
Czasem, by życie nabrało tempa, trzeba... zwolnić Michał, absolwent prawa, który nigdy nie podjął pracy w zawodzie, prowadzi audycje radiowe poświęcone podróżom. Od ukończenia przez niego studiów minęło pięć lat - dziś już nic go nie łączy z dawnymi przyjaciółmi ani z byłą dziewczyną, Natalią, która kiedyś go zraniła. Mimo to decyduje się wziąć udział w zjeździe absolwentów. Tam odkrywa, że wszystko, co słyszał o Natalii... było kłamstwem. Uświadamia sobie, że to on skrzywdził swoją dziewczynę. Wyrzuty sumienia nie dają mu spokoju, dlatego postanawia wyruszyć na Kos, gdzie teraz mieszka Natalia, aby przeprosić ją za błędy przeszłości. Jednocześnie planuje stworzyć cykl reportaży o tej wyspie. Nie spodziewa się jednak, że Grecja, mimo swoich zapachów, widoków i słodkiego rytmu życia siga, siga, tak mocno nadepnie mu na odcisk - ani że popchnie go z powrotem w ramiona dawnej miłości. Natalia i Michał są dziś zupełnie innymi ludźmi niż pięć lat temu. Ale na słonecznej wyspie, gdzie czas płynie wolniej, a mieszkańcom nie brakuje luzu, może wydarzyć się wszystko...
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: Grupa Zaczytani Sp. z o. o., ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia (PL), adres e-mail: sekretariat@novaeres.pl
| Autor | Jolanta Kosowska |
| Wydawnictwo | Zaczytani |
| Rok wydania | 2025 |
| Oprawa | miękka ze skrzydełkami |
| Liczba stron | 266 |
| Format | 13.0 x 21.0 cm |
| Numer ISBN | 978-83-8373-509-2 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788383735092 |
| Waga | 272 g |
| Wymiary | 130 x 210 x 20 mm |
| Data premiery | 2025.01.31 |
| Data pojawienia się | 2025.01.30 |
| Dostępna liczba sztuk | |
|---|---|
| Dostępność całkowita | 5 szt. |
| Dostępność w naszym magazynie | 1 szt. (realizacja jeszcze dzisiaj) |
Dostępność w punktach Bonito![]() |
|---|
| ul. Staromiejska 6 (50 m od Rynku) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Pokoju 67 (wyspa w centrum handlowym M1) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Batorego 15B (przecznica od ul. Karmelickiej) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Dobrego Pasterza 122 (Prądnik Czerwony) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Josepha Conrada 79 (obok stacji BP) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Kluczborska 17 (przy pętli "Krowodrza Górka") | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Kobierzyńska 93 (osiedle Ruczaj-Zaborze) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Marii Dąbrowskiej 17A (50 m od CH Czyżyny) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Pawia 34 (blisko Galerii Krakowskiej) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Pilotów 2E (300 m od ronda Młyńskiego) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Wielicka 259 (wyspa w Galerii Mozaika) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Wysłouchów 3 (Kurdwanów) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Zakopiańska 62 (Park Handlowy Zakopianka) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 51 (skrzyżowanie z ul. Płaskowickiej) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 88 (Ursynów - metro Stokłosy) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Niepodległości 54 (przy stacji metro Wierzbno) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Chmielna 4 (50 metrów od ul. Nowy Świat) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Czapelska 48 (200 m od ronda Wiatraczna) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Kondratowicza 37 (blisko Szpitala Bródnowskiego) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Żeromskiego 1 (przy stacji metra Słodowiec) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Plac Grunwaldzki 25 (w budynku Grunwaldzki Center) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
| ul. Ruska 2 (przy Placu Solnym) | Zamów i odbierz 2026.08.24 |
Darmowa dostawa już od 199,00 zł
Jolanta Kosowska to dla mnie pisarka-podróżniczka. Niemal zawsze wplata ona do swoich powieści jakiś ciekawy zakątek świata. Mogliśmy poczytać o wspaniałej Maderze, malowniczej Wenecji, a teraz przyszedł czas na Grecję, a konkretnie na wyspę Kos. Zresztą, „Wyspa luzu” została zadedykowana towarzyszom greckich wojaży autorki, co na pewno połechtało miło ich ego. Któż nie chciałby być ujęty w szczerej i serdecznej dedykacji?
