
Wałbrzych, Jawor, Wrocław, Zamek Książ. Mistrzowski kryminał u stóp dolnośląskich gór. I tom serii wałbrzyskiej.
W krainie fałszywego złota namiętność i chciwość prowadzą do zbrodni.
Galgenberg, Wzgórze Szubieniczne w sercu Wałbrzycha. Blady świt splamiony krwią. Przypadkowy przechodzień odkrywa zmasakrowane ciała dwojga kochanków. Jakie jeszcze makabryczne tajemnice skrywa miasto białego i czarnego złota?
Młody psychiatra Herbert Anwaldt zaczyna pracę wśród syfilityków w szpitalu górniczym. U boku pięknej Friedy Bernhaus, lekarki zafascynowanej Freudem, doskonali sztukę medyczną i… miłosną. Tymczasem z książęcej kopalni uciekają niebezpieczne więźniarki. Gang Wilczyc, zbiegłych zbrodniarek, szmugluje przez Góry Odrzańskie odurzający eter, usuwając każdego, kto stanie im na drodze. Na mieszkańców – i samego Anwaldta – pada blady strach…
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Sp. z o.o., ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków (PL), numer telefonu: 126199500, adres e-mail: sekretariat@znak.com.pl
| Autor | Marek Krajewski |
| Wydawnictwo | Znak |
| Rok wydania | 2026 |
| Oprawa | miękka ze skrzydełkami |
| Liczba stron | 408 |
| Format | 14.0 x 20.5 cm |
| Numer ISBN | 978-83-8427-083-7 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788384270837 |
| Data premiery | 2026.06.01 |
| Data pojawienia się | 2026.04.22 |
| Dostępna liczba sztuk | |
|---|---|
| Dostępność całkowita | 341 szt. |
| Dostępność w naszym magazynie | 17 szt. (realizacja już jutro) |
Dostępność w punktach Bonito![]() |
|---|
| ul. Staromiejska 6 (50 m od Rynku) | 3 szt. na miejscu |
| al. Pokoju 67 (wyspa w centrum handlowym M1) | 2 szt. na miejscu |
| ul. Batorego 15B (przecznica od ul. Karmelickiej) | 2 szt. na miejscu |
| ul. Dobrego Pasterza 122 (Prądnik Czerwony) | 5 szt. na miejscu |
| ul. Josepha Conrada 79 (obok stacji BP) | 4 szt. na miejscu |
| ul. Kluczborska 17 (przy pętli "Krowodrza Górka") | 3 szt. na miejscu |
| ul. Kobierzyńska 93 (osiedle Ruczaj-Zaborze) | 3 szt. na miejscu |
| ul. Marii Dąbrowskiej 17A (50 m od CH Czyżyny) | 2 szt. na miejscu |
| ul. Pawia 34 (blisko Galerii Krakowskiej) | 3 szt. na miejscu |
| ul. Pilotów 2E (300 m od ronda Młyńskiego) | 5 szt. na miejscu |
| ul. Wielicka 259 (wyspa w Galerii Mozaika) | 2 szt. na miejscu |
| ul. Wysłouchów 3 (Kurdwanów) | 2 szt. na miejscu |
| ul. Zakopiańska 62 (Park Handlowy Zakopianka) | 5 szt. na miejscu |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 51 (skrzyżowanie z ul. Płaskowickiej) | 1 szt. na miejscu |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 88 (Ursynów - metro Stokłosy) | 3 szt. na miejscu |
| al. Niepodległości 54 (przy stacji metro Wierzbno) | 3 szt. na miejscu |
| ul. Chmielna 4 (50 metrów od ul. Nowy Świat) | 2 szt. na miejscu |
| ul. Czapelska 48 (200 m od ronda Wiatraczna) | 2 szt. na miejscu |
| ul. Kondratowicza 37 (blisko Szpitala Bródnowskiego) | 3 szt. na miejscu |
| ul. Żeromskiego 1 (przy stacji metra Słodowiec) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Plac Grunwaldzki 25 (w budynku Grunwaldzki Center) | 2 szt. na miejscu |
| ul. Ruska 2 (przy Placu Solnym) | Zamów i odbierz 2026.08.21 |
Darmowa dostawa już od 199,00 zł
Herbert Anwaldt rozpoczyna swoją pierwszą pracę w szpitalu górniczym. Tam przebywają osoby zarażone przykrą i wstydliwą chorobą intymną. Pieczę nad nim pełni doświadczona lekarka Frieda. Tę dwójkę przyciąga do siebie nie tylko zamiłowanie do nauk medycznych, ale i oddawanie się uciechom cielesnym.
