
Dla wszystkich, których głos niknie w zgiełku świata
W dynamicznej chińskiej metropolii, która nigdy nie zasypia i gdzie samotność nieustannie krąży pośród tłumu, młoda kobieta o imieniu Mimi odbiera sobie życie.
Dziennikarz dostaje pięć dni na napisanie najważniejszego artykułu w swojej karierze. Śmierć kobiety staje się początkiem śledztwa, które prowadzi go do samego środka cyfrowego świata, w którym mężczyzna usiłuje odnaleźć prawdziwe relacje i emocje.
Lu Min, jedna z najciekawszych współczesnych chińskich pisarek, opowiada uniwersalną historię: o samotności skrywanej pod filtrami, o presji, która nie zna granic, i o pokoleniu, które żyje w świetle ekranów, a mimo to desperacko szuka bliskości. To nie tylko śledztwo w sprawie samobójstwa; to również prowokujące pytanie o to, dlaczego wciąż tak trudno nam usłyszeć krzyk tych, którzy znikają. Bo historia Mimi to nie jednostkowy dramat, lecz głos całego pokolenia.
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Sp. z o.o., ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków (PL), numer telefonu: 126199500, adres e-mail: sekretariat@znak.com.pl
| Autor | Lu Min |
| Wydawnictwo | Znak |
| Rok wydania | 2026 |
| Oprawa | twarda |
| Liczba stron | 192 |
| Format | 11.0 x 18.5 cm |
| Numer ISBN | 978-83-8367-870-2 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788383678702 |
| Data premiery | 2026.05.06 |
| Data pojawienia się | 2026.02.05 |
| Dostępna liczba sztuk | |
|---|---|
| Dostępność całkowita | 1230 szt. |
| Dostępność w naszym magazynie | 7 szt. (realizacja jeszcze dzisiaj) |
Dostępność w punktach Bonito![]() |
|---|
| ul. Staromiejska 6 (50 m od Rynku) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Pokoju 67 (wyspa w centrum handlowym M1) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Batorego 15B (przecznica od ul. Karmelickiej) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Dobrego Pasterza 122 (Prądnik Czerwony) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Josepha Conrada 79 (obok stacji BP) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Kluczborska 17 (przy pętli "Krowodrza Górka") | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Kobierzyńska 93 (osiedle Ruczaj-Zaborze) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Marii Dąbrowskiej 17A (50 m od CH Czyżyny) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Pawia 34 (blisko Galerii Krakowskiej) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Pilotów 2E (300 m od ronda Młyńskiego) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Wielicka 259 (wyspa w Galerii Mozaika) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Wysłouchów 3 (Kurdwanów) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Zakopiańska 62 (Park Handlowy Zakopianka) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 51 (skrzyżowanie z ul. Płaskowickiej) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 88 (Ursynów - metro Stokłosy) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Niepodległości 54 (przy stacji metro Wierzbno) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Chmielna 4 (50 metrów od ul. Nowy Świat) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Czapelska 48 (200 m od ronda Wiatraczna) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Kondratowicza 37 (blisko Szpitala Bródnowskiego) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Żeromskiego 1 (przy stacji metra Słodowiec) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Plac Grunwaldzki 25 (w budynku Grunwaldzki Center) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Ruska 2 (przy Placu Solnym) | Zamów i odbierz już jutro |
Darmowa dostawa już od 199,00 zł
Zastanawialiście się kiedyś, ile czasu naprawdę poświęcacie na słuchanie drugiego człowieka? Nie na odpowiadanie. Nie na zerkanie w telefon między jednym zdaniem a drugim. Nie na mechaniczne „mhm”, gdy myślami jesteśmy już gdzie indziej. Tylko na prawdziwe słuchanie. Obecność. Zainteresowanie. Ja zaczęłam zadawać sobie to pytanie po lekturze „Być może się wydarzyło” Lu Min. I im dłużej o tej książce myślę, tym mocniej czuję, że żyjemy w świecie, który nauczył nas wszystkiego… poza byciem naprawdę blisko drugiego człowieka.
Ta historia zaczyna się jak cios prosto w klatkę piersiową. Pierwszy akapit zatrzymuje oddech. Wstrząsa. Szokuje. Nie pozwala przejść obojętnie dalej. Młoda dziewczyna odbiera sobie życie. Zostawia po sobie jedynie kartkę A4. Kilka zdań. Kilka skreślonych słów. „Odchodzę. Nikt nie zawinił”.
I właśnie wtedy wszystko zaczyna się rozpadać.