„Wyspa luzu” była bardzo promowana podczas tegorocznych, marcowych Targów Książki w Poznaniu, sama też skusiłam się na egzemplarz pachnący jeszcze farbą drukarską. Mało tego- rozmowa z tak znanym człowiekiem pióra była niezwykła: naturalna, niewymuszona, wzbogacona o dedykację i pamiątkowe zdjęcie. Ale czy promocja najnowszej, dwudziestej (!) książki była prawdziwa, a fabuła mocno mnie wciągnęła? To, że powieść przeczytałam dopiero w maju, jest tylko efektem braku czasu i ówczesnych problemów, które zakłócały mi sięgnięcie po nią. Warto było jednak czekać i zanurzyć się w zakamarkach fabuły. Kolejny raz mogę stwierdzić, że pisarka kreuje swoich bohaterów w sposób mądry, a jednocześnie romantyczny i sensualny. Stuprocentową prawdą głoszoną przez panią Kosowską jest też to, że czasem, by życie nabrało tempa, trzeba zwolnić. To zalecenie może sprawić cuda, sami się o tym przekonajcie.
Lektury Jolanty Kosowskiej są zawsze bardzo obfite pod względem kulturowym. Poznajemy zwyczaje innych krajów- ich kuchnię, ważne miejsca, sposoby na spędzanie wolnego czasu. Liczy się dosłownie wszystko, ponieważ poprzez czytanie kolejnych rozdziałów możemy silnie dostrzec, jak bardzo się między sobą różnimy. Grecja to ponoć oaza spokoju, nie ma tam miejsca na to, by przysłowiowo robić z igły widły. Cóż, u nas pod tym względem już tak kolorowo nie jest, gdyż jesteśmy narodem szalenie zabieganym i przez to schorowanym. Jednych takie opisy w tekstach obyczajowych rażą, innych zachwycają. Być może, po dogłębnym zapoznaniu się z „Wyspą luzu”, część odbiorców zapragnie zwiedzić wyspę Kos i wczuć się w panujący tam klimat? Oby tak właśnie się stało.
Książka ta, choć krótka, ma bardzo istotny wątek romantyczny. Czy dziś organizuje się jeszcze zjazdy absolwentów? Autorka chyba liczy na to, że tak, dlatego też Natalia i Michał, główni bohaterowie powieści, dawni kochankowie, niedoszli małżonkowie, powrócą do czasu, gdy wszystko wydawało się piękne, ale zawaliło się niczym domek z kart. Nie mam zamiaru podawać szczegółów, gdyż są one niemal szokujące i stawiają Michała w zupełnie innym położeniu… Co takiego odkryje mężczyzna, że będzie chciał koniecznie spotkać swoją miłość, a dzielące ich kilometry nie będą miały absolutnie żadnego znaczenia? Warto samemu poznać ten wątek, gdyż przez dobrze dopracowane opisy możemy zrozumieć, jak bardzo człowiek może zagubić się w meandrach miłości. To uczucie jest piękne, lecz bywa mocno skomplikowane, a działające na nas plotki tym bardziej czynią chaos z naszego umysłu i serca.
Powieść tę może tak naprawdę przeczytać każdy- wiek czy poziom wykształcenia nie gra tu roli. Mnie samej wystarczył jeden wieczór, by wszystko zrozumieć i chętnie poznawać kolejne rozdziały. Jak już wspominałam, „Wyspa luzu” to nie opasłe tomiszcze, dlatego też książkę tę można równie dobrze wertować podczas urlopu, jak i relaksującego wieczoru z kubkiem gorącej herbaty w ręce. A może z kieliszkiem wina? Opcji jest naprawdę sporo, tym bardziej, że autorka bardzo się postarała, jeśli chodzi o bardzo zmysłowe, erotyczne dialogi. Z niczym nie przesadziła, a jednak potrafiła wywołać u odbiorców dreszcze na ciele. Było to niezwykle miłe uczucie. Mało tego- warto odpowiedzieć sobie też na pytanie, czy miłość to połączenie dusz, czy tylko przyziemnych interesów? Jest to temat do indywidualnych rozważań.
