
W Księdze Rodzaju zapisano, że na początku była ciemność.
Ale to nieprawda. Na początku i na końcu zawsze jest tylko lęk.
Ludzkość spowił mroczny całun śmierci, a wraz z nim świat ogarnęła przytłaczająca cisza…
Na skraju pustyni, w sąsiedztwie mrocznego lasu stoi niewielka, drewniana chata. Mieszkają w niej Jakub oraz Julia, małżeństwo od lat bezskutecznie starające się o dziecko. W ich niedalekim sąsiedztwie żyją Daniel z Martą – jak się wydaje jedyni prócz nich, którzy przeżyli pandemię śmiertelnego wirusa. Ta zaprzyjaźniona, wspomagająca się czwórka od lat nie widziała innych żywych ludzi.
Pewnej deszczowej nocy do drzwi chaty puka młoda, bosa dziewczyna w żółtej pelerynie, prosząc o pomoc. Wbrew logice i obawom Jakub wpuszcza ją do środka. Wraz z przybyciem tego niespodziewanego gościa zaczynają się dziać niepokojące rzeczy…
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: Wydawnictwo VESPER sp. z o.o., ul. GDYŃSKA 30A, 62-004 Czerwonak (PL), adres e-mail: handlowy@inrock.pl
| Autor | Tomasz Sablik |
| Wydawnictwo | Vesper |
| Rok wydania | 2021 |
| Oprawa | twarda |
| Liczba stron | 344 |
| Format | 14.0 x 20.5 cm |
| Numer ISBN | 978-83-7731-394-7 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788377313947 |
| Data premiery | 2021.09.15 |
| Data pojawienia się | 2021.08.31 |
Produkt niedostępny!
Ten produkt jest niedostępny. Sprawdź koszty dostawy innych produktów.
To nie jest zła książka. Mam tylko wrażenie, że dostałam jakąś małą dawkę tego tytułowego lęku. A może jestem uodporniona na taką subtelną grozę? Nie wczułam się aż tak w tę intymną apokalipsę, nie było napięcia, które oderwałoby mnie od rzeczywistości. Autorowi nie udało się mnie „odurzyć”, więc przez całą historię zachowywałam trzeźwy umysł, co nie sprzyjało doznaniom. Pod koniec książki przeskakiwałam już tylko wzrokiem po stronach, żeby tylko dotrzeć do mety.
Naturalnym jest porównywanie najnowszej książki autora z poprzednią, tym bardziej jeśli wzbudziła ona olbrzymie emocje, a kolejnej wyczekiwało się z taką niecierpliwością. "Winda" jest dla mnie powieścią rewelacyjną, ciężką od mrocznych wizji, ulotną i jednocześnie brutalną, natomiast "Lęk" wydał mi się dużo bardziej dojrzały, zarówno jeśli chodzi o warsztat pisarski, jak i jego wydźwięk i głębię emocji, które wzbudził. Jest też powieścią dużo bardziej stonowaną, oddającą monotonię życia, płynącego gdzieś w rozedrganym, pustynnym, postapokaliptycznym świecie.
Czworo bohaterów, którzy przetrwali bezwzględną eliminację gatunku ludzkiego, zaczyna się odnajdywać w zastanej rzeczywistości. Wygrywa w nich instynkt przetrwania, życie toczy się dalej, a rutyna dnia codziennego pozwala okrzepnąć i patrzeć w przyszłość.
Jednak samotność, nawet ta we dwoje, sprzyja rozmyślaniom. Ujawniają się skrywane, nieuświadomione lęki, pierwotne potrzeby, zepchnięte na bok wyrzuty sumienia. Zwycięża ludzka natura z wszelkimi słabościami, nadziejami i całym jej skomplikowaniem, a przebywanie z drugim człowiekiem, nawet jeśli byłby ostatnim na Ziemi, rodzi różnice zdań i konflikty, których nie sposób uniknąć.
Czy to również ludzka natura, czy może przyzwyczajenie i wtłoczenie w narzucone ramy każe im stosować się do przyjętych niegdyś zasad? Bogactwo symboliki pozwala wybiec poza prozę życia, przyjrzeć się temu co ludziom pomaga przetrwać. Ale dopiero pojawienie się niespodziewanego gościa, młodej dziewczyny, obdziera bohaterów z fałszu, z gry pozorów, wystawia na próbę ich samych i wszystko w co wierzą. Ich krucha stabilizacja zostaje bezpowrotnie zachwiana.