Bo nagle pojawia się pytanie, którego nikt wcześniej nie chciał sobie zadać: dlaczego?
Czy winny był rozpad rodziny? Tylko że wydarzył się lata temu. Czy chodziło o pieniądze? Rodzice przecież pomagali. Samotność? Ale przecież miała ludzi wokół siebie. Miłość? A może raczej relację, która nigdy nie stała się prawdziwą bliskością? Czy można być otoczonym ludźmi i jednocześnie umierać z samotności? Lu Min pokazuje, że można. I robi to w sposób boleśnie prawdziwy.
Dostajemy zaledwie pięć dni, by wejść do świata bohaterki. Pięć dni, by zobaczyć jej milczenie, pęknięcia, emocjonalne niedobory i miejsca, których nikt wcześniej nie zauważył albo może nie chciał zauważyć. To nie jest historia oparta na wielkich dramatycznych scenach. Tu wszystko dzieje się pomiędzy słowami. W niedopowiedzeniach. W chłodzie codzienności. W braku czasu. W obojętności, która często ukrywa się pod maską „zmęczenia” albo „natłoku obowiązków”.
Lu Min pisze o współczesnych Chinach, ale tak naprawdę równie dobrze mogłaby pisać o każdym z nas. O świecie, który pędzi bez chwili zatrzymania. O rzeczywistości, w której ludzie są obok siebie, ale coraz rzadziej naprawdę razem. Blisko fizycznie, a jednocześnie mentalnie oddaleni od siebie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Praca. Technologia. Ambicje. Wyniki. Nauka. Cele. Powiadomienia. Kolejne ekrany. Kolejne „muszę”. Kolejne „nie mam teraz czasu”. Żyjemy szybko, intensywnie i coraz częściej powierzchownie. Godzinna rozmowa z drugim człowiekiem zaczyna wydawać się luksusem albo stratą czasu. Łatwiej wysłać emoji niż zapytać: „Jak naprawdę się czujesz?”. Łatwiej przewinąć ekran niż zatrzymać się przy cudzym cierpieniu.
To książka o samotności w tłumie. O emocjonalnym głodzie. O wyobcowaniu, które nie zawsze wygląda dramatycznie — czasem wygląda właśnie jak codzienność. Jak cisza przy wspólnym stole. Jak brak zainteresowania. Jak wieczne „później”. Jak odkładanie drugiego człowieka na moment, który może nigdy nie nadejść.
Najbardziej przerażające jest jednak to, że Lu Min nie tworzy żadnej dystopii. Ona nie straszy przyszłością. Ona pokazuje teraźniejszość. Tę, w której coraz częściej mijamy ludzi cierpiących psychicznie, bo sami jesteśmy zbyt zmęczeni, by zauważyć ich ból. Tę, w której samotność potrafi być niewidzialna. Tę, w której człowiek może krzyczeć o pomoc milczeniem… i nadal pozostać niesłyszany.
„Być może się wydarzyło” to krótka książka, ale jej ciężar zostaje z czytelnikiem na długo. To jedna z tych historii, które nie potrzebują wielkich zwrotów akcji, żeby rozbić człowieka emocjonalnie. Ona działa ciszą. Refleksją. Poczuciem winy. Pytaniami, które zaczynają krążyć po głowie długo po zakończeniu lektury.
Bo jak po tej książce nie zapytać siebie: Dokąd właściwie tak pędzimy? Po co? I ilu ludzi gubimy po drodze?
To nie jest łatwa lektura. Ale właśnie dlatego warto ją przeczytać. Bo czasem najbardziej potrzebujemy książek, które nie dają ukojenia, tylko zatrzymują nas w pół kroku i zmuszają do spojrzenia na własne życie z zupełnie innej perspektywy.
Gorąco polecam. To jedna z tych książek, które nie krzyczą. One po prostu podchodzą cicho, kładą dłoń na ramieniu i szepczą: „Zatrzymaj się. Spójrz na ludzi wokół siebie. Zanim będzie za późno.”
„Być może się wydarzyło” autorstwa Lu Min to książka, która uderza swoją aktualnością i zostawia w głowie mnóstwo refleksji. To historia osadzona w ogromnym, tętniącym życiem mieście, gdzie pośród tłumu ludzi łatwo stać się niewidzialnym. Śmierć młodej kobiety staje się początkiem dziennikarskiego śledztwa, ale szybko okazuje się, że ta opowieść skrywa znacznie więcej niż zwykłą zagadkę.