Dziękuję także pisarce za wprowadzenie formy epistolarnej- niby jest archaiczna, ale ja bardzo ją szanuję. Ba, nawet marzę o tym, by jeszcze kiedyś w swej skrzynce pocztowej zobaczyć zaadresowaną kopertę, a w niej własnoręcznie napisany list.
Wspaniałą w swej oprawie i zawartości „Wyspę luzu” poleciłabym w szczególności malkontentom i osobom, które zawsze znajdą przysłowiową dziurę w całym. Jak podkreśla autorka, w Grecji obowiązuje zasada siga siga- w życiu należy działać powoli, spokojnie, bez żadnego pośpiechu. Ogromne problemy i zmartwienia pojawiają się tylko wtedy, gdy nie można ich odwrócić ani naprawić. Wszystkie inne drobnostki nie są warte tego, abyśmy byli smutni, sfrustrowani, bez uśmiechu na twarzy.
Wyluzuj, Drogi Czytelniku!
Polecam.
Zaglądając na mój blog, wiecie już, że Jolanta Kosowska jest jedną z moich ulubionych pisarek, a jej książki, zawsze wywołują we mnie olbrzymie emocje i w każdej z nich odnajdę postać, z którą mogę się naprawdę utożsamić, a to z kolei sprawia, że przeżywam tę książkę po stokroć mocniej i zawsze mam absolutne przekonanie, że czeka mnie piękna i emocjonalna podróż... nie tylko w wyjątkowe miejsca, których nie znajdziemy w tradycyjnym przewodniku, ale przede wszystkim w głąb ludzkich serc i dusz...więc gdy "Wyspa luzu" pojawiła się w zapowiedziach wydawniczych, wiedziałam, że znów będzie czekała na mnie kolejna fascynująca historia, która wryje się w serce i zostawi w nim ślad na długi czas.
Tym razem wraz z Autorką wyruszamy na wyspę Kos, gdzie życie toczy się leniwie, na wszystko jest czas, a co nie zrobi się dziś, można zrobić jutro i też nic się nie stanie, ludzie tam żyjący mają dystans nie tylko do siebie, ale i do otaczającej ich rzeczywistości, cieszą się z tego co mają, doceniają tych, z którymi spędzają czas, a przyjezdni początkowo zszokowani, powoli się przekonują, że czasami warto zwolnić, wyluzować, porzucić nieustający pęd i pokochać samego siebie. Jednak zanim dojdziemy do tego momentu, musimy poznać trudną historię Michała i Natalii, która pokazuje, jak łatwo możemy się pogubić w codzienności gdy pojawiają się kłopoty, uwierzyć w rzucane lekko przez innych oskarżenia i tworzone dla naszych oczu mistyfikacje, dać się zwieść kłamstwom i podszeptom, nie dając szansy na poznanie uczuć, emocji i tłumaczeń drugiej strony.
Gdy prawda wychodzi na jaw, a Michał w końcu otworzy oczy i zauważy, że wszystko, co się działo pięć lat wcześniej, było tylko grą, gnany wyrzutami sumienia chłopak postanawia odnaleźć byłą narzeczoną...
Jolanta Kosowska ponownie zabrała mnie w fantastyczną podróż, gdzie po raz kolejny udowodniła, że prawdziwa miłość zawsze zwycięży i choćby miało to trwać latami, prawda zawsze ujrzy światło dzienne. Swoimi opisami rozbudziła wyobraźnię, otwarła serce, sprawia, że bez chwili wahania dałam się porwać w ekscytującą podróż. Tym razem poznajemy Kos, poznajemy tę wyspę krok po kroku, widzimy ją oczami nie tylko samej pisarki, ale i bohaterów, wraz z nimi wędrujemy przez piaszczyste plaże, podziwiamy wschody i zachody słońca nad spokojnym Morzem Egejskim.
"Wędrujemy" uliczkami malowniczych miasteczek, niemal "czujemy" w ustach smakowite lokalne dania i napoje, obserwujemy niezwykłe pawie w rezerwacie dla nich stworzonym. Chłonie się ten niepowtarzalny klimat płynący z każdej strony, do tego mnóstwo emocji i chce się więcej i więcej...
Niejednokrotnie odkrywa się z zaskoczeniem drugie a może nawet i trzecie dno tej historii...
Książkę czyta się bardzo szybko, choć akcja nie goni na złamanie karku. Trudna przeszłość wszystkich głównych bohaterów, którą poznajemy z każdą przewróconą stroną, nie daje im o sobie zapomnieć.
