
Miłość, która przekracza granice śmierci.
Film Netflixa inspirowany tą powieścią.
W życiu trzydziestokilkuletniej Brett Bohlinger wszystko jest poukładane: ma dobrą pracę, jej partnerem jest ambitny, przystojny prawnik, a po śmierci matki ma odziedziczyć pakiet większościowy firmy wraz ze stanowiskiem dyrektora. Jednak testament zmienia całe jej życie. Okazuje się, że matka zaplanowała dla niej zupełnie nową drogę życiową. No, może nie całkiem nową, bo zgodną z listą idealistycznych dziewczęcych postanowień, którą Brett spisała kiedyś jako nastolatka. Czy aspiracje i marzenia z dzieciństwa i wczesnej młodości mogą pasować do dorosłej kobiety? O tym właśnie opowiada Lista marzeń.
„W tej książce jest wszystko, co kocham i czego szukam w kobiecej literaturze: jest mądra, zabawna i poruszająca”. – Susan Elizabeth Phillips, autorka bestselleru Panna młoda ucieka
„Niezwykły debiut… Ta książka chwyta za serce, a jeszcze bardziej wpływa na naszą duszę”. – Sarah Addison Allen, „New York Times”
Tytuł oryginalny: The Life List
Tłumacz: Katarzyna Waller-Pach
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: Dom Wydawniczy REBIS, Żmigrodzka 41/49, 60-171 Poznań (PL), adres e-mail: rebis@rebis.com.pl
| Autor | Lori Nelson-Spielman |
| Wydawnictwo | Rebis |
| Rok wydania | 2025 |
| Oprawa | miękka ze skrzydełkami |
| Liczba stron | 416 |
| Format | 12.8 x 19.7 cm |
| Numer ISBN | 978-83-8338-354-5 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788383383545 |
| Wymiary | 128 x 197 mm |
| Data premiery | 2025.04.04 |
| Data pojawienia się | 2025.03.07 |
| Dostępna liczba sztuk | |
|---|---|
| Dostępność całkowita | 8 szt. |
| Dostępność w naszym magazynie | 1 szt. (realizacja jeszcze dzisiaj) |
Dostępność w punktach Bonito![]() |
|---|
| ul. Staromiejska 6 (50 m od Rynku) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Pokoju 67 (wyspa w centrum handlowym M1) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Batorego 15B (przecznica od ul. Karmelickiej) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Dobrego Pasterza 122 (Prądnik Czerwony) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Josepha Conrada 79 (obok stacji BP) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Kluczborska 17 (przy pętli "Krowodrza Górka") | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Kobierzyńska 93 (osiedle Ruczaj-Zaborze) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Marii Dąbrowskiej 17A (50 m od CH Czyżyny) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Pawia 34 (blisko Galerii Krakowskiej) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Pilotów 2E (300 m od ronda Młyńskiego) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Wielicka 259 (wyspa w Galerii Mozaika) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Wysłouchów 3 (Kurdwanów) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Zakopiańska 62 (Park Handlowy Zakopianka) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 51 (skrzyżowanie z ul. Płaskowickiej) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 88 (Ursynów - metro Stokłosy) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Niepodległości 54 (przy stacji metro Wierzbno) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Chmielna 4 (50 metrów od ul. Nowy Świat) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Czapelska 48 (200 m od ronda Wiatraczna) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Kondratowicza 37 (blisko Szpitala Bródnowskiego) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Żeromskiego 1 (przy stacji metra Słodowiec) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Plac Grunwaldzki 25 (w budynku Grunwaldzki Center) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Ruska 2 (przy Placu Solnym) | Zamów i odbierz już jutro |
Darmowa dostawa już od 199,00 zł
Lori Nelson Spielman w swoim debiucie stawia na lekkość i emocjonalne ciepło, ale niestety – za cenę płaskiej, przewidywalnej fabuły i uproszczonych rozwiązań.