Autorka w niezwykle poruszający sposób pokazuje, jak bardzo współczesny świat potrafi być samotny. Żyjemy w czasach, w których teoretycznie mamy siebie na wyciągnięcie ręki, wystarczy jedno kliknięcie, wiadomość czy reakcja w mediach społecznościowych. A jednak coraz częściej relacje stają się powierzchowne, a my nie zauważamy, co naprawdę dzieje się w życiu drugiego człowieka. Ta książka boleśnie przypomina, jak łatwo zagubić się w świecie ekranów i jak bardzo potrzebujemy prawdziwej bliskości.
Bardzo podobało mi się to, że autorka nie skupia się wyłącznie na samej tragedii, ale przede wszystkim na emocjach, presji społecznej i poczuciu wyobcowania. To historia cicha, momentami wręcz przytłaczająca, ale jednocześnie niezwykle wartościowa. Czytając ją, wielokrotnie zatrzymywałam się, żeby pomyśleć o tym, jak wyglądają nasze codzienne relacje i czy naprawdę potrafimy siebie słuchać.
„Być może się wydarzyło” to książka, która nie daje prostych odpowiedzi, ale zmusza do refleksji nad światem, w którym żyjemy. I właśnie za tę autentyczność oraz emocjonalny ciężar zapamiętam ją na długo.
„Być może się wydarzyło” to poruszająca i niezwykle aktualna powieść o samotności człowieka we współczesnym świecie zdominowanym przez media społecznościowe i powierzchowne relacje. Akcja rozgrywa się w wielkiej chińskiej metropolii, pełnej anonimowych ludzi, pośpiechu i nieustannego przepływu informacji. W takim świecie życie odbiera sobie Mimi. Jej śmierć staje się początkiem dziennikarskiego śledztwa, które ma doprowadzić do napisania ważnego artykułu. Reporter stopniowo odkrywa jednak nie tylko historię bohaterki, lecz także mechanizmy funkcjonowania współczesnych relacji międzyludzkich.
Największą wartością książki jest sposób, w jaki autorka pokazuje problem samotności. Bohaterowie żyją blisko siebie fizycznie, ale emocjonalnie pozostają od siebie oddaleni. Kontakty przenoszą się do internetu, rozmowy stają się krótkie i powierzchowne, a media społecznościowe tworzą jedynie iluzję bliskości. Autorka bardzo trafnie ukazuje, że człowiek może być stale obecny online, a jednocześnie czuć się całkowicie niewidzialny i niezrozumiany.
Ważnym tematem są również relacje damsko-męskie. Bohaterowie mają trudność z budowaniem trwałych więzi, boją się szczerości i prawdziwych emocji. Zamiast rozmowy wybierają milczenie lub kreowanie własnego wizerunku w sieci.
Styl książki jest spokojny, momentami chłodny i reporterski, co dobrze oddaje atmosferę wielkiego miasta. To powieść skłaniająca do refleksji nad tym, jak współczesny świat wpływa na psychikę człowieka i czy w epoce cyfrowej komunikacji potrafimy jeszcze tworzyć prawdziwe relacje.
Czasami człowiek zatrzymuje się na efemeryczną chwilę przy pytaniu, które nie wymaga odpowiedzi, lecz wysłuchania: „Co właściwie mogło się wydarzyć…?”. W tej historii to pytanie nie jest jedynie ozdobnikiem, lecz osią, wokół której wszystko zaczyna się powoli rozchodzić, jak kręgi na wodzie podczas ulewnego deszczu. W wielkim, nieustannie pulsującym mieście dochodzi do śmierci młodej dziewczyny. Samobójstwo zostaje zapisane w faktach, ale nie w ich znaczeniu, które pozostaje nieuchwytne. Dlatego do akcji wkracza dziennikarz, który ma zaledwie pięć dni na napisanie artykułu i jednoczesne dotknięcie czegoś, co wymyka się wszelkim próbom racjonalnego wyjaśnienia. Nie ma tu klasycznego śledztwa prowadzącego do jednej, nagiej prawdy. Jest to mozolne przesuwanie się przez cudze, selektywne wspomnienia i urwane gesty. Reporter rozmawia z rodziną, znajomymi oraz ludźmi, którzy pozornie byli blisko dziewczyny. Pojawia się w miejscach, gdzie zostawiła swój ślad, pragnąc sprawdzić, czy cokolwiek z niego pozostało. Każda rozmowa nie tyle przybliża go do odpowiedzi o naskórkowości ludzkich relacji, ile odsłania kolejną warstwę zmowy milczenia. W