Naprzemienna narracja pozwala poznać ich bardziej. Wywołuje całą masę emocji, niejednokrotnie zaskoczenie, wzruszenie, ale i współczucie. Zmusza do refleksji nad trafnością podejmowanych przez nich decyzji...
Z każdym z nich łatwo się utożsamić, zrozumieć ich emocje i motywy, odnaleźć cząstkę siebie.
Autorka jak zawsze porusza wiele trudnych tematów, które zostają otwarte gdzieś z tyłu głowy i sprawiają, że nie tak łatwo przejść nad nimi do porządku dnia codziennego.
Za każdym razem zaznaczam, że pani Jola maluje piękne, niezwykle ciepłe obrazy swoim słowem. W jej książkach nie sposób się nie zakochać.
Jeśli jeszcze nie znacie książek pani Joli, koniecznie to nadróbcie, bo autorka pisze niesamowicie piękne życiowe historie.
Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Przepiękne i barwne opisy wpływają na wyobraźnię, łatwo jest się odnaleźć w sytuacji tuż obok bohaterów, odnosi się wrażenie, że jest się częścią powieści i jest to niezwykle magiczne uczucie. Jolanta Kosowska po raz kolejny udowodniła, że po przeczytaniu jej nowej powieści będzie się chciało zabrać plecak i wyruszyć w podróż szlakami opisanymi w książce.
Wyspa Kos zachwyca niezwykłą urodą, oferując turkusowe wody, białe plaże, starożytne zabytki oraz bujną roślinność, tworząc idealne połączenie natury i historii. To miejsce warte jest odwiedzenia, warte zanurzenia się w ten idealny klimat do odpoczynku. I właśnie w taką cudowną rzeczywistość, z dala od zmartwień, zabiera nas w swojej najnowszej powieści pani Jolanta Kosowska.
Zanim napiszę o jej treści, kilka słów o autorce. Jolanta Kosowska pochodzi z Opolszczyzny. Część swojego życia spędziła w stolicy Dolnego Śląska, we Wrocławiu, a także w niewielkiej miejscowości pod magiczną górą Ślężą, w Sobótce, gdzie można spotkać turystów wyruszających na szczyt, który zaliczany jest do Korony Gór Polski. Jolanta Kosowska zachwyca swoimi powieściami rzesze swoich fanów, pozyskuje nowych. Ja już chyba zaliczam się do tych pierwszych, ponieważ to kolejna książka, którą przeczytałem z ogromnym zainteresowaniem i przyjemnością.
Turkusowa okładka, rajska plaża i kobieta. Czasy jak najbardziej współczesne. To widać zdecydowanie, gdy weźmiemy lekturę do ręki. Wydawnictwo Zaczytani rekomenduje powieść jako romans. I jest to romans, ale napisany w sposób bardzo ciekawy, a nie jakieś ble, ble, ble.
Wyspa luzu to powieść o miłości, najpierw jednak trzeba do niej dorosnąć. Najpierw trzeba uniezależnić się od innych i żyć własnym życiem, w rytm swojego serca. Głównymi postaciami powieści jest Natalia i Michał. Ważną rolę odgrywa też Rafał. Są to ludzie, których skrzyżował los na swojej drodze podczas studiów we Wrocławiu. Poznajemy ich i ich dzieje sprzed pięciu lat i w chwili obecnej. Opowieść prowadzona jest w pierwszej osobie. Możemy w ten sposób poznać, jak każde z młodych ludzi, widział sytuację, do której doszło w tym czasie. A trzeba koniecznie napisać, że Wtedy Natalia i Michał nie widzieli świata poza sobą. Niestety życie płata różne figle, ktoś może popsuć sielankę i nie być zadowolony z takiego obrotu sprawy. I to, co wydawało się, że będzie trwało w myśl, że Cię nie opuszczę aż do śmierci, runie jak domek z kart. I tak się niestety dzieje w przypadku dwójki zakochanych. Mija pięć lat. Każde z nich prowadzi swoje życie. Jednak kolejny zbieg okoliczności powoduje, że dojrzali już zdecydowanie bardziej ludzie przypadkowo wpadają na siebie w Grecji, na wyspie Kos.
