby na miejscu zdarzeń nie odnaleziono tajemniczych przedmiotów. Do sprawy zostaje przydzielony porucznik Ugne Galant. Szybko okazuje się, że milicjant będzie musiał zmierzyć się nie tylko z kimś, kto poluje na lokalnych pijaczków, ale także z demonami przeszłości, gdyż śledczy na miejscu zdarzeń znajdują ślady pozostawione przez Galanta. Okazuje się, że znał ofiary domniemanych wypadków, gdyż wraz z nimi niejednokrotnie upijał się do nieprzytomności.
Przyjaciele Ugne nie wierzą, że za tymi zbrodniami stoi on sam. Pił z ofiarami, to fakt, i niewiele z tego pamięta, ale dlaczego miałby ich mordować? Niestety dowody jego winy są dość jednoznaczne, więc Ugne zostaje odsunięty od śledztwa. Kto tak naprawdę morduje lokalnych pijaczków i dlaczego postanowił w te zbrodnie wrobić Ugne?
Milicjanci nie mają wątpliwości, że wyrafinowany sposób, w jaki morderca wysyła pijaków na tamten świat, jest spowodowany jakąś zadrą z przeszłości. Nie bez powodu wziął na cel przemocowych pijaków, którzy krzywdzili swoje rodziny. Ekipa śledczych nie może dłużej udawać, że na miejscach zbrodni nie znaleziono przedmiotów ze śladami Ugne, tym bardziej że informacje o tej sprawie przeciekły do prasy. Mają wśród siebie kreta, który donosi pismakom i w ten sposób ewidentnie chce pogrążyć Ugne. Pętla wokół szyi milicjanta się zaciska, a czas ucieka. Nie pomaga już ochrona przyjaciół; jeśli nie znajdzie dowodów na swoją niewinność, winnym zbrodni będzie on.
Ugne, gdy trzeba, ma umysł jak brzytwa i rozgrywa wszystko jak najlepszy szachista, chociaż wiele przeszedł i ma sporo słabości. Przez ostatnie dziesięć lat mało było w jego życiu jasnych chwil. Jego jedna trzecia życia to podróż przez alkoholową mgłę. Teraz jest jak chart, który poczuł krew i podąża za ranną zwierzyną. Zapomniał o całym świecie, nic dla niego się nie liczy, nawet alkohol.
Ta sprawa jest dla niego szczególnie ważna. Nie ma znaczenia, że to on jest podejrzanym; trafienie do więzienia byłoby dla niego drobnostką. Perspektywa trafienia za kratki go nie przeraża; niejedno już przeżył i przetrwał. Toczy walkę z własnymi demonami, to jego czyściec. Może uda mu się odkryć prawdę, która go wyzwoli. Czy mu się to uda?
„Latawiec” to perfekcyjnie napisana powieść, od której nie sposób się oderwać. To najlepszy kryminał, jaki przeczytałam w tym roku, i piszę to z pełnym przekonaniem, że tak jest. Po raz kolejny Przemysław Kowalewski zachwycił mnie doskonałą znajomością tematu i pomysłowością w kreacji bohaterów. Pozwolił mi przenieść się w czasy, które dla niektórych są już tylko zamierzchłą historią, ale dla osób takich jak ja, doskonale pamiętających tamtą rzeczywistość, stanowią smakowitą ucztę literacką na najwyższym poziomie.
Na koniec autor dzieli się smutną refleksją, że od tamtych lat dzieli nas spora odległość w czasie, ale niestety nie brakuje złych ludzi, którzy zajmują się przestępczym procederem. Praca policji nie różni się aż tak bardzo od tej milicyjnej. Może teraz organy ścigania mają do dyspozycji bardziej nowoczesne środki w walce z przestępczością, jednak przestępcy również dysponują nowocześniejszymi narzędziami, które ułatwiają im dokonywanie przestępstw.
Przemysław Kowalewski osadzonym w skomplikowanych realiach PRL-u cyklem z porucznikiem MO Ugne Galantem wkroczył z przytupem na scenę polskiego kryminału i nie zwalnia ani na chwilę dając nam w tym roku dwa kolejne tytuły. Co ważniejsze jednak ich jakość pozostaje na niezmiennie wysokim poziomie zarówno pod względem fabularnym – budzących silne emocje zbrodni, oddanego ze znawstwem i pasją klimatu tamtych czasów, odczuć, które budzi los na wskroś prawdziwych bohaterów – jak i warsztatowym. Dbałość Autora o najmniejszy detal historyczny, spójność opowiadanej historii, ale i język można odczuć na każdej stronie.