Główna bohaterka, po śmierci matki dowiaduje się po śmierci matki, że zamiast dziedziczyć fortunę, musi… zrealizować swoją listę marzeń z dzieciństwa. Ma rok na spełnienie zadań, które sama kiedyś wymyśliła – jak np. adoptowanie psa, zakochanie się czy zostanie nauczycielką.
Ciekawie? Teoretycznie tak. W praktyce: realizacja pełna uproszczeń i fabularne skróty.
Każde kolejne „marzenie” Brett zostaje spełnione jak po sznurku – w idealnym rytmie narracyjnym, jakby książka miała listę emocjonalnych wzruszeń do odhaczenia. Nie ma tu prawdziwej nieprzewidywalności. Wiele momentów wydaje się wciśniętych na siłę: np. nowa miłość pojawia się akurat wtedy, gdy stara zawodzi – i oczywiście jest idealna.
Rozwój Brett to podręcznikowa transformacja z zagubionej kobiety do spełnionej nauczycielki z misją. Jednak ten rozwój odbywa się zbyt gładko, bez głębszych kryzysów, bez prawdziwych upadków. Wszystko się „udaje”. Nawet kiedy nie wychodzi, to wychodzi.
Partner naszej bohaterki to typowy, samolubny karierowicz rodem z komedii romantycznej. Nowy obiekt uczuć? Czuły, lojalny, charyzmatyczny i … nudny. Przyjaciele? Więcej funkcji niż osobowości. Nie ma między postaciami prawdziwego napięcia ani dynamiki – a to zabiera historii wiarygodność.
Bohaterka podejmuje ogromne decyzje: rzuca pracę, przerywa toksyczne relacje, zmienia styl życie. Odbywa się to jednak bez realnych strat, kosztów czy ryzyka. Brakuje momentów, w których czytelnik naprawdę obawia się, że coś może się nie udać.
Narracja jest prosta, momentami wręcz schematyczna. Czyta się ją łatwo – ale to też wada, bo emocje wydają się wyreżyserowane. Czasami jak scenariusz do filmu Hallmarka niż literaturą z minimalną przynajmniej głębią.
Sam koncept listy marzeń to jedna z rzeczy które ratują te książkę. Może ona dać im puls czytelnikom do refleksji, czy ich dziecięce marzenia nadal mają sens? Książka może być inspirująca a nawet terapeutyczna - ale raczej jako pocieszenie, nie jako literatura wysokiej próby.
Czytelnicy szukający autentycznego dramatu, wielowymiarowych postaci i fabularnej głębi poczują się zawiedzeni. Dla osób, które nie mają nic przeciwko przewidywalnym opowieściom z morałem.
„Moje życie właśnie zostało przewrócone do góry nogami, a teraz mam je poskładać w taki sposób, jak kiedyś zaplanowało sobie… dziecko?”
Z pewnością każdy jako dziecko o czymś marzył, miał listę życzeń do spełnienia i plany do zrealizowania. Niekiedy pragnienia były drobne i całkiem możliwe, innym razem wielkiego kalibru i na pierwszy rzut oka raczej nieosiągalne. Największym i najostrzejszym nauczycielem jest samo życie i to ono bardzo często bezlitośnie weryfikuje nasze listy marzeń. Istnieją jednak dobre dusze, które starają się nas naprowadzić, byśmy podążali w dobrym dla siebie kierunku. Przypominają, co tak naprawdę jest istotne, by życie było pełne, komfortowe i szczęśliwe.
Trzydziestoczteroletnia Brett Bohlinger od początku swojego istnienia dostawała od rodziny i losu wszystko, co chciała. Jej życie było niekończącym się pasmem sukcesów – aż do śmierci ukochanej mamy. Podczas odczytania testamentu dowiedziała się, że większość pieniędzy po matce otrzymali bracia, a stanowisko dyrektora ogromnej firmy kosmetycznej dostała bratowa. Jej mama zostawiła tylko listę marzeń, którą Brett stworzyła jako nastolatka. Niektóre punkty z listy wciąż nie były wykonane i by otrzymać swoją część spadku, kobieta musi je zrealizować. Punkty oznaczały każdemu dobrze znaną i często kłopotliwą sferę życia: pracę zawodową, pasje, przyjaźnie, miłość czy macierzyństwo. Na realizację dostała rok. Ukochana i uwielbiana mama przewróciła jej cały świat do góry nogami i zaplanowała dla niej inną drogę życiową niż tą, którą dotychczas obrała.