Niebezpieczne więźniarki zostają przeniesione z dotychczasowego więzienia, by pomagać przy klasyfikacji węgla. Te jednak uciekają, a utworzony przez nie Gang Wilczyc sieje postrach na Górach Odrzańskich. Postrachem jest też dziwny jegomość z maską przeciwgazową, szukający spełnienia, i ktoś jeszcze, ktoś, kto rządzi nimi wszystkimi.
Uciekamy w stronę Wałbrzycha lat dwudziestych ubiegłego wieku, gdzie wydobywanie węgla hulało w najlepsze. Ale nie tylko węgiel był nazywany złotem, brudne czarne złoto miało swojego kompana w postaci czystego, delikatnego białego złota - porcelany. Przez góry szmuglowany był natomiast eter i biada temu, kto stanął na drodze groźnym kobietom z Gangu Wilczyc.
W powieści autora bardzo doceniam jego dokładnie wykonany research. Podczas czytania w sposób lekki przenosimy się w ówczesne realia, dzięki mapce zamieszczonej na początku świetnie odnajdziemy strategiczne punkty historii, przez co lepiej wczuwamy się w toczące się wydarzenia.
Fabuła nie pozwala czytelnikowi odetchnąć, biegnie, zatacza koła, wraca na chwilę, by znowu biec bez chwili ulgi.
Wejdźcie do świata, gdzie moralność nie jest czymś najważniejszym, słabszy nie ma szans na przetrwanie, a człowiek u władzy może wszystko.
Świetny klimat spowitego czarnym pyłem Wałbrzycha, z niebezpieczeństwem czyhającym tuż obok. To początek serii, która bardzo dobrze się zapowiada. W sam raz dla fanów kryminałów retro. Polecam.
Anna Szulist
Bardzo lubię sięgać po retro kryminały. Zanurzać się w świat, jakże bliski, ale jednak całkowicie obcy i odmienny do tego, co mnie aktualnie otacza. Mistrzem tego gatunku jest dla mnie Marek Krajewski. Bardzo go cenię, bo to pisarz, który dba o najmniejszy szczegół i dosłownie o każdy aspekt powieści. Podczas lektury jego książek czuję się, jakbym wsiadała do wehikułu czasu i przenosiła do opisywanych przez niego wydarzeń. Nie mogłam więc odmówić sobie przyjemności zapoznania się z nowym cyklem, któremu daje początek „Droga krwi”.
Akcja dzieje się w Wałbrzychu w roku 1926. Młody psychiatra Herbert Anwaldt zaczyna pracę w szpitalu zajmującym się leczeniem syfilityków. Nie jest za bardzo zadowolony z posady, bo jednostki chorobowe dotyczą głównie dziedziny dermatologii, z którą nie miał wiele wspólnego. Na dodatek jego przełożoną była kobieta – Frieda Bernhaus. Tymczasem z wałbrzyskiej kopalni uciekają niebezpieczne więźniarki. Pieczę nad nimi roztoczył lokalny watażka Szatanor, który zlecił im przemyt eteru – niezwykle cennego i pożądanego środka odurzającego. Kobiety nazwane Gangiem Wilczyc stopniowo zaczęły rozluźniać więzy łączące je z szefem szajki i urywać się ze smyczy. W Wałbrzychu zaś mają miejsce jeszcze inne dziwne i tajemnicze rzeczy: od niespodziewanych odwiedzin komisarza Mocka poprzez nieobyczajne romanse, kończąc na okaleczonych zwłokach na Wzgórzu Wisielców.