miarę jak zagłębia się w temat, narasta w nim przekonanie, że musi istnieć „coś większego”, punkt pęknięcia, który wszystko w końcu wytłumaczy. Jednak im dalej idzie, tym bardziej ta pewność zaczyna się kruszyć. Miasto wokół nie zatrzymuje się ani na moment. Jest jasne, głośne, zaludnione, a jednocześnie zdumiewająco odległe. Ludzie mijają się w nim, jakby należeli do równoległych światów. Są połączeni sygnałem, powiadomieniem, krótkim komunikatem, ale nie prawdziwą obecnością. W tej przestrzeni relacje międzyludzkie są cienkie jak papier, a egzystencjalna samotność nie potrzebuje ciszy, by się rozwinąć – wystarczy jej brak uważności na problemy bliźniego. Wszystkie postacie, które pojawiają się w toku tej historii, niosą w sobie własne pęknięcia: presję, zmęczenie, wycofanie, pragnienie, które nie znajduje ujścia. Nic nie jest tu spektakularne, a jednak wszystko wydaje się niepokojąco znajome i boleśnie aktualne. Nawet dziennikarz, który próbuje „zrozumieć”, coraz częściej staje się częścią tego samego mechanizmu, w którym liczy się wynik, artykuł, zamknięcie sprawy, a nie istota ludzka. Z czasem okazuje się, że ta historia nie prowadzi do odkrycia modus operandi. Zamiast tego odsłania coś trudniejszego do przyjęcia: sieć drobnych przesunięć, codziennych zaniedbań, miłosno-nienawistnych relacji, które nie wytrzymały ciężaru współczesnego, konsumpcyjnego życia. Presja sukcesu, tempo, nieustanna dostępność, cyfrowe „bycie razem” bez realnej bliskości: wszystko to układa się w tło, które nie krzyczy, ale stale naciska przypominając o tym,co powinno stanowić fundament. Ta bogata w emocje opowieść pozostaje w człowieku na dłużej, niż sugeruje jej krótka forma. Rozbiera pewność, że odpowiedź zawsze istnieje, i zostawia z przejmującym obrazem świata, w którym wszyscy za czymś gonią, a jednocześnie pokazuje, że z roku na rok coraz mniej rzeczy naprawdę sięga drugiego człowieka.Na końcu nie ma rozwiązania. Jest za to świadomość, że wspólnotowość umiera,a przemoc wielu spowszedniała.
Zaledwie albo aż 5 dni. Tyle czasu otrzymuje nasz bohater, by napisać reportaż życia. Sprawa jest ciekawa i wymagająca. Dotyczy samobójstwa młodziutkiej Mimi. Tylko czy wystarczy czasu, chęci i informacji, by ten tekst ujrzał światło dzienne? Przekonacie się w trakcie lektury książki autorstwa Lu Min pt. „Być może się wydarzyło”, z oferty Wydawnictwa Znak Literanova, w przekładzie Katarzyny Sarek.
Ta powieść to nie tylko próba odtworzenia ostatnich chwil Mimi, ale również (a może przede wszystkim) wnikliwy portret narratora, który stopniowo odsłania samego siebie. Zlecenie reporterskie staje się dla niego pretekstem do konfrontacji z własnymi lękami, ambicjami i ograniczeniami. Im głębiej wnika w historię dziewczyny, tym bardziej okazuje się, że nie tyle rekonstruuje jej los, ile buduje opowieść o własnej bezradności wobec prawdy.
Widzimy, jak reporter selekcjonuje fakty, jak ulega emocjom i jak interpretuje napotkane ślady. To sprawia, że książka zyskuje wymiar metatekstowy: jest refleksją nad samym procesem pisania i nad odpowiedzialnością, jaka się z nim wiąże. Czy można opowiedzieć czyjeś życie w sposób uczciwy? A może każda narracja jest w istocie autobiograficzna?
Autorka unika taniego dramatyzmu, zamiast tego buduje napięcie poprzez niedopowiedzenia i fragmentaryczność. Czytelnik, podobnie jak narrator, zmuszony jest do składania historii z rozproszonych elementów, co wzmacnia poczucie niepewności i niejednoznaczności.
Czas - odgórnie ograniczony - pełni tu kluczową rolę. To nie tylko rama fabularna, lecz także źródło presji, która obnaża prawdziwe motywacje bohatera. Każda decyzja, każdy wybór tematu czy rozmówcy staje się znaczący. W miarę upływu czasu narrator coraz wyraźniej dostrzega, że nie zdąży dotrzeć do „obiektywnej prawdy”, jeśli taka w ogóle istnieje.