Czy wyjdzie to kobiecie na dobre?
Czy Brett odkryje siebie na nowo?
Jak się mają aspiracje i marzenia nastolatki do w pełni ukształtowanej kobiety?
„Gdzie przebiega granica pomiędzy odwagą a arogancją, między dążeniem do tego, o czym się marzy, a oczekiwaniem czegoś, na co się wcale nie zasłużyło?”
„Lista marzeń” to przepiękna opowieść o życiowych wyborach, o spełnianiu marzeń, dążeniu do osiągnięcia prawdziwego szczęścia, determinacji, by zmienić to, co uwiera jak drzazga. W końcu jest to też opowieść o tym, że nigdy nie jest za późno na zmiany i próby naprawienia błędów. Jest to powieść pełna ciepła, mądrości, optymizmu i subtelnego humoru. Nie raz i nie dwa szczerze uśmiałam się z perypetii głównej bohaterki, która starała się zrealizować ostatnią wolę swojej mamy i otrzymać spadek. Lektura poruszyła we mnie wiele strun i zmusiła do przemyśleń na temat swojego jestestwa, planów, które odpuściłam na rzecz innych, łatwiej dostępnych i bardziej komfortowych. Uświadomiła mi, jak wiele kiedyś straciłam, chcąc osiągnąć to, co inni, choć wcale się z tym dobrze nie czułam. Przekonała mnie, że życie to – i owszem – sztuka kompromisów, ale nie w każdej sytuacji i nie za wszelką cenę, bo najgorsze, co się może zdarzyć, to zgubić samego siebie.
„Zastanawiam się, gdzie i kiedy rozpływa się beztroska szczęśliwość? Pewnie odpływa razem z dziecięcą wiarą w siebie”.
A jakie mamy obecnie cele w życiu i jak bardzo odmienne są od tych, które mieliśmy jako piękni, młodzi i odważni nastolatkowie? Losy bohaterki „Listy marzeń” udowadniają, że czasem niektóre rzeczy trzeba zostawiać takimi, jakimi są, i zdać się na los. Nie zawsze jest on nam łaskawy, ale jednak często coś się dzieje po coś, trzeba tylko działać i przede wszystkim żyć w zgodzie z sumieniem. Wtedy ma się pewność, że naprawdę jest się sobą i bez obaw można spojrzeć w lustro.
„Lista marzeń” to opowieść o stracie, odnajdywaniu siebie i odwadze, by zawalczyć o życie, które naprawdę ma znaczenie.
Brett Bohlinger wydaje się mieć wszystko: stabilną pracę, partnera, który spełnia oczekiwania otoczenia, i perspektywę objęcia władzy w rodzinnej firmie po śmierci matki. Jednak testament okazuje się brutalnym przebudzeniem – Brett nie dostaje od razu tego, czego się spodziewa. Zamiast tego, by odziedziczyć spadek, musi zrealizować... swoją listę marzeń z dzieciństwa.
To nietypowy warunek, który wprowadza w życie Brett zamieszanie, niedowierzanie, ale i ogromną przemianę.
Właśnie w tym tkwi siła tej powieści – Spielman z niesamowitą empatią i lekkością pokazuje, że nigdy nie jest za późno, by się zmienić, zawrócić z obranej drogi i wsłuchać się w siebie sprzed lat. Brett, krok po kroku, konfrontuje się z tym, co straciła po drodze do dorosłości, i odkrywa, że prawdziwe szczęście nie zawsze leży tam, gdzie wydaje się być sukces.
