

Opowieść o wielkich ludzkich ambicjach i dawno zaginionych gatunkach.
Decyduje się na śmiałe posunięcie i publikuje kontrowersyjne twierdzenie: krowa morska wymarła. To niewiarygodna myśl, by człowiek mógł być dla innego gatunku taką samą plagą jak asteroida czy potop.
W 1741 roku Georg Wilhelm Steller dołącza do słynnej wyprawy Beringa i choć nigdy nie udaje im się dotrzeć do Ameryki, dokonuje przełomowego odkrycia nowego gatunku, który zostaje nazwany krową morską Stellera.
W 1859 roku rosyjski gubernator na Alasce rozpoczyna poszukiwania szkieletu ogromnego morskiego ssaka, który, według plotek, zniknął sto lat temu.
W 1952 roku w Muzeum Historii Naturalnej w Helsinkach zostaje podjęte zadanie odrestaurowania szkieletu słynnej krowy morskiej Stellera zwanej już syreną morską. Gatunku, który wyginął bezpowrotnie.
Żywe istoty to zapierająca dech w piersiach opowieść o trwającej trzy wieki przygodzie człowieka z syreną morską i o niemożliwym do zaspokojenia pragnieniu wskrzeszenia tego, co być może na zawsze zniszczyliśmy.
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: WYDAWNICTWO POZNAŃSKIE SP. Z O.O., ul. Aleksandra Fredry 8, 61-701 Poznań (PL), adres e-mail: handlowy@wydawnictwopoznanskie.com
| Autor | Iida Turpeinen |
| Wydawnictwo | Poznańskie |
| Rok wydania | 2025 |
| Oprawa | twarda |
| Liczba stron | 304 |
| Numer ISBN | 9788368479454 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788368479454 |
| Data premiery | 2025.06.16 |
| Data pojawienia się | 2025.06.05 |
| Dostępna liczba sztuk | |
|---|---|
| Dostępność całkowita | 77 szt. |
| Dostępność w naszym magazynie | 5 szt. (realizacja jeszcze dzisiaj) |
Dostępność w punktach Bonito![]() |
|---|
| ul. Staromiejska 6 (50 m od Rynku) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Pokoju 67 (wyspa w centrum handlowym M1) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Batorego 15B (przecznica od ul. Karmelickiej) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Dobrego Pasterza 122 (Prądnik Czerwony) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Josepha Conrada 79 (obok stacji BP) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Kluczborska 17 (przy pętli "Krowodrza Górka") | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Kobierzyńska 93 (osiedle Ruczaj-Zaborze) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Marii Dąbrowskiej 17A (50 m od CH Czyżyny) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Pawia 34 (blisko Galerii Krakowskiej) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Pilotów 2E (300 m od ronda Młyńskiego) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Wielicka 259 (wyspa w Galerii Mozaika) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Wysłouchów 3 (Kurdwanów) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Zakopiańska 62 (Park Handlowy Zakopianka) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 51 (skrzyżowanie z ul. Płaskowickiej) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 88 (Ursynów - metro Stokłosy) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Niepodległości 54 (przy stacji metro Wierzbno) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Chmielna 4 (50 metrów od ul. Nowy Świat) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Czapelska 48 (200 m od ronda Wiatraczna) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Kondratowicza 37 (blisko Szpitala Bródnowskiego) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Żeromskiego 1 (przy stacji metra Słodowiec) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Plac Grunwaldzki 25 (w budynku Grunwaldzki Center) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Ruska 2 (przy Placu Solnym) | Zamów i odbierz już jutro |
Darmowa dostawa już od 199,00 zł