„Być może się wydarzyło” to książka wymagająca, ale satysfakcjonująca. Stawia pytania o naturę pamięci, prawdy i opowiadania. To opowieść o Mimi, lecz przede wszystkim o człowieku, który próbuje ją zrozumieć, a przy okazji odkrywa samego siebie.
Doskonała chińska proza, polecam!
W dużej metropolii chińskiej dochodzi do samob*ójstwa. Ofiara to młoda kobieta, a pewien dziennikarz ma 5 dni na napisanie chwytliwego artykułu w związku z tym zdarzeniem. Rozmawiając z najbliższymi nie dowiaduje się niczego, a współlokatorka i współwłaścicielka firmy kontaktuje się wyłącznie przez popularną aplikację i w taki sposób jaki jej odpowiada.
Niedługa nowela nagradzanej w Chinach autorki, wydana w roku 2017. To pierwsza z powieści Lu Min przetłumaczona na język polski. Krótka, ale treściwa i rezonująca w myślach nieustannie.
Temat samotności nie jest nowością. W świecie mediów społecznościowych możemy mieć "znajomych" w ilościach hurtowych, a w prawdziwym życiu...co to jest w ogóle prawdziwe życie, skoro my jako ludzie już coraz bardziej od niego odchodzimy. Wiemy tyle ile przeczytamy czy zobaczymy w sieci. Klikamy, przewijamy, czasem się zatrzymamy i "idziemy" dalej. Co jeśli ktoś nagle zapyta nas co lubi najbliższa osoba, jaki ma charakter pisma...ktoś jeszcze pisze normalnie?
Kreujemy siebie w świecie nierzeczywistym, jesteśmy tam kim tylko chcemy, pokazujemy tyle ile chcemy i udajemy. We wszystkim udajemy, porzucając to co w realnym życiu. Zajmujemy się sobą, twierdząc,że inni nas nie interesują. Ja miałem, ja zrobiłem, ja widziałem, ja czułem...a gdzie w tym wszystkim drugi człowiek.
Książka ukazuje świat społeczności chińskiej, ale czy różni się on od naszej....myślę, że nie. I my nieustannie biegniemy, spieszymy się, żyjemy gdzieś obok, bo ciągle coś, gdzieś, byleby tylko nie tu. Boimy się stanąć twarzą w twarz z żywym człowiekiem, a co dopiero z sobą. W prawdzie, bez masek i udawania. To trudne, ale może nie niemożliwe.
Ciekawa, zmuszająca do refleksji, inna i zdecydowanie warta uwagi. Polecam.
Ile razy zastanawialiście się nad tym, co by było gdyby….(bo przecież chyba każdy gdybał, rozmyślał nad różnymi scenariuszami zdarzeń, które już miały miejsce)? Ja nie zliczę! Ale tak to w życiu już bywa, niekiedy od jednej, wydawać by się mogło, nieistotnej decyzji wszystko się zaczyna… .Bohater noweli autorstwa Lu Min „Być może się wydarzyło” prowadzi dziennikarskie śledztwo w sprawie sa.mobójstwa młodej dziewczyny. Przez pięć dni chce dojść do prawdy. Odkryć, co ją popchnęło do tak desperackiego kroku - skrupulatnie zaplanowanego, jak się okazuje. W tym celu odbywa rozmowy z jej bliskimi, pojawia się na miejscu zdarzenia. Drąży, docieka, nie dowierza… Bo wg niego musiało się stać coś dużego, przecież to niepodobne by młoda dziewczyna targnęła się na własne życie od tak… A może jednak? ? .„Być może się wydarzyło” to dosyć krótka historia (niecałe 200 stron),jednakże „nasycona” po brzegi - przede wszystkim emocjami! Za fabułą skrywa się uniwersalna historia. O pokoleniu żyjącym w wirtualnym świecie, o wielkiej samotności poniekąd spowodowanej tym pierwszym i desperackim poszukiwaniem bliskości drugiego człowieka, takiego z krwi i kości, nie wirtualnego awatara. O obojętności na bliźniego, która to wyrządza największe szkody! Wreszcie o presji współczesnych czasów - na karierę, własne mieszkanie, stworzenie rodziny… O zagubieniu w tym wszystkim - bo gdzie jest właśnie sens życia, gdy nie mamy go z kim dzielić… .Smutna, ale jaka prawdziwa. Uzmysławia nam bolączki - że się tak wyrażę, współczesnego świata. Zmusza do zastanowienia, być może zmiany zachowania. Bo tylko od nas samych zależy, czy coś z tym zrobimy… .Książka wywarła na mnie duże wrażenie. Zostawiła ślad i zmusiła do refleksji.