"To były chwasty, które krzywdziły swoich bliskich..."
Za sprawą „Latawca” cofamy się do lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy alkoholizm i przemoc były codziennością wielu polskich rodzin. Morderca – nazwany Łapaczem Latawców – bierze na celownik mężczyzn, którzy przez swoje uzależnienia i destrukcyjne życie krzywdzą swoich bliskich.
Wraz z prowadzącym śledztwo Ugne Galantem przenikamy do tak dobrze znanych porucznikowi szczecińskich melin niemal czując ich odór i zepsucie. Świadomość, że ofiary były alkoholikami niszczącymi nie tylko samych siebie, ale przede wszystkim swoje rodziny nie wpływa na zaangażowanie w prowadzone dochodzenie, tym bardziej że w pewnym momencie to Ugne staje się głównym podejrzanym. Bo i on jest człowiekiem upadłym, z bliznami nie tylko na ciele, ale i duszy, a jego zaćmiona alkoholem, pełna wyrw w pamięci przeszłość z pewnością nie ułatwia zadania.
Autor z ogromnym autentyzmem i szorstką, czasem wręcz wstrząsającą precyzją oddaje tamtą zamroczoną oparami alkoholu rzeczywistość. Przytoczone historie dziecięcej krzywdy niosą kolosalny emocjonalny ciężar przytłaczając, ale budząc też niezgodę i złość. Na tamte czasy i tamtych ludzi za ich bierność i zamykanie oczu. Szczególnie tych ludzi, przy których powinny czuć się bezpieczne, na których wsparcie powinny móc liczyć.
Dość szybko udało mi się odgadnąć osobę sprawcy, choć Autor nie ułatwia czytelnikowi sprawy myląc tropy i oszczędnie dawkując informacje mogące naprowadzić na właściwą drogę. To było przeczucie, które się sprawdziło, co w żaden sposób nie wpłynęło na mój odbiór tego pełnego emocji, rasowego kryminału skłaniającego do refleksji nad moralnością, sprawiedliwością i odpowiedzialnością za wyrządzone krzywdy.
„Latawiec” to czwarty tom opowieści o Ugne Galancie, śledczym, który nie stroni od alkoholu, ale w swoim środowisku znany jest z tego, że sprawy, które zostają mu powierzone zawsze doprowadza do końca i co więcej, charakteryzuje się typowo analitycznym umysłem szukając sprawców przestępstw. Tym razem jest jednak nieco inaczej, gdyż Ugne sam podejrzany jest o popełnienie morderstw…
„Latawiec” to historia osadzona w latach siedemdziesiątych, u zmierzchu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, kiedy to w ponurej, socjalistycznej rzeczywistości ludzie żyją z dnia na dzień. Gdzie brakuje towarów w sklepach, gdzie wynagrodzenie za wykonaną pracę jest marne i w końcu, gdzie alkohol jest wszechobecny. Na fundamencie tej PRL’owskiej rzeczywistości Przemysław Kowalewski skonstruował mroczny kryminał obnażając prawdy o ówczesnym ustroju.
Szczecin, 1967 rok. Seria niewyjaśnionych wypadków śmiertelnych przy których sprawca pozostawia wazoniki z plasteliny z papierowymi krokusami. Do sprawy przydzielony zostaje Ugne Galant, czterdziestodziewięcioletni porucznik Milicji Obywatelskiej, który badając poszlaki będzie musiał zmierzyć się ze swoją mroczną przeszłością. Kiedy okazuje się, że ofiary to alkoholicy i kiedy na miejscu zbrodni zostają znalezione materiały wskazujące na obecność Galanta, ten zostaje odsunięty od śledztwa…
Autor kolejny już raz udowodnił, że potrafi wzbudzić w czytelniku przeszywające emocje. Zdoła zaangażować w skonstruowaną przez siebie historię i co więcej serwuje zaskakujący finał, którego przez całą fabułę trudno jest się domyślić. Myli tropy, zaskakuje i tworzy mozaikę brudnych tajemnic. A wszystko to przesiąknięte aurą gęstego mroku dymu papierosowego i alkoholowych libacji.