Atmosfera z początku monotonna, jak tylko może być życie czworga rozbitków na pustyni, z chwilą pojawienia się Żywii przyjmuje mroczne barwy, zasnuwa się ciężkimi od wyuzdania, profanacji, brudnych myśli i sprzecznych emocji chmurami.
Przerażające, drążące jestestwo wizje, pojawiające się pogańskie znaki i przesycone pierwotnym popędem obrzędy, sprawiły, że wraz z bohaterami zaczynałam tracić grunt pod nogami. Obrazów niektórych scen nie jestem już w stanie usunąć z głowy, wracają i wracają...
Zakończenie jak na powieść grozy przystało napawa lękiem, dogłębnym smutkiem wręcz, odsłaniając prawdę o najgłębszych ludzkich lękach. Tym najbardziej pierwotnym i jednocześnie zrozumiałym pozostanie obawa przed samotnością.
Zazwyczaj potrafię zamknąć swoją opinię w kilku zdaniach. Książka Tomasza Sablika budzi we mnie chęć rozpisania się o jej wyjątkowym mrocznym klimacie, dojrzałym pięknie języka, pozostawieniu wielu kwestii domysłom czytelnika, rozbudowanej analizie ludzkiej natury. Nie odda to jednak emocji jakie we mnie wzbudziła. Każdy odbierze ją na swój sposób, niektórym się nie spodoba, innych, jak mnie, trafi prosto w serce.
Gdy rok temu brałem do ręki "Windę", Tomasz Sablik był mi Autorem kompletnie nieznanym, wtedy jednak mile mnie zaskoczył i teraz, gdy sięgałem po "Lęk" liczyłem na lekturę równie udaną, co rok wcześniej. Tym bardziej, że po drodze miałem jeszcze jedno udane, choć krótkie spotkanie z Twórczością Sablika. Mam tu na myśli Jego opowiadanie "Wielka Noc" w zbiorze "Zaraza", o którym zresztą wspominałem w recenzji tegoż zbioru. Zostawmy jednak krótkie formy i przeszłość i skupmy się na najnowszej powieści Autora, który - w moim odczuciu - jest jednym z najciekawszych Twórców rodzimej grozy. Potwierdził to "Lękiem" i jednocześnie pokazał, że nie tylko rozwinął się jako Pisarz, ale i potrafi podejść do grozy z różnych stron.
O czym jest zatem "Lęk"? To opowieść o Julii i Jakubie, a także Marcie i Danielu, którzy jako jedyni w okolicy zdołali przetrwać morderczą zarazę. Przy czym to jest naprawdę duża "okolica", obejmująca również najbliższe miasto, z którego nasi bohaterowie korzystają jakby to było największe centrum handlowe na świecie. Wiodą spokojne życie, wypełnione ciszą i codziennymi obowiązkami. Wszystko zmienia się pewnej deszczowej nocy, gdy na progu drewnianej chaty Julii i Jakuba zjawia się młoda i piękna nieznajoma imieniem Żywia. Dziewczyna prosi o schronienie, a Jakub wpuszcza ją do swojego azylu. To jest jego błąd. Najprawdopodobniej największy jaki popełnił w swoim życiu.
"Lęk" to osadzony w bliżej nieokreślonym miejscu postapokaliptyczny horror, w którym jednak nie usłyszycie zawodzenia wszechobecnych zombie - to nie ta bajka. Jest za to panująca wszędzie cisza i pustka, a sama apokalipsa, czy też bardziej śmiertelny wirus, który wybił prawie całą ludzkość, jest jedynie tłem, punktem wyjścia, do opowiedzenia ciekawej i przepełnionej tytułowym lękiem, historii.