Jaki jest wspólny mianownik wydarzeń?
Co łączy zbiegłe więźniarki, Friedę, Herberta i Eberharda Mocka?
Kto i dlaczego wszedł na drogę krwi? Dokąd ona zaprowadzi?
„Droga krwi” to kolejna rewelacyjna książka Marka Krajewskiego i jednocześnie wciągający początek nowej serii wałbrzyskiej. Pojawia się w niej postać znana z poprzedniej powieści „Głos z piekła”, czyli młodziutki lekarz Herbert Anwaldt oraz, jak dla mnie, niezastąpiony komisarz Eberhard Mock. Dbałość o każdy szczegół, plastyczność opisów, mrok i ten taki typowy dla Krajewskiego brud i uczucie oblepienia wałbrzyskim pyłem węglowym, nieczystością ludzkich dusz, perfidią charakterów bije z każdej karty książki. Potrafi on stworzyć niezwykłą atmosferę, a z Wałbrzycha, miasta gór, węgla i porcelany, stworzył wręcz miejsce kultowe i charakterystyczne dla swojej retro powieści. Śmiało można stwierdzić, że z tego miasta Krajewski uczynił pełnoprawnego bohatera.
Postacie występujące w książce są pełne wewnętrznych sprzeczności i tajemnic. Mają mroczne strony i czarne dusze jak ów wszechobecny węglowy pył. Podczas lektury można się też zachwycać stylem i językiem autora. Posługuje się piękną, dopracowaną polszczyzną odpowiednio przekształconą na potrzeby epoki, bohaterów i wydarzeń, ale jest jednocześnie bardzo wiarygodny: bez zadęcia i sztuczności jak to czasem bywa przy opisywaniu zamierzchłych czasów.
Finał wydarzeń był zaskakujący, bo i cała kryminalna intryga od samego początku została świetnie skonstruowana i dopracowana. Można pokusić się o stwierdzenie, że świat w 1926 roku nie odstaje w niczym od obecnego. Chciwość, niezaspokojone żądze, zemsta i teraz napędzają ludzkie działania, są asumptem do czynów, których nie zawsze się żałuje, ale które głęboko brodzą w moralnym bagnie.
Podsumowując, czekam niecierpliwie na kolejne odsłony serii wałbrzyskiej. Panie Marku – pisz Pan!
" [...] Ten wózek, wypełniony pychą i obłudą, już tak gładko dalej nie pojedzie! [...]"
Od czasu do czasu uwielbiam sięgać po retro kryminały. Między innymi dlatego zainteresowałam się nową książką Marka Krajewskiego po tytułem „Droga krwi”. Jest to pierwsza część nowej serii wałbrzyskiej. Już się nie mogę doczekać kolejnej.
Autor zabiera nas w podróż w czasie, do przeszłości, a dokładniej do pierwszej połowy dwudziestego wieku. W bardzo dobry sposób przedstawia nam Wałbrzych, Wrocław oraz okolice, ich mieszkańców, tradycje i zachowania. Nie zdziwcie się, ale Krajewski posługuje się oryginalnymi nazwami i językiem. Dzięki temu czułam się, jakbym żyła w tamtych czasach. Za to zasługuje na ogromne brawa, szacunek i uznanie.
Atmosfera w tej powieści jest gęsta, a wręcz bardzo klaustrofobiczna. Dzięki temu autor w idealny sposób odwzorował tamte niezbyt dobre czasy. Pokazał nam, między innymi, dzisiejszy piękny Wałbrzych, jako bardzo ponure i złowieszcze miasto. Dzięki postaciom tutaj występującym jesteśmy świadkami przemytu eteru przez Góry Odrzańskie. Swoją drogą, to była pierwsza historia, którą czytałam o tym problemie. Poznałam wyjątkowe postacie takie jak: Herbert Andwaldt (mocno jemu kibicowałam) i bardzo elegancką, kulturalną i inteligentną kobietę — doktor Friedy Bernhaus. Nie zabrakło tutaj również negatywnych bohaterów. Warto przyjrzeć się bliżej gangowi Wilczyc. Ten, kto się znajdzie w ich zasięgu, powinien mieć się na baczności. Z nimi nigdy nic nie wiadomo. Z jednej strony mnie zachwycały, a z drugiej mnie przerażały do tego stopnia, że miałam ciarki na całym ciele.