„Latawiec” to czwarty tom z cyklu z Ugne Galantem Przemysława Kowalewskiego, który zbudowany jest tak, że bez problemu po każdą jego część można sięgnąć oddzielnie, nie przejmując się specjalnie chronologią. Bo w nich najważniejsza jest historia, a ta z każdym tomem jest inna. W “Latawcu” akcja główna toczy się jesienią 1976, choć zdarza jej się cofać o kilka, kilkanaście lat. I tak dostajemy opowieść o życiu w głębokim PRL-u, w czasach, gdy o alkoholizmie w Polsce nie wiedziano za wiele, nie było przecież wtedy takiej świadomości, co picie robi ze zdrowiem, z psychiką człowieka i jemu najbliższych. I właśnie na tym autor się skupia. Zresztą nie tylko on, bo i morderca (lub morderczyni, bo wiemy, że ktoś zabija, nie znamy jednak nawet płci sprawcy) upatrzył sobie na cel pijaczków krzywdzących swoje rodziny. I obraz ten jest przerażający, bo bardzo bliski realności. Autor doskonale oddaje tamte czasy, tamte światopoglądy i przekonania, które były ograniczone nie tylko poprzez komunizm, ale także religię. Przyglądamy się tej beznadziei, bezradności, co wzbudza w czytelniku głębokie, bardzo smutne emocje. Intryga kryminalna, a raczej styl jej prowadzenia, nieco wyciąga nas z tego dołku, bo toczy się dynamicznie, a pod koniec nawet nabiera nut sensacyjnych. Ale zbudowana jest z dużą precyzją i choć z początku nic tego nie zapowiada, ostatecznie okazuje się, że wszystko w tej powieści jest po coś, ma swoje uzasadnienie. Podoba mi się ta staranność, podoba mi się temat, a raczej problem, który mimo tego, że przedstawiony w czasach już minionych, cały czas jest i w naszym świecie obecny, a zatem tematy, które porusza są nam bliskie, a my jesteśmy w stanie współodczuwać z tymi, którzy faktycznie są w tej sytuacji pokrzywdzeni. Podoba mi się kierunek, w którym Przemysław Kowalewski idzie!
te krokusy ocaleniem
nadzieją ku trzeźwości
te kwiaty wyzwoleniem
ucieczką z ciemności
kochana siostrzyczko
w dłoni latawiec miałaś
kochana siostrzyczko
ty tylko żyć chciałaś
on strach głęboki czuje
on bez niej nie potrafi żyć
wódką cierpienie maskuje
w niej tylko potrafi się skryć
Kolejny dzień.
Kolejny łyk.
Kolejna butelka.
Potem do domu wraca.
A dzieci patrzą.
Słuchają.
Boją się.
Modlą. Obok mama z różańcem.
By tato wyzdrowiał. I przestał pić.
Ale on nie przestanie.
Szemrane zaułki Szczecina 70. lat.
Takie ciemne. Takie mroczne. Takie brudne.
Jak dusze ludzi. Zniszczone. Pokonane.
Mętny wzrok osnuty alkoholem.
Jego odór unoszący się po ulicach, domach, rodzinach.
Oni nim nasiąkają. On się w nich wżera. Wgryza.
Ktoś ich się pozbywa. Latawców.
On żyć musi bez niej. Bez miłości, którą wtedy poczuł. Która odbijała się w jej oczach. Ta poharatana dusza Ugne musi żyć. Ale nie potrafi. Więc ucieka. W wódkę. W zapomnienie. W niepamięć. Ona daje mu wytchnienie. Bez niej nie potrafi istnieć. Kolejny łyk to motywacja. Determinacja zamknięta w butelce. Ulga. Alkohol, który substytutem się staje.
Napędza. Tylko na chwilę.
Podnosi. Choć za chwilę upadek przyniesie.
Odbiera pamięć. Kruszy ją. Rozbija. Niszczy.
Ale śledczy nos porucznika nie zawodzi. Gdy poczuje trop, nie odpuści. Brnie do przodu. I węszy.
Mrok ubrany w nadziei kolory. W fioletową poświatę. Bo to przecież krokusy. W nich trzeźwości nadzieja. Demony przeszłości utkane tęsknotą i bólem wypełzają z ciemności. Byle ich nie czuć. Byle od nich uciec. Od myśli. Wspomnień. Zemsta obleczona w krzywdę. W utratę. Trzeba się ich pozbyć. Tych, którzy zawinili. To wszystko w klimacie głębokim. Prawdziwym. Rzeczywistym. To wszystko w emocjach poruszających. Wrzynających się w serce. Intensywnych. Autor po raz kolejny udowadnia, jaką jego słowo pisane ma moc przekazu. Polecam.
Świetny kryminał, który nie tylko opowiada o morderstwach, sposobie prowadzenia śledztwa i podążaniu za mordercą, ale też o tym, że z każdego syfu można się wygrzebać. Polecam wszystkim pamiętającym PRL, libacje alkoholowe i ponure czasy, w których PAN WŁADZA był alfą i omegą i należało się go strzec.