„Lista marzeń” to książka, która zostawia w sercu coś trwałego – przypomnienie, że warto wrócić do siebie i swoich dawnych pragnień. To opowieść o odwadze, miłości, żałobie i wdzięczności. Idealna dla tych, którzy czują, że utknęli w życiu, ale w głębi duszy nadal wierzą, że mogą je zmienić.
A czy wy kiedykolwiek napisaliście listę marzeń, którą chcielibyście spełnić? A jeśli tak, to czy udało wam się urzeczywistnić choćby trzy z nich? Jako dzieci często marzymy kim chcielibyśmy być, co robić, co uwielbiamy i co nas uszczęśliwia. Wiecie, że to połowa z tego do czego naprawdę chcecie dojść? Wszystko przez to, że dzieci są szczere i wierzą, że jak się postarają to mogą być tam, gdzie innym się nawet nie śniło. Później ono dorasta i zaczyna odczuwać wstyd, bo słucha otoczenia oddając mu swój los. Rzadko kiedy dąży do tego, co pragnie, lub robi to, co się trafi, bo w końcu coś robić trzeba. A później zostaje, bo po co zmieniać coś, co jako tako funkcjonuje? Ja jako dziecko wpierw chciałam być pisarką. Później policjantką, bo lubiłam pomagać ludziom i wiedziałam, że mogłabym wtedy pisać raporty, bo przecież kochałam pisać cokolwiek. Następnie marzyłam o byciu zakonnicą, bo wtedy mogłabym prowadzić sierociniec, gdzie byłyby dzieci, które ja bym chciała, bo zwyczajnie kocham dzieci. Nauczyłabym je pisać do siebie listy, by wyrażać tam swoje emocje, a popołudniami uprawialibyśmy zioła. Później pragnęłam kochać i być kochaną. Gdy dorosłam, poszłam do szkoły na kierunek, gdzie reszta poszła. Chciałam się uczyć psychologii, ale nie było takiej możliwości. Szybko założyłam rodzinę, bo chciałam mieć dzieci i ukończyłam ją z dwoma pociechami. Zostałam Sołtysem i później recenzentką, a w zanadrzu poetką. Pięknie mi się wszystko złączyło, bo i zbieram zioła, które leczą. Jak sądzicie, dzięki komu do tego doszłam?
Książkę uważam za cudowną, bo praktycznie czyta się sama. Pokazuje ludzi, którzy gonią za swoimi marzeniami. Są skłonni nawet udawać bogatych, byleby tylko urzeczywistnić to, do czego od początku dążyli. Są też i tacy, którzy mieli swoje dziecięce marzenia, ale z wielu powodów zostali tam, gdzie im było wygodniej. Nie poszli za swoją pasją, bo nie miał ich kto w tym wspierać. Polubili pracę, którą ktoś im podarował, lecz w życiu wciąż czegoś im brakowało. Czuli, że zawiedli siebie i innych. Śmierć matki bohaterki przyszła nagle i wywróciła jej życie do góry nogami. Dla jej dobra, bo kochała dziecko nad życie i rozumiała je jak mało kto, odebrała jej wszystko, co wcześniej jej dała. Pozostał jej tylko partner, który liczył na awans, a nawet nie miał czasu wysłuchać jej potrzeb. W testamencie dziewczyna dostała swoją dziecięcą listę marzeń, do spełnienia, wtedy dopiero uzyska swój spadek. W wielkich emocjach ma ochotę zniknąć ze świata, bo nie wierzy w to, że kiedykolwiek mogła czegoś tak bardzo pragnąć, że aż spisała to, by tylko do tego dojść. Czas mija i zegar tyka. Jak sądzicie, czy wchodząc w nowe życie bez niczego można odbić się od stagnacji?