Niektóre sytuacje doprowadziły mnie dosłownie do płaczu. Krajewski dobrze wie, jak manipulować emocjami czytelników.
W „Drodze krwi” nie brakuje tajemnic, spisków, zdrad, brutalnych zbrodni, miłości i jak to w tamtych czasach bywało syfilisu.
Już się nie mogę doczekać dalszych losów Herberta Anwaldta.
Czy jesteście gotowi poznać mroczną historię Dolnego Śląska?
Herbert Anwaldt wraca, by złamać czytelnika na kawałki. Marek Krajewski po raz kolejny dowodzi, że jest mistrzem mrocznego kryminału retro. „Droga krwi” to drugi tom serii o komisarzu Anwaldcie i jeśli pierwszy Was nie przekonał, ten rozłoży Was na łopatki.
🌤 Pierwsze wrażenie? Gęsty, wilgotny klimat przedwojennego Wrocławia. Czujesz zapach deszczu, strachu i zgnilizny moralnej. Marek Krajewski nie daje taryfy ulgowej – od pierwszych stron czuć, że to będzie ciężka, brudna robota.
🕵️♂️ Herbert Anwaldt staje przed sprawą, która sięga znacznie głębiej, niż sugerują pierwsze tropy. Mord, manipulacja, polityczne układy. Autor prowadzi nas przez labirynt, gdzie każdy może być winny, a najmniej oczywiste rozwiązanie okazuje się najbardziej bolesne.
💔 Herbert Anwaldt to nie jest sympatyczny dziadek. To sfrustrowany, zmęczony życiem urzędnik, któremu sumienie nie daje spać. I właśnie za to go kochamy. Jego wewnętrzne rozterki i samotność biją z kartek tak mocno, że momentami trzeba odłożyć książkę, by zaczerpnąć tchu. Emocje? Niepokój, smutek, bezsilność, ale też iskra nadziei, że nawet w tym błocie można być przyzwoitym.
⚡ Akcja pędzi, ale nie po łebkach. Marek Krajewski buduje napięcie misternie – raz zwalnia, by oddać klimat epoki, kiedy indziej gna jak pociąg. Dialogi ostre, sceny brutalne, ale zawsze w granicach dobrego smaku. Język? Soczysty z nutą przedwojennego żargonu policyjnego. Czytając, słyszysz niemal chrzęst butów na bruku.
To nie jest typowy kryminał o zorganizowanej grupie przestępczej czy seryjnym mordercy. To dużo bardziej skomplikowana układanka, w której główny bohater, młody psychiatra Herbert Anwaldt, wkracza w świat, gdzie przestępczość i polityka przenikają się nawzajem.
W 1926 roku, w Wałbrzychu, wstrząśniętym kryzysem gospodarczym, dochodzi do makabrycznego odkrycia – na Wzgórzu Szubienicznym odnaleziono zmasakrowane ciała dwojga kochanków. Głównym bohaterem i „okiem” czytelnika jest Anwaldt. Rozpoczynając pracę w szpitalu dla górników chorych na kiłę, u boku doktor Friedy Bernhaus, szybko odkrywa, że w tym sudeckim miasteczku żadna ze sfer nie jest wolna od winy.
Autor, Marek Krajewski, odtwarzając realia epoki, buduje wyjątkowo autentyczny i sugestywny obraz miasta: napięcia na tle społecznym, dramat górników pracujących w skrajnie trudnych warunkach, atmosferę zagrożenia, w której pod osłoną gór kwitnie przestępcze życie. Każda nowo odkryta poszlaka odsłania kolejne, mroczne warstwy tej historii.