Jeśli szukacie mocnych wrażeń spod znaku "Metro 2033", to raczej nie jest to lektura dla Was. Ja na szczęście niczego takiego nie oczekiwałem. Wręcz przeciwnie. Po "Windzie" spodziewałem się, kolejnej kameralnej opowieści, gdzie akcja biegnie swoim niespiesznym tempem, a warstwa nadprzyrodzona nie jest jedyną wartością dodaną. Kameralność w "Lęku" jest jednak dużo bardziej wyczuwalna, niż w poprzedniej powieści Tomasza Sablika. Już samo miejsce akcji robi tu robotę - drewniana chatka stojąca gdzieś między pustynią, a tajemniczym lasem, a w niej dwoje ludzi i pies, którzy po trzech latach od końca świata zdążyli się już przyzwyczaić do nowej rzeczywistości. Pierwsze skojarzenie: postapokaliptyczny "Domek na prerii" z tym, że bez gromady dzieciaków. Ale zaraz potem, przypomniała mi się książka Paula Tremblaya "Chata na krańcu świata", tam też mieliśmy samotny dom otoczony przez przyrodę i rodzinę, która musiała się zmierzyć z nadprzyrodzonymi siłami. Na tym jednak podobieństwa się kończą. "Lęk", to zupełnie inna opowieść, przesycona grozą, niepokojem i tajemniczością, w dodatku napisana atrakcyjnym w odbiorze, plastycznym językiem, ale bez zbędnych dłużyzn w opisach. Choć groza Sablika ma wymiar dosłowny, nie epatuje On przemocą. Wręcz przeciwnie, korzysta z niej bardzo umiejętnie, niczym doświadczony egzekutor długów swoim bejsbolem - jak już przyłoży, to konkretnie.
Jednak "Lęk" to przede wszystkim wyraziści bohaterowie. Nie jest ich wielu, co też uważam za plus, a dzięki temu Autor mógł dokładniej zgłębić ich psychologię. Główną postacią jest tu Jakub - zagorzały katolik, który właściwie wszystko podporządkowuje religii. Nie jest jednak fanatykiem, ale na każdym kroku podkreśla gorliwość swojej wiary. No i właśnie ta wiara zostanie wystawiona na próbę. To ważny wątek tej książki, podobnie zresztą jak relacje między Jakubem, Julią i Żywią. Przybycie pięknej i młodej nieznajomej nie tylko narazi na szwank czystość myśli Jakuba, ale też sprawi, że w spokojnym, i monotonnym dotychczas życiu jego i Julii pojawią się szumy, zakłócenia, a ich relacje, dzięki Żywii, zamienią się w toksyczny trójkąt.
"Lęk" to znakomicie napisana powieść przesiąknięta specyficznym klimatem, przyprawiającą o ciarki grozą, z ciekawą, wciągającą historią i bohaterami, których można lubić lub nie, ale nie można o nich powiedzieć, że są nijacy. Do tego dochodzą, idealnie współgrające z fabułą i oddające atmosferę grozy, ilustracje Dawida Boldysa, który już w "Windzie" pokazał, że nadaje z Sablikiem na tych samych falach, a w "Lęku" tylko to potwierdził. Zresztą, spójrzcie na okładkę. Jest moc! W każdym razie, to sprawdzony duet, zupełnie jak Scorsese-De Niro, i liczę na to, że przy kolejnych tytułach panowie znowu będą pracować razem. Bo przecież będą kolejne tytuły, prawda? Na to liczę, bo te dwa ostatnie sprawiły, że stał się fanem twórczości Tomasza Sablika. Dlatego też polecam Waszej uwadze zarówno "Lęk", jak i "Windę". To książki, które nie tylko warto przeczytać, ale i mieć w swojej biblioteczce.
Jest moc! Od razu powiem Wam, że Tomek Sablik w pełni spełnił moje oczekiwania. "Lęk" jest powieścią wyjątkową, z rodzaju tych, o których lepiej wiedzieć jak najmniej przed rozpoczęciem lektury. Dlatego polecam zaufać mi na słowo, że warto i sięgnąć po nią w ciemno. Jeśli jednak wolicie dowiedzieć się czegoś więcej to zapraszam do mojej recenzji.
Przyszłość, okolice nienazwanego miasta. Jakub i Julia od kilku lat wiodą proste życie w małej, drewnianej chatce. Nie mają elektryczności, ani nawet bieżącej wody. Od frontu ich domu rozciąga się nieprzebrana piaszczysta pustynia, po bokach leśna gęstwina. Jedyni sąsiedzi - Daniel i Marta - mieszkają w odległości kilkudziesięciu minut marszem. Jest jeszcze pies Kapral. Z kolei ludzkości już nie ma, przetrzebił ją śmiercionośny wirus, pozostawiając przy życiu najprawdopodobniej niewielki promil. Nasi bohaterowie należą właśnie do tego elitarnego grona ocalałych. ⠀
Życie religijnego Jakuba i jego żony płynie leniwie, pozwalając im koncentrować całą swą uwagę na czynnościach dnia codziennego. Obydwoje, a zwłaszcza Julia doświadczają pewnych dolegliwości zdrowotnych. Do tego kobieta marzy o potomku, co zdaje się nie być kwestia priorytetową dla Jakuba.