Bardzo mi się ta opowieść podobała, bo pozwala otworzyć oczy nie tylko na dziecięce marzenia, ale na przypomnienie sobie o swoich pasjach i miłościach, które chciało się spełnić. W natłoku szybkiego życia i inetrnetu coraz rzadziej idziemy tam, gdzie pragniemy, a coraz częściej wybieramy bezpieczne opcje. A później się dziwimy, że jakoś tej radości u nas nie widać, że czegoś nam brakuje. A spróbujcie przypomnieć sobie o czym marzyliście jako dzieci? Co się zmieniło, że nagle wstydzicie się tego czy tamtego? W końcu to wasz czas, on mija każdego dnia, istnienie macie tylko jedno. Jeśli już coś można w nim zmienić, to teraz. Bądź takim dzieckiem, które wie, co chce.
Przeczytałam ją jednym tchem, bo jest bardzo lekko napisana. Wiemy co kto przeżywa i jak w bólu jest zawężony nasz punkt wodzenia. Czytamy o przyzwyczajeniach i życiu w bańce poza którą nic nie widać. Czytelnik sam zauważa co kto robi źle, lub dobrze i od razu myśli o sobie i miejscu w którym trwa. Czy naprawdę jest tam, gdzie zawsze chciał być. Szczerze wam polecam!
„Lista marzeń” to lekka i przyjemna książka…na pierwszy rzut oka. Bo im dalej w las, tym więcej drzew jak mówi słynne powiedzenie.
Książka jest przyjemna, jednak nie brak tu i trudniejszych momentów.
Poznajemy Brett w chwili, gdy przeżywa żałobę po matce. W dniu odczytania testamentu dziewczyna dowiaduje się, że żeby otrzymać swoją część spadku musi wypełnić zadania z listy marzeń, którą napisała jako nastolatka. Traci pracę, dom, dosłownie wali jej się życie. Jednak lista marzeń to walka o odnalezienie siebie, walka o swoje „ja”.
Bardzo mi się podobało, że jest w tej książce więcej wątków niż w ekranizacji filmowej. Postaci mają ciekawe osobowości i są bardzo wyraziste. Jest też słodko – gorzko. A zmagania Brett po własne ja czyta się z dużym zainteresowaniem.
To książka idealna na weekend. Jest w niej pełno pogody ducha i tego, co w życiu naprawdę się liczy. Mimo, że na pierwszy rzut oka ta powieść wydaje się zwykłą powieścią obyczajową, ma ona w sobie coś więcej.
Gdybym miała wybrać idealną książkę na wiosenny weekend, na wieczór samej ze sobą, lub taką która podniesie na duchu i sprawi, że utwierdzimy się w naszych wyborach byłaby to właśnie "Lista marzeń".
Brett jest załamana po śmierci matki, była z nią bardzo blisko. Czeka do ogłoszenia testamentu by przejąć po matce kontrolę w firmie. Wydawać by się mogło, że jej życie jest poukładane, ma partnera, pracę, mnóstwo pieniędzy i świetlaną przyszłość przed sobą, jednak testament zmienia wszystko.
Jej mama przetrzymywała jej nastoletnią listę marzeń i dopiero po jej wypełnieniu Brett dostanie spadek. Okazuje się że firmą będzie zarządzać jej bratowa a ona musi spełnić tak kuriozalne warunki jak kupić konia, wystąpić na scenie, czy mieć dziecko.
Początkowo Brett jest bardzo sceptycznie nastawiona do tej listy, postanawia jednak odhaczyć po kolei punkty, na początku dla spadku, jednak z biegiem czasu odkrywa, że być może matka znała ją lepiej niż ona sama siebie. Być może jej dotychczasowe życie było jedynie ułudą a ona nigdy nie była tak naprawdę szczęśliwa.
Po drodze w wypełnianiu punktów poznaje mnóstwo ciekawych ludzi, wielu z nich czegoś ją uczy, a ona sama zaczyna walczyć o swoje szczęście.
Czy Brett uda się wypełnić wszystkie punkty z listy? Co odkryje pośród tych poszukiwań? Czy ułoży w końcu sobie życie? Tego dowiesz się z tej cudownej i inspirującej książki.