🎯 Dla kogo?
Jeśli lubisz kryminały historyczne, gdzie tło obyczajowe gra pierwsze skrzypce – to pozycja dla Ciebie. Spodoba się fanom Mroza, Chmielarza. Uwaga: sporo brutalności i mroku – nie dla wrażliwców.
Moja ocena: 9/10 🌟
BRUNETTE BOOKS
Jeśli mieliście okazję poznać twórczość Marka Krajewskiego, to wiecie, że jest urodzonym gawędziarzem. Że spod jego pióra wychodzą wielowątkowe kryminały retro z intrygującą fabułą i wyrazistymi bohaterami, osadzone w skrupulatnie odtworzonych realiach historycznych.
Lektura najnowszej powieści autora, pierwszego tomu serii wałbrzyskiej, „Drogi krwi”, miała dla mnie jeszcze bardziej wyjątkowy i osobisty charakter, bo zaledwie dwa tygodnie temu miałam zaszczyt podążać śladami bohaterów, a moim przewodnikiem był nie kto inny, jak sam autor. Wejście na złowrogie i jednocześnie jakże urokliwe Wzgórze Wisielców, konfrontacja z surową architekturą szpitala górniczego, w którym pracował główny bohater Herbert Anwaldt, czy spacer zaułkami starego miasta ożywionego opowieściami autora, to wszystko sprawiło, że podczas czytania granica między fikcją a rzeczywistością niemal się zatarła.
Wraz z głównymi bohaterami trafiamy do przedwojennego Wałbrzycha, „miasta gór, węgla i porcelany”, gdzie jesteśmy świadkami fascynujących, a zarazem przerażających kontrastów. Od arystokratycznego blichtru Zamku Książ, po sale szpitala dla syfilityków, brutalność więzienia dla kobiet w Jaworze czy mroczną codzienność pogranicza prusko-czechosłowackiego.
Autor z właściwą sobie werwą i drapieżnym, momentami wręcz czarnym humorem, jak choćby przy pełnych ekspresji portretach więźniarek z Jawora, tka skomplikowaną sieć zależności między bohaterami, z których każdy niesie własny ciężar specyficznych słabości. Bo ta powieść to nie tylko wielowątkowa intryga kryminalna związana z przemytniczym procederem, ale przede wszystkim niezwykle hipnotyzujące studium ludzkich namiętności, chciwości i upadku.
W prozie autora zawsze najmocniej zachwyca mnie absolutny kunszt językowy. Pisarz z elegancją potrafi żonglować detalami z epoki, podsuwając nam takie smaczki jak filiżanki z półeczką dla wąsaczy, by za chwilę uderzyć surowym, naturalistycznym opisem fizyczności. Tym razem jednak dodatkowo zaskoczył mnie odwagą w ukazaniu skandalicznego na ówczesne czasy romansu głównego bohatera z dużo starszą od niego kobietą, jak i bardzo sugestywnymi opisami scen miłosnych. Nadal pozostaję pod wrażeniem!
Choć legendarny komisarz Eberhard Mock gra tu drugie skrzypce, jego rola nie pozostaje bez znaczenia. Uciekając przed wrocławskimi problemami dyscyplinarnymi, wpada prosto w oko cyklonu wałbrzyskiej afery, a jego słynne, bezwzględne metody śledcze, zwane przez niego „imadłem”, tym razem zostaną przetestowane na nim samym przez lokalne układy polityczno-obyczajowe.
Przy czytaniu „Drogi krwi” zdecydowanie można stracić poczucie czasu. Jej lektura to prawdziwa uczta literacka, która porywa i zostawia z ogromnym apetytem na więcej. Jeśli więc jesteście gotowi na fascynującą podróż w czasie, to nawet się nie zastanawiajcie. Gwarantuję, że ta powieść pochłonie Was bez reszty, dokładnie tak samo, jak pochłonęła mnie.