Koniec beztroski następuje pewnej deszczowej nocy, gdy do drzwi pary puka niespodziewany gość. Olśniewająco piękna nastolatka opowiada im swoją tragiczną historię, prosząc o pomoc. Nie sposób odmówić potrzebującemu, więc bohaterowie zgadzają się przyjąć Żywię pod swój dach. Staje się to początkiem serii dziwnych, niepokojących wydarzeń.
W tej książce intryguje wszystko, począwszy od osadzenia akcji. Owszem, całość dzieje się w rzeczywistości postapo, ale wbrew pozorom główna oś fabularna nie będzie skupiała się wokół walki o przetrwanie w obliczu zagłady. To bohaterowie mają już opanowane i funkcjonują w tych postapokaliptycznych warunkach całkiem nieźle. Realia zrujnowanego świata stanowią jedynie tło wydarzeń, służące stworzeniu klimatu dusznej izolacji i osamotnienia. Kiedy bohatera coś zaniepokoi, nie wyciągnie smartfona w celu wygooglowania zagadnienia, nie zapyta o radę nikogo postronnego. Musi polegać wyłącznie na sobie i swojej intuicji. Wie, że nikt mu nie pomoże, nie podsunie złotego środka. W efekcie rośnie wewnętrzna presja.
Uwagę zwracają również liczne kontrasty. Weźmy na przykład: pustynia - kwintesencja wielkiej pustki i las - przestrzeń tętniąca życiem. Podobnie na poziomie bohaterów: Jakub - zagorzały katolik i Żywia - odprawiająca tajemnicze rytuały i czary. Daniel i Marta - korzystający z dostępnych wygód oraz Jakub i Julia - skrajni minimaliści.
W ogóle umieszczenie pustyni i lasu obok siebie jest dziwne, a przez to diabelnie działające na wyobraźnię i niepokojące. Sama uwielbiam motyw pustyni w horrorach i gdy tylko połapałam się, że występuje ona i w "Lęku", wiedziałam już, że książka mi się spodoba, innej opcji nie ma.
Przejdźmy do kolejnego zagadnienia: erotyka. Seks. Jakuba właściwie poznajemy w momencie gdy odmawia on zbliżenia swojej żonie, także problem z seksem widoczny jest u niego od początku. Później jest tylko gorzej; tłumione pragnienia i poczucie winy (potęgowane tylko jego religijnością) wzmagają napięcie i lęki. I naprawdę nie trzeba być Freudem aby zorientować się, że takie duszenie w sobie seksualności i cała masa konfliktów wewnętrznych w dłuższej perspektywie działają na psychikę destrukcyjnie. Taka właśnie sytuacja ma miejsce u Jakuba. W ogóle erotyki (w większości tej zakazanej w mniemaniu głównego bohatera) jest w "Lęku" sporo. Ja uważam, że to dobrze, bo umiejętnie zastosowana może być doskonałym narzędziem do ukazania pewnych stanów psychicznych, wywołania emocji.
Na koniec temat najbardziej kontrowersyjny: religia. Wystawiana na próby religijność Jakuba, jego kryzys wiary nie jest uderzeniem w religię samą w sobie, a jedynie sposobem na ukazanie pewnych postaw. Podobne mógłby przejawiać rodzimowierca czy wyznawca Latającego Potwora Spaghetti. W ogóle moim zdaniem podejście Jakuba do religii jest niewłaściwe; krótkowzroczne i fanatyczne. Prawda jest taka, że ta książka będzie taka, jaka będziemy chcieli aby była. Jeśli zinterpretujemy ją jako antyreligijny bełkot, to tym właśnie będzie, ale jeśli otworzymy umysł i zajrzymy głębiej, to być może dostrzeżemy w niej fascynujące psychologiczne studium przypadku. Albo przypadków. Albo coś jeszcze innego.
Dla mnie "Lęk" jest doskonałym horrorem psychologicznym. Wielowymiarowym, tętniącym emocjami, pełnym symboli i metafor. Książkę naturalnie dodaję do ulubionych i polecam całym sercem. Czytajcie, ale nie bezrefleksyjnie - analizujcie, zwracajcie uwagę na szczegóły. Jeśli jeszcze nie czytaliście "Windy" Tomasza Sablika to koniecznie nadróbcie. Delektujcie się mrokiem w najlepszym wydaniu.