Ta książka dla mnie to jeden wielki hit, który powinien się sprzedać w milionowym nakładzie co roku! Szacuję, że co pięćdziesiąta osoba odwiedza muzeum i przygląda się okazom, które można tam odnaleźć. Prawdopodobnie w ogóle ich ten temat nie interesuje, nie lubią oglądać niczego, czego już nie ma i wydaje im się, że bez tego dosłownie nic się nie zmieni. Ktoś kiedyś na wycieczce po muzeum powiedział ,,Jak będę chciał zobaczyć rybę, to pójdę nad wodę", lub ,,Gdybym chciał, to też bym namalował jakieś mazaje i sprzedaliby je za bezcen". Pytanie brzmi, dlaczego więc tego nie robisz? Jeśli wszystko potrafimy, to dlaczego stoimy w miejscu? Gdzie te miliony, które same do nas przyjdą oraz sława, która nie przeminie nawet po śmierci? Ktoś z was powie, że się zapędzam, ale ta książka jest naprawdę takim kopem do przodu. Czytając ją dostajecie motywację do działania w swoim dobrze znanym i lubianym zakresie. Czytamy tutaj o pierwszych wyprawach na morze, gdzie pewna znana osobistość spisywała nam wszystkie zwierzęta, które napotykała podczas swojej podróży statkiem. Podkreślę, że był to człowiek bardzo oczytany i zaznajomiony z dotychczasowymi odkryciami. Każde swojej spostrzeżenie spisywał do dziennika, który przywoził ze sobą z wyprawy i mamy to szczęście, że w formie opowieści mamy to opisane. Pewnego jednak dnia, kiedy kończyły im się zapasy, a wszystko mieli wyliczone, zmuszeni byli zawrócić. Podziw wiąże mężczyznę, który zobaczył dziwne zwierzę pływające po wodzie. Nie potrafił go dostosować do żadnego z poprzednich, a opisał je dokładnie. Czytamy o tym jak osoby, które przeczytały jego zapiski sobie z niego drwiły. Domniemały, że opisał okaz ze specjalnym wymysłem, co jak się później po latach okazało, ów okaz istniał naprawdę. Ta przeprawa jest nakreślona z chwili obecnej, opowiedziana przez narratora, który nie ocenia, tylko przekazuje nam fakty. Pomiędzy jednak tymi wiadomościami nakreślone jest jak jeden człowiek z załogi pomiatał innym, by pokazać swoją wielkość. Jak to tytuł decydował o tym kto miał rację i jak należało go słuchać, gdyż na dokumencie opisano, że wiedział co robi. Za nic miał słowa uczonego, który na podstawie wieloletnich obserwacji mówił prawdę. Historia ukazuje też, że kiedy ma się konkretny cel, czy też pragnienie, to nie można zwracać uwagi na ludzi, którzy będą kopali pod nami dołki. Do wielkich rzeczy dochodzi się własną pracowitością i wiarą w powodzenie obranego nam celu. Gdyby mężczyznę nie interesowała nauka, to nie płynąłby na statku biorąc możliwość utonięcia. Godząc się na wyprawy, które zagrażały życiu wszystkich płynących. Mamy również podkreślone by nie wydawać osądów na podstawie wyglądu. Jedynie choćby wstępna rozmowa, czy dłuższe pogawędki z danym człowiekiem mogą pokazać go jakim jest. Zawsze zdradzać będzie go ruch ciała czy mimika twarzy.
Wiecie, że niedługo minie sto lat jak widziano kiedyś krowę morską? Dlaczego jej gatunek wymarł? Czyżby jednak ktoś ją wymyślił mając ku temu własne powody? O ilu zwierzętach jeszcze nie wiecie? Powiem wam szczerze, że trudno jest streścić coś o czym chciałoby się wszystkim powiedzieć. Bo to nie tylko nauka, ale i pokazanie jak wciąż jeden drugiemu będzie wilkiem. Zrozumie to tylko ten, kto ją przeczyta. Mega ogromnie ją polecam!
„Każde stworzenie ma prawo do życia, szacunku i miłości.”
Albert Schweitzer
W literaturze XXI wieku coraz częściej powraca pytanie o miejsce człowieka w świecie natury. W obliczu katastrofy klimatycznej, masowego wymierania gatunków i kryzysu bioróżnorodności, twórcy kultury próbują wypracować nowy język opowieści o świecie – taki, który pozwoli spojrzeć na przyrodę nie jako na tło ludzkiego istnienia, ale jako pełnoprawny podmiot współistnienia. Jedną z najbardziej przejmujących prób tego rodzaju jest debiutancka powieść Pani Iidy Turpeinen pt. Żywe istoty, która ukazała się w Polsce nakładem Wydawnictwa Poznańskiego.
Pani Turpeinen, z wykształcenia literaturoznawczyni, stworzyła dzieło niezwykle dojrzałe, wielowarstwowe i wykraczające poza granice klasycznej prozy historycznej czy ekologicznej. To książka, która łączy literaturę piękną z nauką, fikcję z faktami, refleksję filozoficzną z dramatem ludzkim i nie-ludzkim. Centralną osią narracji jest historia krowy morskiej Stellera (Hydrodamalis gigas) – ogromnego, łagodnego ssaka morskiego odkrytego w XVIII wieku przez niemieckiego przyrodnika Georga Wilhelma Stellera i… wytępionego przez człowieka w ciągu niespełna trzech dekad. Powieść składa się z trzech przeplatających się w czasie części, które ukazują losy ludzi związanych z historią istnienia – i wyginięcia – krowy morskiej:
XVIII wiek – Steller, uczestnik rosyjskiej wyprawy geograficznej na Kamczatkę, obserwuje i opisuje nowe, nieznane stworzenie. Zachwyt szybko miesza się z rozpaczą, gdy uświadamia sobie, że człowiek jest największym zagrożeniem dla tego łagodnego giganta. Narracja jest tu szczególnie wstrząsająca, ponieważ pokazuje, jak nauka i kolonializm mogą iść w parze z destrukcją.