Zanim do tego dojdzie, dowiemy się, jaką rolę odegrał w tym Rafał. Jakimi ludźmi była babcia Michała (babcie są kochane, to święta prawda) oraz nieznosząca sprzeciwu matka. Losy ludzkie są pokręcone, a miłość potrafi chodzić własnymi ścieżkami. Czy ta opowieść skończy się szczęśliwie?
Jolanta Kosowska w "Wyspie luzu" zabiera czytelnika na grecką wyspę Kos, gdzie malownicze krajobrazy, kultura i filozofia życia miejscowych kontrastują z europejskim pośpiechem.
Historia skupia się na losach Michała i Natalii, dawnych narzeczonych, którzy rozstali się w bolesnych okolicznościach. Michał nie potrafił w przeszłości właściwie ocenić sytuacji, ulegając wpływom innych i opuszczając Natalię w kluczowym momencie. Dopiero po latach, podczas spotkania ze starymi znajomymi, dowiaduje się, jak bardzo się pomylił. Postanawia odnaleźć Natalię, co prowadzi go na malowniczą wyspę Kos, gdzie przyjdzie mu zmierzyć się z przeszłością i własnymi błędami.
Autorka w piękny, plastyczny sposób opisuje greckie widoki, smaki i mentalność, pozwalając czytelnikowi niemal poczuć atmosferę wyspy. Niestety, pierwsza część książki dłuży się przez nadmierne roztrząsanie tych samych wydarzeń, a fabuła, choć przyjemna, pozostaje przewidywalna i miejscami cukierkowa. Nie wszystkie postaci były dla mnie przekonujące, zwłaszcza Michał, którego decyzje wydają się momentami nielogiczne. Na plus zasługuje jednak ciepła postać babci Michała oraz humorystyczne perypetie bohatera na Kos.
"Wyspa luzu" to lekka, wakacyjna lektura, idealna dla tych, którzy pragną oderwać się od rzeczywistości i zatopić w urokach greckiego krajobrazu. Mimo pewnych wad, książka potrafi wprowadzić czytelnika w atmosferę relaksu i refleksji nad tym, co w życiu naprawdę ważne.
„Natalia w blasku świec, Natalia na uczelni, Natalia tańcząca w strumieniach deszczu, Natalia pływająca w jeziorze”
Czy od takiej kobiety można oddzielić się murem, utwardzonym egoizmem?
Można…
Mięczak, który opuścił bezpieczną skorupę rodzinnego domu, jest niereformowalny. Nie na próżno wbito mu do głowy zasadę, że w konsekwencji niesprawiedliwości jedni się zaharowują, a inni ciągle chorują.
Michał bezpiecznie przekształcił się z denerwującego skorupiaka w konfliktowego sztywniaka. Nietolerancyjni ludzie zapomnieli usypać przed nim dywan z czerwonych kwiatów. Ten kolor będzie mi się kojarzył z odlotową sukienką Natalii.
„- Pięknie wyglądasz! Idziesz komuś dokopać czy kogoś zdobyć?”
Wcześniej warto byłoby przypomnieć sobie, że trzeba patrzeć pod nogi. Grunt może być niepewny nawet na uroczej Wyspie luzu.
„Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki ani w to samo gówno”
Ja pierniczę! Jak można być takim sztywniakiem jak Michał? Można, bo przecież tak jest wygodniej. Nikt nie zrani kamienia, a najwyżej spowoduje jego pękniecie jak szmaragdu.
„Człowieku, to jest życie, a w życiu trzeba trochę być trochę elastycznym – zaatakowała mnie niespodziewanie. Nikt nie lubi drętwych facetów.”
Kobieta jest jak grecka wyspa: zachwycająca, olśniewająca, budzi wyobraźnię. Facet, którego przeszłe uczucia miały wartość tandetnej kłódki, teraz postanowił zaistnieć w życiu Natalii.
„Twoja bliskość odurza bardziej niż prochy”
No, nie błysnął.
Pani Jolanta Kosowska zaprosiła mnie innych czytelników na „Wyspę luzu”. Miałem okazję wyobrazić sobie niesamowitą wyspę Kos z jej atrakcjami. W pełni doceniam wysiłek twórczy Autorki, ale jedyne moje uczucie po tej lekturze to zmęczenie. Potrzebny jest mi reset.