Sięgasz po literaturę chińską?
Młoda kobieta o imieniu Mimi odbiera sobie życie w mieszkaniu swojego ojca. Jej postać niknie w zgiełku chińskiej metropolii, a targnięcie się na życie nie wzbudza zainteresowania. Jednak pewien dziennikarz pragnie poznać powód tragicznej decyzji kobiety. Nikt nie widzi potencjału w tej historii, jednak dostał on pięć dni na napisanie artykułu. Mężczyzna wszczyna własne śledztwo i stara się wejść w buty Mimi, by zrozumieć, dlaczego tak potoczyło się jej życie.
Lu Min za pomocą tej historii kreuje obraz współczesnego społeczeństwa w Chinach. Ukazuje świat, w którym jednostka niknie w tłumie, a życie toczy się w sieci. Relacje stają się płytkie i powierzchowne, a każdy skupia się na sobie. Dodatkowo podczas śledztwa możemy zobaczyć, jak sposób, w jaki ta sama osoba jest postrzegana przez innych, może skrajnie się różnić. Wizerunek Mimi staje się odmienny w zależności od tego, kto ją opisuje. Który obraz to ten prawdziwy?
Książka ma niecałe 200 stron i jest bardziej jak wycinek historii, aby szczególnie podkreślić pewne zjawiska zachodzące w społeczeństwie. Nie ma tutaj jednoznacznie początku i końca historii. Nie dostajemy odpowiedzi na pytanie, dlaczego młoda kobieta postanowiła ze sobą skończyć. To mnie trochę zaskoczyło, ale po namyśle doszłam do wniosku, że tak właśnie miało być. Ta książka to nie kolejna ciekawa historia do przeczytania, ale opowieść, która w swojej cichości i samotności pokazuje codzienność chińskiej społeczności.
Choć akcja toczy się daleko od Polski, to mam wrażenie, że przedstawione w niej wzorce wcale nie są nam tak obce, jakbyśmy chcieli.
Zachęcam do lektury!
Książka zaczyna się naprawdę intrygująco. Gdy Mimi popełnia samobójstwo, dziennikarz postanawia dowiedzieć się, co mogło ją do tego doprowadzić i czy rzeczywiście był to wyłącznie jej wybór. Motywacja jest podwójna chce poznać prawdę, ale też stworzyć artykuł, który przyciągnie miliony czytelników. Dostaje na to 5 dni i cały czas czujemy ten przelatujący czas i zmagania by się czegoś dowiedzieć. Im bardziej zagłębia się w życie dziewczyny, tym bardziej zaskakuje go obojętność ludzi, którzy byli jej najbliżej.
Ojciec, który nigdy nie potrafił znaleźć z nią wspólnego języka. Matka, która nie powiedziała nikomu o jej śmierci. Współlokatorka aktywna w social mediach, ale milcząca w obliczu tragedii. Chłopak, który po wszystkim usuwa zdjęcia, jakby próbował wymazać jej obecność. To wszystko buduje atmosferę tajemnicy i sprawia, że czytelnik zaczyna szukać drugiego dna.
Brzmi jak historia z dużym potencjałem i właśnie takie miałam odczucia na początku. Czytając, można odnieść wrażenie, że za śmiercią Mimi kryje się coś więcej niż samotność. Pojawia się też ciekawy wątek współlokatora dziennikarza, który pokazuje, jak łatwo ukrywać depresję i jak niezauważalnie może ona dotknąć każdego. Szkoda tylko, że ten temat nie został mocniej rozwinięty.
Mam poczucie, że książka się skończyła, a zabrakło tu jakiegoś podsumowania, refleksyjnej myśli o cybernetycznym świecie, który zabiera prawdziwe relacje. O tym, że można mieć wszystko z perspektywy innych, a jednocześnie czując się całkowicie samotnym.
Historia zostawia czytelnika z pustką i niekoniecznie w tym dobrym, refleksyjnym znaczeniu.
Moim zdaniem to książka z potencjałem, wciągała czytelnika i ciekawiła, ale niestety tego potencjału nie wykorzystała, zostawiła czytelnika z pustką, a trochę szkoda.
Ocena 5/10