XIX wiek – rosyjski gubernator na Alasce i jego rodzina próbują odkopać przeszłość, dosłownie i symbolicznie. Szukają szczątków, dowodów istnienia tego, co już zniknęło. Ich działania są pełne napięcia między chęcią odkrywania a nieuchronnością zapomnienia.
XX wiek – pracownicy Muzeum Historii Naturalnej w Helsinkach rekonstruują szkielet krowy morskiej – niemal, jak mitologiczne stworzenie – tworząc z niego obiekt wystawowy, ale też symbol utraty i niemożności przywrócenia życia temu, co raz już zostało zniszczone.
Taka konstrukcja pozwala Autorce pokazać, jak przez stulecia zmieniało się ludzkie podejście do natury: od kolonialnej eksploatacji, przez romantyczne pragnienie zachowania śladów, aż po dzisiejszą refleksję muzealno-naukową, w której życie zostaje zastąpione rekonstrukcją. Pani Turpeinen nie oskarża wprost. Jej proza nie jest publicystyką ekologiczną, lecz subtelną, niemal poetycką medytacją nad rolą człowieka w świecie, który nie należy tylko do niego. Pokazuje ludzi jako istoty uwikłane w sprzeczne motywacje: ciekawość, chęć zrozumienia, ale też chciwość, ignorancję i krótkowzroczność. W książce nie ma jednoznacznych bohaterów ani złoczyńców. Każda z postaci nosi w sobie zarówno pragnienie ocalenia, jak i pierwiastek destrukcji.
Narracja prowadzona jest z różnych perspektyw, ale żaden głos nie należy do samej krowy morskiej. Jej istnienie przemyka przez karty książki jak cień – żywa istota, która została zepchnięta na margines historii, a dziś istnieje jedynie jako zapis, szkielet, wspomnienie. Ten zabieg formalny świetnie oddaje główną myśl książki: że wiele form życia znika niepostrzeżenie, a nasze próby ich "upamiętniania" są spóźnione i często zbyt powierzchowne. "Żywe istoty" to także książka o żałobie – nie tylko tej po stracie bliskiej osoby, ale głębszej, egzystencjalnej, związanej z utratą czegoś większego: bioróżnorodności, harmonii z przyrodą, zdolności do współodczuwania. Pani Turpeinen nie oferuje łatwego katharsis. Zamiast tego proponuje coś rzadszego – próbę pogodzenia się z rzeczywistością straty i zaakceptowania własnej odpowiedzialności.
Literatura w ujęciu Autorki może pełnić rolę rytuału przejścia, rodzaju świeckiego sakramentu, który pozwala spojrzeć wstecz nie po to, by się zadręczać winą, lecz by odnaleźć siłę do zmiany przyszłości. Nie chodzi tu o proste „ekologiczne przesłanie”, ale o głębsze pytania: Jak opowiadać o tych, którzy już nie mają głosu? Jak mówić o śmierci gatunków w sposób, który nie znieczula, ale otwiera oczy? Styl Pani Turpeinen jest oszczędny, ale bogaty emocjonalnie. Pisarka unika patosu, a jednocześnie jej język ma coś z elegii – lirycznej pieśni żałobnej. Zderzenie precyzyjnego języka nauk przyrodniczych z poetycką wrażliwością czyni tę powieść wyjątkową. To nie tyle fabuła w klasycznym sensie, ile narracyjne palimpsesty – nakładające się warstwy historii, emocji i znaczeń, które czytelnik musi sam rozwikłać.
W kontekście współczesnych wyzwań, takich jak zmiany klimatyczne, masowe wymieranie gatunków czy zanik więzi człowieka z przyrodą, "Żywe istoty" nabierają nowego znaczenia. To nie tylko książka o jednym gatunku ssaka morskiego. To opowieść o wszystkich istotach, które przestaliśmy zauważać – i o nas samych, jako gatunku zagubionym we własnej dominacji. Żywe istoty to powieść, która pozostaje w czytelniku długo po przeczytaniu ostatniej strony. To nie tylko elegia dla wymarłego gatunku, ale także delikatny, a jednocześnie mocny głos w globalnej debacie o odpowiedzialności człowieka za świat, który dzieli z innymi formami życia. Pani Iida Turpeinen stworzyła książkę wykraczającą poza granice literatury – dzieło, które może stać się ważnym narzędziem empatii, refleksji i przemiany.
„Żywe istoty” to poruszająca, głęboko emocjonalna opowieść o ludzkiej ambicji, o fascynacji przyrodą, ale też o naszej zdumiewającej, bezwzględnej zdolności do niszczenia.
To nie jest tylko historia krowy morskiej Stellera. To historia naszego stosunku do świata natury — pełna tęsknoty, podziwu, ale i niezrozumienia, destrukcji, głodu wiedzy, który łatwo może przemienić się w obsesję. Turpeinen opowiada ją z niezwykłą wrażliwością, a jej język — subtelny, momentami liryczny, czasem ostry jak skalpel — uwodzi od pierwszej strony. Czuć w nim miłość do przyrody i głęboki szacunek wobec życia w każdej jego formie.
Każdy z bohaterów — Steller, gubernator i konserwatorka — pragnie przywrócić do życia coś, co zostało utracone. Ich działania różnią się czasem, miejscem i intencją, ale łączy je jedno: żarliwa potrzeba dotknięcia cudu. Bo krowa morska staje się tu symbolem — nie tylko gatunku, który wymarł, ale też wszystkiego, co tracimy bezpowrotnie. To niewiarygodne i przejmujące zarazem — uświadomić sobie, że człowiek może być dla innego gatunku tym samym, czym była dla dinozaurów asteroida. W tej książce to zdanie uderza niczym cios — nie jako oskarżenie, ale jako gorzka, bolesna prawda.
Turpeinen snuje opowieść z melancholią i czułością, przywołując utracony świat — nie tylko zwierzęcia, ale także marzeń, złudzeń, złamanych obietnic i wielkich idei. „Żywe istoty” są jak pieśń żałobna, jak cicha modlitwa za to, co było, i za to, co być może wciąż można ocalić.
To jedna z tych książek, po których człowiek patrzy na świat trochę inaczej. Może z większą pokorą. Może z większą miłością.
Jako ludzie potrafimy stworzyć i odkryć wiele rzeczy. Nierzadko jednak nasze działania sieją zniszczenie. Krowa morska - fascynujące morskie stworzenie wyginęło z naszego powodu. To właśnie jego historię przedstawiają nam "Żywe istoty".
W 1741 roku, w trakcie ekspedycji Beringa, Georg Wilhelm Steller dokonał odkrycia nowego gatunku ssaka morskiego, znanego jako krowa morska Stellera, powszechnie określanego jako syrena morska. To niezwykłe odkrycie zapewniło Stellerowi miejsce w historii nauki o naturze. Niestety, dla tego wcześniej nieznanego gatunku stanowiło to początek jego drogi do wymarcia. Obecnie jedyną pamiątką po krowie morskiej Stellera jest szkielet, który można podziwiać w muzeum w Helsinkach.
Widziałam wcześniej książki z tej serii, jednak ta jest pierwszą, którą przeczytałam. Od pierwszych zapowiedzi bardzo zaciekawiła mnie jej tematyka. Okazała się wspaniałą przygodą. Autorka niespiesznie prowadzi nas poprzez historię odkrywców i początków nauki. Poznajemy fascynujący świat, który przez lata ewoluował na różne sposoby.
Odkrywamy historię, biologię, ekologię i kulturę. Wszystko opisane bardzo przyjemnym i lekkim stylem. Można by spodziewać się trudnych terminów lub sformułowań jednak nic z tego. Książkę czyta się płynnie niczym fabularną przygodówkę. A niespieszna narracja wcale nie sprawia, że emocji jest mniej. Wręcz przeciwnie. Tym bardziej, że autorka sama przyznaje, że tam, gdzie zabrakło danych, dała się ponieść wyobraźni. Z ogromnym zaciekawieniem czytałam o pradawnym morskim stworzeniu i ludziach. Tych, którzy go odkryli, doprowadzili do jego wyginięcia, a także tych, którzy marzą, by go wskrzesić.
To ciekawa, wciągająca historia. Ja poznałam ją w wersji audio na Empikgo i jeśli też lubicie to zdecydowanie polecam. Lektor idealnie pasuje do historii i nie usypia.